czwartek, 19 listopada 2015

Wakacje

Wydawnictwo Wiatr od Morza

Liczba stron: 288

 

Powieść "Wakacje" Stanleya Middletona w Wielkiej Brytanii opublikowana została w 1974 roku. Autor otrzymał za nią najbardziej prestiżowe brytyjskie wyróżnienie literackie - Nagrodę Bookera. Polakom przyszło bardzo długo czekać na tłumaczenie tej książki. Do rąk rodzimego czytelnika trafiła ona dopiero we wrześniu bieżącego roku. Po ponad 40 latach, które minęły od premiery, wydania powieści Middletona podjęło się gdańskie wydawnictwo Wiatr od Morza, fundując tym samym niesamowitą gratkę wielbicielom literatury. Ja po raz kolejny miałam okazję przekonać się, że oficyna ta sięga wyłącznie po pozycje niebagatelne i niezwykłe.

Bohaterem książki jest trzydziestoparoletni nauczyciel uniwersytecki, Edwin Fisher. Edwin właśnie podjął decyzję o zakończeniu trwającego kilka małżeństwa i postanowił odejść od żony. Rozstanie to nie należało do najłatwiejszych i okazało się dla mężczyzny bardzo dotkliwe. Aby uporać się z kłębiącymi się w głowie negatywnymi myślami, wyrusza on na krótki urlop do niewielkiego miasteczka leżącego na wschodnim wybrzeżu Anglii. Edwin oczekuje, że wśród nadmorskich krajobrazów uda mu się zrelaksować choć trochę. Niestety nie będzie mu dane zaznać tak długo wyczekiwanego odpoczynku. Spacerując piaszczystą plażą, nawiązując nowe znajomości i racząc się drinkami w gwarnych barach, Edwin nieustannie wraca myślami do swej małżonki Meg, nie mogąc zdecydować się, czy tak naprawdę nienawidzi jej z całego serca, czy też, pomimo trudności jakie co rusz napotykają oni na wspólnej drodze, pragnie trwać u jej boku. Dodatkowo, targające nim wątpliwości podsyca przypadkowe spotkanie z teściami, Vernonem i Irene. Zamiast zażywać upragnionego wypoczynku, mężczyzna zaczyna dogłębnie analizować każdy najdrobniejszy aspekt kruszący podwaliny jego związku oraz powraca do scen z własnego dzieciństwa zdominowanego przez surowego i wymagającego ojca.

Fabuła powieści snuje się niespiesznie, oddając tym samym klimat tytułowych wakacji. Niemal słyszymy szum fal wdzierających się na brzeg, czujemy ciepły piasek pod stopami i oddychamy duszną atmosferą wypełnionych wczasowiczami pubów. To nie jest książka, którą "połkniemy" w jeden wieczór. Trzeba się w niej rozsmakowywać niczym w kieliszku dobrego wina pozostawiającego na języku słodko-cierpki posmak. "Wakacje" są powieścią przypominającą gorzkawy cukierek zawinięty w błyszczący i kuszący papierek. Pod ładnym opakowaniem niemal idyllicznej iluzji wakacyjnego, błogiego lenistwa kryje się mniej słodka warstwa. Dzięki bolesnym wspomnieniom Edwina dowiadujemy się bardzo wiele o jego przeszłości. Mamy też szansę bliżej poznać Meg, na początku powieści przedstawioną w nieco demonicznym świetle, pod koniec zaś zyskującą u czytelnika zrozumienie i wzbudzającą w nim współczucie.

Książka Middletona to ponadczasowa powieść mówiąca o radzeniu sobie z rodzinnymi tragediami, które potrafią scalać lub rozdzielać dwoje ludzi oraz o miłości w różnych jej odsłonach: zarówno tej pomiędzy dwojgiem kochanków, opartej na namiętności, pasji i bezustannej batalii pomiędzy przeciwstawnymi charakterami (jako przykład podam tu małżeństwo Fisherów), jak i rodzicielskim, bezwarunkowym oddaniu, jakie widzimy chociażby u rodziców Meg walczących o powrót ich córki do zdrowia psychicznego.

Stanley Middleton zaprezentował się w "Wakacjach" jako autor spostrzegawczy, potrafiący celnie trafiać słowem, bawiący się nim oraz lubujący się w wieloznaczności. To wyjątkowo klimatyczna lektura, skłaniająca do refleksji i jednocześnie będąca hołdem dla codziennych i prozaicznych przyjemności.

14:55, marcinkowska.katarzyna , Przeczytane
Link Komentarze (1) »
czwartek, 12 listopada 2015

Misjonarze z Dywanowa

Księgarnia Zdanowicz

Liczba stron: 415

 

Znany z poprzednich części "Misjonarzy..." szeregowiec Leńczyk dalej odbywa swą służbę w plutonie rotacyjno-dyspozycyjnym. Wszyscy zdążyli już przywyknąć do jego zezowatego szczęścia, notorycznego pakowania się w kłopoty, niepohamowanego gadulstwa i niewyparzonego języka. Tym razem grupa wojaków pod dowództwem sierżanta Drwala otrzyma specjalne zadanie: odbić z rąk terrorystów dwóch polskich oficerów. Jeśli chcecie dowiedzieć się, jak potoczą się losy niesfornego Piotra Leńczyka, dlaczego nie warto pożyczać mu własnej broni oraz jakiego niezwykłe upartego przyjaciela spotka na pustyni, musicie sięgnąć po trzeci tom "Misjonarzy z Dywanowa".

W tej części "Misjonarzy" znajdziecie najwięcej akcji, kul świszczących koło ucha, snajperskich ostrzałów i nagłych odwrotów przeradzających się w efektowne ucieczki. Będzie krew, pot i... kurz. Żołnierze będą mozolnie wędrować w pustynnym pyle uważnie wypatrując ukrytych ładunków wybuchowych, będą musieli przetrwać burzę piaskową, przetestują swoje zdolności dyplomatyczne w delikatnych kontaktach z miejscową ludnością oraz zmuszeni będą uporać się z pierwszą zadaną z ich ręki śmiercią. Porównując dotychczas przeczytane przeze mnie powieści Władysława Zdanowicza poświęcone Leńczykowi, "Honkey" napisany jest najbardziej "na poważnie". I choć nie brak tu dużej dawki dobrego humoru, do którego przyzwyczaił nas już autor, książka ta ukazuje najwierniejszy, spośród wydanych do tej pory tomów "Misjonarzy...", obraz misji stabilizacyjnej w Iraku. Pokazuje ją od tej mroczniejszej i mniej zabawnej strony. Zdanowicz zaznacza, że pobyt na misji to nie takie łatwe i intratne zajęcie, jakby się mogło niektórym wydawać. Owszem, wiąże się z wyższym żołdem, jednak żołnierz decydujący się na wyjazd musi się liczyć z prawdopodobieństwem działań pod ostrzałem oraz powinien oswoić się z nieustannym strachem o swoje życie. Musi nauczyć się walczyć nie tylko z wrogiem, ale także z wojskową biurokracją oraz nabyć umiejętność współpracy z kolegami w trudnych sytuacjach. Zdanowicz daje nam również szerszy pogląd na środowisko, w jakim przyszło funkcjonować polskim żołnierzom w Iraku. Demonstruje, jak wygląda kooperacji z wojskami koalicjantów, na czym polega infiltracja grup terrorystycznych oraz jakie reperkusje grożą Irakijczykom pomagającym stacjonującym w ich kraju siłom zbrojnym.

Poprzednie dwie części przygód Leńczyka trafiły do mojego wujka, który jest byłym wojskowym. Po ich przeczytaniu zwrócił mi je mówiąc, że ubawił się setnie i dodał, że są to książki idealne dla kogoś, kto nigdy nie był w wojsku. Zgadzam się z tą opinią. Dzięki Władysławowi Zdanowiczowi osoby takie jak ja, czyli kompletni laicy nieodróżniający stopni wojskowych, mają niepowtarzalną szansę, by przyjrzeć się bliżej tej poniekąd egzotycznej dla nas grupie zawodowej. Abstrahując od tego, że wojskowa rzeczywistość znana z "Misjonarzy z Dywanowa" osnuta jest czasami oparami absurdu i nagięta jest do potrzeb fabuły powieści, niemniej jednak daje ogólne spojrzenie na sytuację, w jakiej znajdują się żołnierze wysyłani na misje stabilizacyjne. Autor posługując się ironią uwydatnia kluczowe problemy, z jakimi zmaga się polska armia. Deficyty sprzętowe, brak odpowiedniego przeszkolenia, czy nadmiernie rozbudowana kadra oficerska - to tylko czubek góry lodowej.

Po lekturze dwóch wcześniejszych tomów "Misjonarzy..." miałam określone oczekiwania wobec trzeciej części tego cyklu. Nie zawiodłam się! Władysław Zdanowicz ponownie zafundował mi kilka wieczorów wybornej rozrywki. Mam nadzieję, że nie poprzestanie w pisaniu i wkrótce światło dzienne ujrzy kolejna zadedykowana Leńczykowi powieść.



O poprzednich tomach przygód szeregowca Leńczyka przeczytać możecie tutaj: CZEŚĆ I i CZĘŚĆ II.

środa, 04 listopada 2015

Dom Wydawniczy REBIS

Liczba stron: 348

 

W pewnym nienazwanym mieście wybucha epidemia ślepoty. Zaczyna się od mężczyzny, który niespodziewanie traci wzrok podczas jazdy samochodem. Później wirus w ekspresowym tempie rozprzestrzenia się na osoby z najbliższego otoczenia pierwszego ślepca. Władze, by zapobiec eskalacji zarazy, zamykają pierwszą grupę niewidomych oraz osoby mające jakikolwiek z nimi kontakt w opuszczonym szpitalu psychiatrycznym pilnie strzeżonym przez wojsko. Podczas przymusowej kwarantanny mają mieć oni zapewnioną wszelką potrzebną opiekę, wyżywienie i pomoc medyczną. Szybko jednak rząd przestaje interesować się losem poszkodowanych uznając, że mniejszym złem będzie ich powolna śmierć z głodu lub poniesiona w wyniku wewnętrznych walk, czy też chorób wywołanych złymi warunkami sanitarnymi. Pozostawiona sama sobie społeczność ślepych zaczyna rządzić się najprymitywniejszymi prawami natury, zgodnie z którymi zwyciężają tylko najsilniejsze jednostki.

José Saramago stworzył dojmujący obraz ludzkiej psychiki. Ukazał, jak nieustanny strach o własne życie odczłowiecza i doprowadza do zupełnego zezwierzęcenia. Słyszeliście o eksperymencie Philipa Zimbardo przeprowadzonym w 1971 roku? 24 studentów-ochotników podzielono na dwie grupy: strażników i więźniów i zamknięto w specjalnie skonstruowanym więzieniu w piwnicy wydziału psychologii Uniwersytetu Stanford. Doświadczenie to miało na celu zbadanie psychologicznych celów symulacji życia więziennego. Wkrótce po izolacji uczestnicy zaczęli mocno utożsamiać się ze swymi rolami: strażnicy stawali się okrutni i skorzy do karania więźniów, a więźniowie byli ulegli lub przejawiali oznaki buntu. Cały eksperyment został przerwany już szóstego dnia z powodu złego stanu psychicznego biorących w nim udział studentów. Philip Zimbardo udowodnił tym samym, że zwyczajni ludzie, nie mający problemów psychicznych  w ekstremalnych warunkach przejawiają skłonności do ogromnego okrucieństwa. Dokładnie taką prawidłowość zaobserwować możemy w książce Saramago. Zamknięci w zakładzie psychiatrycznym ślepi nie mają imion, posługują się jedynie przydomkami. Ślepota sprawia, że nie znają swoich twarzy. Zapewniona w ten sposób anonimowość powoduje, że dominujące jednostki błyskawicznie zaczynają traktować innych przedmiotowo. Na tej podstawie wydzielają się dwie grupy: rządzących i rządzonych. Przywódcy reglamentują żywność, domagają się zaspokojenia swych żądz i stosują przemoc wobec niepokornych. Tak oto zdrowi psychicznie ludzie chcąc dostosować się do zaistniałych warunków zaczynają się wcielać w role oprawców i ofiar.

W nakreślonej przez Saramago historii upatrywać się możemy nawiązań do piekła obozów koncentracyjnych lub zbrodni reżimu totalitarnego. Może to być też mocny głos autora w sprawie wszelkiej niesprawiedliwości na świecie: ciemiężenia biednych i ich wyzysku przez bogatych, wyniszczających wojen, ubóstwa oraz klęski głodu w zestawieniu z zaślepieniem i obojętnością reszty globu na potrzeby uciśnionych. "Miasto ślepców" niesie ze sobą bardzo ważne przesłanie. W obliczu wszechogarniającej znieczulicy podkreśla wartość heroicznych czynów i niesienia bezinteresownej pomocy. Warto pamiętać, że każdy człowiek jest równy, a o naszej wartości świadczą tylko nasze czyny.

Rzadko zdarza mi się czytać książkę, od której wprost nie mogę się oderwać. O której myślę przez cały czas od jej odłożenia choć na chwilę, nie mogąc się doczekać, aby czytać dalej. Książkę, która pozostaje w mojej pamięci na bardzo długo i do której chcę wracać. Taką właśnie książką jest "Miasto ślepców". To prawdziwy majstersztyk i jednocześnie jedna z najlepszych powieści, jaką miałam przyjemność przeczytać. Z pewnością wrócę do niej jeszcze wielokrotnie.

niedziela, 01 listopada 2015

Sekretne życie pisarzy

Wydawnictwo Muza

Liczba stron: 336

 

Nie od dziś wiadomo, że najlepiej sprzedającym się towarem jest seks. Myśl ta bezsprzecznie przyświecała dwóm amerykańskim dziennikarkom, Shannon McKennie Schmidt i Joni Rendon, gdy podjęły one współpracę polegającą na zaglądaniu do alkowy wielkich literatów. "Sekretne życie pisarzy" skupia się na związkach małżeńskich, romansach i krótkich przygodach erotycznych najsłynniejszych skandalistów wśród mistrzów pióra. Znani pisarze częstokroć czerpali inspirację z własnych podbojów miłosnych, by potem przelać swe doświadczenia na papier. Owocem ich żądz był szereg kochanek, tudzież kochanków przewijających się na kartach ich utworów, łudząco zbliżony aparycją lub zachowaniem do rzeczywistych pierwowzorów. Właśnie o takich tajemnicach literackiego łoża opowiadają autorki. Niestety dla czytelnika, tylko o nich.

Oj, mizerna to książka, mizerna. Pierwsze słowo jakie cisnęło mi się na usta po jej przeczytaniu to "bylejakość". Autorki zdecydowanie nie przyłożyły się do swej pracy, albowiem publikacja jest nierzetelna i napisana "na kolanie". Zawarte w niej historie epatują raz infantylnym humorem, innym razem zaś niepotrzebnym tragizmem (tak jak w opisie kolei związku Artura Millera i Marilyn Monroe, czy też małżeństwa Tołstojów). W większości są to informacje powszechnie dostępne i dobrze znane osobom choć trochę interesującym się literaturą. Co zaś dzieje się z tymi tytułowymi sekretami? Otóż jest ich tu jak na lekarstwo Choćby długo się wysilać, w książce tej raczej próżno szukać czegoś odkrywczego. A szkoda, wystarczyłoby bowiem, gdyby autorki przedstawiły ten sekretny wymiar życia pisarzy zupełnie od innej strony. Może zamiast tak kurczowo trzymać się tego, co kto lubi robić pod pościelą, zwróciłyby większą uwagę na PRAWDZIWE sekrety wielkich artystów? Mam tu na myśli chociażby radzenie sobie z twórczą niemocą, problemy emocjonalne, żmudną walkę z wyniszczającymi nałogami, czy wpływ na ich sukces pozostających w cieniu postaci z najbliższego otoczenia.

Liczyłam na to, że dowiem się o życiu lubianych przeze mnie twórców nieco więcej i warstwa biograficzna stanie się prawdziwym crème de la crème publikacji, owe romanse oraz skandale będą natomiast tylko dodatkiem do całości, ubarwiającym i nadającym jej pikanterii. Niestety autorki dość często niebezpiecznie skręcały w stronę bulwarowych plotek, a o jakimkolwiek głębszym podłożu nie było mowy. Na domiar złego bohaterowie przedstawieni są w karykaturalny, upośledzony wręcz sposób, bez żadnych oznak obiektywizmu. Jest to spojrzenie nie tylko krzywdzące, ale również wypaczone, gdyż spłycono ich do roli don Juanów lub femme fatale dogadzających tylko swym chuciom i odartych z  wyższych emocji. Ogromną wadą książki jest także opisanie wszystkich historii w telegraficznym skrócie. Niektórym bardziej rozbudowanym opowieściom (szczególnie o bitnikach, gdzie bohaterów jest tak wielu, iż szybko można się pogubić) przydałoby się poświęcić nieco więcej uwagi. Choć może i taki był zamysł autorek, by jedynie wypunktować, kto z kim romansował i w jaki sposób to robił.

Szkoda, że autorki odwiedzając liczne miejsca związane z bohaterami książki i mając dostęp do takiego ogromu informacji skupiły się tylko na aspekcie ich łóżkowych wyczynów i dziwacznych preferencji. Sama nie wiem, co podkusiło mnie, by sięgnąć po tę książkę. Gdybym chciała wejść na "Pudelka", czy inny serwis plotkarski, po prostu odpaliłabym Internet. Potencjał książki został zupełnie zaprzepaszczony i pogrzebany gdzieś pod zwałami wyrwanych z kontekstu opowiastek rodem z brukowców.

20:15, marcinkowska.katarzyna , Przeczytane
Link Dodaj komentarz »
Tagi

facebook instagram pinterest

E-mail: uzaleznieniodczytania@wp.pl

stat4u

Teraz czytam

Głosy Pamano