Blog > Komentarze do wpisu

Obietnica Łucji, Dorota Gąsiorowska

Obietnica Łucji

Wydawnictwo Znak

Liczba stron: 430

 

Po debiutancką powieść Doroty Gąsiorowskiej sięgnęłam, gdyż skusiło mnie szumne zapewnienie wydawnictwa, iż z pewnością mnie ona zachwyci, a autorka pretenduje do miana nowej mistrzyni powieści obyczajowej. Krótko mówiąc "Obietnica Łucji" to pozycja z gwarancją na zadowolenie czytelnika. W trakcie lektury nasunęło mi się skojarzenie, że z książkami takimi jest jak z Titanikiem - nikt nie wierzył w to, że zatonie, a jednak coś poszło nie tak.

Mówi się, że życie jest sumą przypadków. Fabuła książki "Obietnica Łucji" jest żywym dowodem na potwierdzenie tej maksymy, gdyż zbiegów okoliczności mamy tu co niemiara. Powieść rozpoczyna się w momencie, gdy główna bohaterka postanawia odmienić swoje dotychczasowe życie. Odchodzi od męża, porzuca dobrze płatną pracę, wyprowadza się z Wrocławia i przenosi do małej miejscowości zwanej  Różanym Gajem. Obejmuje tam posadę nauczycielki historii. Szybko zaprzyjaźnia się z uczniami, szczególnie zaś z jedenastoletnią, cichą i zamkniętą w sobie Anią. To właśnie jej matce Łucja składa tytułową obietnicę.

Dorota Gąsiorowska używa bardzo subtelnego języka. "Obietnica Łucji" tchnie ciepłem i pozwala śledzić losy bohaterki przez przysłowiowe "różowe okulary". Powieść ta traktuje przede wszystkim o różnych wymiarach miłości. Mamy tu płomienne uczucie rodzące się pomiędzy dwojgiem kochanków, skomplikowane więzi łączące rodziców i potomstwo oraz burzliwe relacje siostrzane. Jednym z najważniejszych aspektów książki jest jednak przedstawienie złożonych kontaktów na linii przybrana matka-dziecko. Gąsiorowska pokazuje, jak delikatna jest to zażyłość. Dla Łucji nawiązanie z Anią porozumienia na poziomie matczynym jest tym trudniejsze, ponieważ kobieta nie posiada własnych dzieci. Musi uczyć się wszystkiego od podstaw, budząc tym samym dotąd uśpiony instynkt macierzyński. Przed Anią również stoi niełatwe zadanie. Dziewczynka stara się pokochać kogoś na nowo i przyzwyczaić do myśli, że to inna kobieta będzie się o nią troszczyć, dbać o jej wychowanie i edukację, dzielić z nią smutki i radości. Autorka ukazuje jak stopniowo tworzy się nikła nić sympatii pomiędzy dwojgiem w zasadzie obcych sobie osób, by następnie przekształcić się we wzajemne zrozumienie, a ostatecznie w bezwarunkową miłość.

Na przekór tym zaletom sądzę, że miano "nowej mistrzyni polskiej powieści obyczajowej" autorce nadano z ogromnym wyprzedzeniem. Gąsiorowska stworzyła postaci bardzo jednoznaczne w ocenie, które łatwo jest przypisać do danej kategorii. Poboczni bohaterowie, tacy jak Adela i Filip nie mają szansy na wzbudzenie naszej sympatii, gdyż autorka z góry przypięła im łatkę złych, natomiast pani Matylda i Tomasz uzyskali miano bezgranicznie dobrych, wręcz nieskalanych. Główna bohaterka również jest pozbawiona wad i niemal krystaliczna. Jej kreacja staje się tym samym sztuczna, jakby odlana z trwałej, niepodlegającej deformacjom formy. Największy dysonans wywołuje u mnie jednakże postać Ani. Niektóre epizody z nią związane wydają się być odrobinę naciągane. Chociażby fakt, że od pierwszego dotyku klawiszy staje się ona z miejsca niemalże wirtuozem pianina. Poza tym czytelnika zadziwiać może to, że dziewczynka wcale nie tęskni za zmarłą matką, przechodzi nad jej śmiercią jakoby do porządku dziennego. Sposób prowadzenia dialogów przez Anię także pozostawia wiele do życzenia. Zdają się one zupełnie nie pasować do dziecka dopiero wkraczającego w wiek nastoletni i określiłabym je jako zbyt dorosłe.

Momentami autorka sprowadza powieść na bardzo cukierkowe tory, aż ma się wrażenie, że znajduje się we wnętrzu bezowego tortu. Oto przykład:

"- Całe życie miałam długie włosy. Dopiero niedawno pierwszy raz je obcięłam - odważyła się wyznać i spojrzała na niego, jakby jako jedyny zasługiwał na to, aby poznać wiele dla niej znaczący fakt z życia.

-Wiedziałem - odpowiedział. - Mimo, że je obcięłaś, ich cień jest przy tobie."* 

Takie wtrącenia są swoistymi spowalniaczami akcji i wypełniaczami fabuły, lecz na szczęście jest ich niewiele, więc nie zakłócają one swobodnego odbioru książki.

Sporo wątków Gąsiorowska pozostawiła niedomkniętych. Z powieści nie dowiemy się na przykład, co było powodem nagłej wewnętrznej przemiany Adeli, ani tego, jakimi pobudkami kierowała się Łucja opuszczając swojego męża. Irracjonalna wydaje się także niechęć bohaterki do nauczyciela w-fu Filipa, która narasta już od pierwszej rozmowy z mężczyzną.

Trudno było mi się początkowo wciągnąć w całą historię, gdyż rozwijała się niesamowicie wolno, aczkolwiek od momentu pojawienia się Tomasza uległo to zmianie, gdyż opowieść nabrała odrobiny rozpędu. Zakończenie książki jest bardzo sielankowe i przewidywalne, jednak akurat w tego typu powieściach nie razi to w żaden sposób. Po przeczytaniu "Obietnicy Łucji" mam mieszane uczucia odnośnie oceny, gdyż książka ta ani mnie nie zachwyciła ani nie odrzuciła zupełnie. Dochodzę do wniosku, że czasem potrzebna jest nam lektura od pierwszych stron napawająca optymizmem i zawierająca w sobie odrobinę magii. I choć niektóre zbiegi okoliczności wydają się tutaj wręcz nieprawdopodobne, opowiadana przez Dorotę Gąsiorowską historia pozwoli nam na chwilę relaksu i z pewnością podniesie nasz poziom "pozytywnego myślenia". Jeśli ktoś sięgając po powieść obyczajową lubi znaleźć się w bajce, jest to książka dla niego. Mnie bowiem wydawało się, że wpadłam do króliczej nory i niespodziewanie znalazłam się w lekko oderwanym od rzeczywistości Różanym Gaju. Pomimo widocznych wad uważam, że jest to lektura lekka i przyjemna, w sam raz na zbliżające się wiosenne popołudnia. Wszelkie zaistniałe niedociągnięcia składam na karb literackiego debiutu i z pewnością będę baczniej przyglądać się kierunkowi rozwoju tejże autorki.



*Dorota Gąsiorowska, Obietnica Łucji, Wydawnictwo Znak, Kraków 2015, s.238.

piątek, 20 marca 2015, marcinkowska.katarzyna

Polecane wpisy

facebook instagram pinterest

E-mail: uzaleznieniodczytania@wp.pl

stat4u

Teraz czytam

Głosy Pamano