wtorek, 30 grudnia 2014

Czarne skrzydła, Sue Monk Kidd

Wydawnictwo Literackie

Liczba stron: 488

 

Sue Monk Kidd to wielokrotnie nagradzana amerykańska pisarka, której sławę przyniosła głośna powieść "Sekretne życie pszczół". We wrześniu 2014 roku do rąk polskiego czytelnika trafiła jej najnowsza książka pt. "Czarne skrzydła".

Ameryka, początek XIX w. W sielankowym otoczeniu zielonych plantacji ścierają się ze sobą dwa światy: niewolników i ich właścicieli. Pierwsi - poniżani i zmuszani do pracy ponad siły, niemający żadnych praw. Uważani są za część inwentarza, umieszczani w księgach rachunkowych gdzieś pomiędzy trzodą a belami materiałów. Drudzy - niejednokrotnie chciwi i okrutni, nie dostrzegają cierpienia, jakie wyrządzają swym podwładnym. Czują się panami wszystkiego: rąk, umysłów, a nawet dusz niewolników.

W takiej oto rzeczywistości na świat przychodzą dwie niezwykłe dziewczynki: Sara Grimké i Hetty zwana Szelmą. Sara jest córką sędziego sądu najwyższego Karoliny Południowej, właściciela jednej z większych okolicznych plantacji. Hetty to czarnoskóra niewolnica, ofiarowana Sarze jako prezent z okazji jedenastych urodzin. Sara od początku wzbrania się przed posiadaniem własnej służącej, już od dziecka mając wysokie poczucie moralności i cudzej krzywdy. Dziewczynki, mimo dzielących ich różnic klasowych, zaprzyjaźniają się, łamiąc w ten sposób ustalone konwenanse. Od tej pory ich losy splatają się ze sobą nierozerwalnie. Poczynania jednej warunkują decyzje drugiej, zarówno w latach młodzieńczych, jak i dorosłym życiu. Sara i Hetty są jak dwie gałązki jednego drzewa, które w pewnym momencie muszą się rozdzielić, jednak cały czas coś je łączy.

Sue Monk Kidd w swej powieści "Czarne skrzydła" osadziła szereg autentycznych postaci. Sara Grimké była jedną z pierwszych kobiet w historii, które otwarcie głosiły abolicjonistyczne i emancypacyjne poglądy. Podobnie było z jej siostrą Angeliną, również pojawiającą się na kartach książki. Autorka w "Czarnych skrzydłach" umiejętnie łączy fikcję literacką z prawdziwymi wydarzeniami, nadając temu mariażowi formę epickiej opowieści. Monk Kidd dzięki bogatemu językowi oraz niezwykle barwnym opisom zabiera nas w podróż w czasie, przenosząc nas prawie dwieście lat wstecz do naznaczonej piętnem niewolnictwa Ameryki. Z zapartym tchem śledzimy losy Sary i Hetty, które to dorastają na naszych oczach. Autorka buduje fabułę na zasadzie kontrastów: czerń i biel, niewola i swoboda, kobieta i mężczyzna. Dotyka nie tylko problemu traktowania czarnoskórej ludności amerykańskiej, lecz także podziałów wewnątrzspołecznych wśród wolnych obywateli, tworzonych zgodnie z kryterium płci. To mężczyźni są właścicielami domostw, podejmują wszelkie decyzje oraz mogą się kształcić. Kobieta nie posiada absolutnie nic (może z wyjątkiem kilku własnych sukien). Nie pozwala jej się wykonywać określonych zawodów, takich jak prawnik, czy lekarz. Nie ma prawa do wyrażania swojej opinii.

"Czarne skrzydła" to poruszająca do głębi powieść o łamaniu narzuconych barier. To historia mówiąca o nadzwyczajnej niezłomności charakteru, pozwalającej zrzucać okowy nałożonych ograniczeń. Walczyć z niesprawiedliwością można na wiele sposobów, podejmując zarówno małe, jak i wielkie kroki. "Czarne skrzydła" to również książka ponadczasowa i uniwersalna. Morał z niej płynący jest prosty i od wieków znany, bowiem każdy człowiek zasługuje na szacunek, bez względu na płeć, czy pochodzenie. Każdemu należy się również wolność, czy to będzie wolność osobista, czy też wolność wyboru. Pamiętać jednak trzeba, że tylko dzięki ludziom odważnym świat ma szansę zmienić się na lepsze.

niedziela, 28 grudnia 2014

Podarunek, Krystyna Mirek

Wydawnictwo Filia

Liczba stron: 380

 

Krystyna Mirek to autorka ośmiu powieści obyczajowych. Jej książki cechuje niezwykła wnikliwość i realizm. W listopadzie br. miała miejsce premiera jej najnowszej powieści zatytułowanej "Podarunek".

Zdawałoby się, że Marta dostała od życia bardzo wiele. Ma męża, dwójkę dzieci, stałą pracę i własne mieszkanie. Jednak Marta nie jest szczęśliwa. Jej małżeństwo rozsypuje się na kawałki i kobieta nie jest pewna, czy ma ochotę z powrotem je sklejać. Syn i córka bardziej niż domowymi sprawami, zajęci są bytowaniem w wirtualnej rzeczywistości. Na dodatek teściowa Marty, Eleonora na każdym kroku stara się udowodnić, że jej synowa jest daleka od perfekcji – w przeciwieństwie oczywiście do niej samej. Rozgoryczona Marta tuż przed Wigilią prosi los o szansę na szczęście. Fortuna zmienną jest, lecz postanawia jej wysłuchać zsyłając Marcie zaskakujący podarunek.

Kaja jest młoda i ładna. Lubi dobrą zabawę, a mężczyzn zmienia jak rękawiczki, do miłości mając podejście czysto materialne – póki czerpie ze związku korzyści, póty jej zaangażowanie trwa. Dziewczyna żyje ponad stan, kredytem spłacając kolejny kredyt. Kilka dni przed Świętami względnie poukładana strefa uczuć i finansów Kai sypie się jak domek z kart.

Akcja książki toczy się wielotorowo. Odbiorca poznaje wydarzenia z punktu widzenia Marty, Kai i Eleonory, choć tylko dwie pierwsze są postaciami pierwszoplanowymi. Losy tych trzech kobiet są ze sobą połączone, a każda z nich wywiera na siebie wzajemny wpływ. Krystyna Mirek nadała swym bohaterkom szereg uniwersalnych cech, dzięki czemu czytelnik łatwiej się z nimi utożsamia, wspólnie przeżywając wszelkie rozterki. Cała historia opowiedziana w "Podarunku" doprawiona jest szczyptą dobrego humoru, dlatego też równie często, co i wzruszać się, będziemy się śmiać.

Autorka w świątecznej scenerii umieściła książkę z niezwykłym przekazem. "Podarunek" to powieść mówiąca o dawaniu drugiej szansy. Ukazuje nam, jak jedna iskra może rozpuścić zamrożone relacje rodzinne. Mirek bardzo plastycznie obrazuje, że egoizm jest podwaliną do niszczenia każdej wartościowej więzi. Warto czasem zatrzymać się, złapać oddech i zastanowić nad samym sobą oraz pomyśleć o tym, co jest dla nas najcenniejsze. Czy trzeba jedynie prześlizgiwać się przez kolejne dni sprawiając, że czas będzie uciekać nam przez palce? Czy może należy "wycisnąć" z każdego dnia jak najwięcej dobrego tak, aby to, co wydaje się być gorzką pigułką zdumiewało swą słodyczą? Krystynie Mirek w swej książce doskonale udało się ująć esencję tych dylematów. Uważam, że "Podarunek" to pełna ciepła powieść, która rozgrzeje niejedno zmarznięte serce.



niedziela, 21 grudnia 2014

Endgame. Wezwanie

Wydawnictwo Sine Qua Non

Liczba stron: 512

 

"Endgame. Wezwanie" rozpoczyna rozplanowany na trzy tomy cykl pod zbiorczą nazwą „Endgame”. „Endgame” to również multimedialny projekt, na który składają się owe trzy powieści, gra tocząca się w świecie wirtualnym i mająca swoje przełożenie w rzeczywistości (nagroda o wartości 3 milionów dolarów jest jak najbardziej realna) oraz dopiero powstający film fabularny, serial i reality show. Skupmy się jednak na książce.

W dwanaście miejsc na Ziemi uderza seria meteorytów. Jest to sygnał – tytułowe wezwanie – dla grupy osób przynależących do starożytnych plemion i od wieków chroniących mroczny sekret. Otóż losy świata rozstrzygnąć może tylko bitwa zwana Endgame. Z każdego antycznego rodu wytypowany zostaje więc jeden Gracz: w sumie dwanaście młodych osób w wieku od 13 do 20 lat. Wbrew pozorom nie są to zwykli nastolatkowie. Prowadzą oni podwójne życie – w tajemnicy szkoleni są na bezwzględnych zabójców znających tajniki przetrwania i biegłych w sztukach walki. Grono to ma za zadanie odnaleźć trzy klucze ukryte gdzieś na kuli ziemskiej. Ten, kto posiądzie wszystkie trzy wygra Endgame i ocali swój lud. Ale zanim do tego dojdzie, biorący udział w grze musi rozwiązać szereg skomplikowanych łamigłówek i pokonać wszystkich przeciwników, nie wahając się uśmiercić każdego, kto stanie mu na drodze.

Czytelnika, który sięga po tę książkę licząc, że rozwikła tajemniczą łamigłówkę wartą 3 miliony dolarów może czekać nie lada zawód. Wskazówki są tak skomplikowane, że potrzeba chyba Enigmy, by je odkodować, aczkolwiek w zasadzie nie powinno się osądzać książki przez pryzmat potencjalnej nagrody. Moim zdaniem chcąc ocenić powieść należy odseparować te dwie części projektu Endgame od siebie.

"Endgame. Wezwanie" aspiruje do zajęcia miejsca w gronie literatury młodzieżowej. Główny wątek walki pomiędzy Graczami i wzajemnego mordowania się podobny jest do motywu charakterystycznego dla "Igrzysk Śmierci". Jednakże ciężko w przypadku "Endgame" mówić o naśladownictwie, gdyż zarówno bohaterowie tych dwóch krwawych igrzysk są odmienni, jak i okoliczności towarzyszące „zawodom” są zupełnie inne.

Książkę czyta się bardzo szybko i w jakiś perwersyjny sposób jest wciągająca. Akcja "Endgame. Wezwanie" toczy się wielotorowo, a w zasadzie gna na łeb na szyję - czasem czytelnikowi aż może zabraknąć oddechu, Gracze przeskakują bowiem po całym globie jak świerszcze. Autorzy, niczym w kinowej produkcji, postawili na efekty specjalne (wybuchy, pościgi, oderwane kończyny), a w niewielkim stopniu skupili się na postaciach. Bohaterowie są przerysowani, jakby odbici przez kalkę, a żaden nie wyróżnia się jakoś szczególnie. Całą dwunastkę łączy natomiast jedno - z pokorą przyjmują swój los i nie ma w nich ani krztyny buntu przeciwko regułom gry. Wydaje się to wręcz anormalne dla grona nastolatków. Powieść jest również bardzo przewidywalna, gdyż właściwie od samego początku wiemy, kto zostanie liderem w wyścigu po klucz. Gracze giną w przedziwny, momentami groteskowy sposób (szczególnie w ostatnich rozdziałach). Jakby tego było mało, gdzieś pomiędzy cały ten galimatias duet Frey i Johnson-Shelton upchnął surrealistyczne wątki miłosne.

Napisałam, że książka jest niemal nienaturalnie absorbująca. Dzieje się tak, ponieważ pomimo wszystkich wad powieści chcemy wiedzieć, jak potoczą się kolejne losy Graczy. Zastanawiające jest, w jaki sposób autorzy w kolejnych tomach "Endgame" poprowadzą dalej linię akcji i czy pozostali przy życiu bohaterowie zostaną przedstawieni w nieco innym świetle, przestając przypominać postaci wyjęte żywcem z gry komputerowej, bezmyślnie krążące po planszy i zabijające każdego, kto się nawinie.

Pomysł na fabułę "Endgame" jest bardzo interesujący i już same zapowiedzi rozbudzają ciekawość czytelnika. Realizacja zamierzeń Freya i Johnsona-Sheltona pozostawia wszelako wiele do życzenia. Jeśli ktoś szuka czystej rozrywki rodem z filmu akcji (ale raczej takiego niskobudżetowego), książka ta jest dla niego. Jeśli oczekuje czegoś więcej, cóż... "Endgame. Wezwanie" nie pozostaje niestety na dłużej w pamięci. Po prześledzeniu poprowadzonej z takim rozmachem kampanii promocyjnej moje oczekiwania wobec tej lektury były wysokie. Widać sprawdza się stare przysłowie, że nie wszystko złoto, co się świeci. W przypadku "Endgame. Wezwanie" można porzekadło to potraktować wręcz dosłownie.



środa, 17 grudnia 2014

Nigdziebądź, Neil Gaiman

Wydawnictwo Mag

Liczba stron: 368

 

Dwudziestokilkuletni Richard Mayhew to trochę ciamajdowaty doradca ubezpieczeniowy. Ma piękną, lecz wymagającą narzeczoną Jessicę, stałą pracę i przytulne mieszkanie w dość dobrej dzielnicy Londynu. Pewnego dnia, w drodze na kolację z szefem Jessiki Richard znajduje leżącą na ulicy zakrwawioną dziewczynę. Pomimo protestów i ponaglań narzeczonej mężczyzna postanawia udzielić nieznajomej pomocy. Decyzja ta okaże się dla Richarda zgubna w skutkach i zmieni diametralnie jego życie. Drzwi (tak na imię ma ranna dziewczyna) zabiera go do ukrytego dla niewtajemniczonych oczu Londynu Pod.

Londyn Pod to miejsce skupiające zbieraninę wyrzutków "wyplutych" przez Londyn Nad (uniwersum, w którym do tej pory funkcjonował Richard) lub osób już urodzonych jako Podlondyńczycy. Mayhew zdecydowanie tam nie pasuje, jednakże z Londynu Pod nie tak łatwo się wydostać. To nie koniec kłopotów naszego bohatera. Dodatkowo jest on zmuszony uciekać przed okrutnymi zabójcami: panem Crouchem i panem Vandemarem, którzy trudnią się mordem od stuleci i chcą za wszelką cenę dopaść Richarda i Drzwi. Uciekinierzy próbują odszukać anioła Islingtona, który może udzielić im odpowiedzi na dręczące ich pytania. Nieoczekiwanie pomoc przychodzi z najmniej spodziewanej strony: od przebiegłego markiza de Carabas oraz strażniczki Łowczyni. Cała czwórka rozpoczyna trudną wędrówkę przez niebezpieczną podziemną krainę skupioną wokół londyńskiego metra.

Neil Gaiman w "Nigdziebądź" pokazuje swój kunszt pisarski w pełnej krasie. Autor zabiera nas w fantastyczny, nowy świat zawieszony gdzieś pomiędzy współczesnością, a wiekami ubiegłymi i obfitujący w niebanalne osobowości. Gaiman to pisarz, który uwielbia bawić się słowem. Powieść nasycona jest dosłownością (Earl's Court to nie stacja metra, a prawdziwy dwór hrabiego), a jednocześnie nic nie jest takim, jak się wydaje. Pisarz w swych książkach często stosuje animalizacje. Podobnie jest w tym przypadku. Wiele postaci (i to nie tylko tych negatywnych) ma cechy zwierzęce. Gaiman w zasadzie dramatyczną historię ubiera w szaty momentami zabawnej i kpiarskiej, a chwilami pełnej grozy powieści przygodowej. I jak zawsze szokuje, bawi, wzburza.

"Nigdziebądź" to opowieść o tym, jak wiele można stracić w jeden dzień i swe doczesne życie zamienić w perzynę, równocześnie zyskując przy tym to, co najważniejsze. Jest to w szczególności powieść o szukaniu sensu życia, o przewartościowaniu swoich celów i ustalaniu priorytetów. Autor w zawoalowany sposób pokazuje czytelnikowi, jak NIC może znaczyć WSZYSTKO, a WSZYSTKO może być NICZYM.

Neil Gaiman udowodnił, że jest mistrzem metafor. Każda jego powieść niesie ze sobą skrzynię ze skarbami, a kluczem do jej odszukania jest jeden warunek: książki Gaimana trzeba traktować jako przenośnie. Morał, jak w bajce, pojawia się zawsze na końcu.

23:34, marcinkowska.katarzyna , Przeczytane
Link Komentarze (1) »
czwartek, 11 grudnia 2014

Anglicy na pokładzie, Matthew Kneale

Wydawnictwo Wiatr od Morza

Liczba stron: 528

 

Matthew Kneale to angielski pisarz i zapalony podróżnik, który do tej pory odwiedził blisko 80 krajów położonych na wszystkich kontynentach. Jego pierwsza książka - wydana w 1987 roku powieść "Whore Banquets" była pokłosiem podróży do Japonii, jaką autor odbył w młodzieńczych latach. Kneale skupia się w swych książkach przede wszystkim na dysonansie kulturowym i konfliktach z nim związanych, a płynących z niezrozumienia tego, co odmienne oraz z tendencji człowieka do subiektywizacji obserwowanych zjawisk. Inspiracje te wyraźnie widać w opublikowanej w 2000 roku powieści "English Passengers", która doczekała się swojego polskiego wydania w 2014 roku.

Jest rok 1857. Pastor Geofferey Wilson będący jednocześnie zapalonym geologiem, upierając się przy twierdzeniu, że Ziemia nie może liczyć sobie więcej niż 6 tysięcy lat wchodzi w polemikę z gremium uczonych oraz agnostyków. W wyniku tej słownej potyczki postanawia przekonać niedowiarków do swej racji i odszukać biblijny ogród Eden. Po przestudiowaniu szeregu danych oraz przeanalizowaniu opowieści podróżników Wilson dochodzi do wniosku, że Raj znajdować się musi na Tasmanii, zwanej też Ziemią van Diemena. Pastor postanawia zebrać grupę zapaleńców mających wesprzeć go w wyprawie. Ostatecznie do odkrywania opisanej w Starym Testamencie krainy udaje mu się nakłonić tylko dwóch śmiałków: zadufanego w sobie i przekonanego o przewadze Anglików nad resztą narodów doktora Thomasa Pottera oraz młodego biologa, czarną owcę w rodzinie i utracjusza, Timothy'ego Renshawa. Całe to nietuzinkowe towarzystwo trafia przypadkowo na statek Sincerity, którego kapitan Illiam Quillian Kewley wraz z załogą trudnią się potajemnie kontrabandą, a na pokładzie przemycają zakupione nielegalnie w obcym porcie towary. I tak oto ta nietypowa zbieranina nieprzychylnie nastawionych sobie dwóch nacji (mieszkańców wyspy Man, czyli wszystkich załogantów oraz tytułowych Anglików, których przedstawicielami są Wilson, Potter i Renshaw) wyrusza przez wzburzone wody na podbój tasmańskiego buszu.

Matthew Kneale podjął się niezwykłego zadania i w roli narratorów "Anglików na pokładzie" obsadził aż 21 postaci przewijających się na kartach powieści. Wydawnictwo Wiatr od Morza poszło o krok dalej i w porozumieniu z autorem zleciło przełożenie tekstu każdego z opowiadaczy innemu tłumaczowi. Każdy narrator ma odmienną osobowość, inaczej wysławia się i pochodzi z odrębnej grupy społecznej. Autor zaskakuje niezwykłym wyczuciem oraz bogactwem językowym, niejednokrotnie zmieniając styl i dostosowując go do danego charakteru. Różni tłumacze znakomicie wyeksponowali natomiast cechy indywidualnych bohaterów, i co najważniejsze, uczynili to zachowując oraz wiernie oddając wszystkie te detale, które tak wyróżniają kunszt pisarski Kneale'a.

"Anglicy na pokładzie to powieść wielowątkowa, o misternej, wręcz szydełkowej konstrukcji. Ukazuje ona czytelnikowi rodzaje sporów toczących się na rozmaitych płaszczyznach: począwszy od błahych sprzeczek pomiędzy bohaterami, aż po kruche relacje między poszczególnymi narodowościami i kulturami. Książka Kneale'a w niezwykle obrazowy sposób przybliża odbiorcy problem rdzennej ludności aborygeńskiej, zdziesiątkowanej przez angielskich kolonistów i wyplenionych ze swoich ziem. Nieliczni ocaleli Aborygeni poddani zostali procesowi „ucywilizowania” na siłę i zmuszeni tym samym do zmiany obyczajów, wierzeń, a nawet języka. Kneale umiejętnie nakreśla nam, jak wyglądała nierówna walka o przetrwanie toczona pomiędzy Aborygenami, a niejednokrotnie brutalnymi kolonistami.

Książka Kneale'a jest powieścią słodko-gorzką. Z jednej strony jest to rodzaj satyry na stereotypowe cechy Anglików, z drugiej - przejmujące studium ludzkiego okrucieństwa i zachłanności. Znajdziemy tu wątki humorystyczne, szczególnie te związane z osobą pastora Wilsona (który kolokwialnie mówiąc jest bardzo upierdliwą personą) oraz te dotyczące kapitana Kewleya i jego kuriozalnych prób sprzedaży przemyconych dóbr. W książce nie brak jednak elementów wzruszających (jak chociażby historia życia Peevaya), czy wzbudzających nasz gniew. W pewnym momencie nastrój książki się zmienia i to, co było do tej pory komiczną opowieścią staje się dojmującym zapisem ludzkiej tragedii. „Anglicy na pokładzie” są więc powieścią zarówno zabawną, jak i przenikliwą oraz zmuszającą do refleksji. Matthew Kneale w przejmujący sposób pokazuje bowiem, jak wiele złego człowiek potrafi uczynić drugiej osobie w pogoni za bogactwem, sukcesem, czy sławą. Książka ta stanowi także krytykę człowieka „cywilizowanego”, który uważa się za lepszego od innych, ponieważ posiadł on określone umiejętności. Obrazuje też, jak wysoką cenę ponosi ludzkość za nieposkromioną chęć podboju świata.

Pomimo tego, że „Anglicy na pokładzie” dotykają wydarzeń sprzed ponad 150 lat, jest to powieść ponadczasowa, a morał z niej płynący można z powodzeniem odnieść do współczesności. Jeśli zaś chodzi o polski przekład to zaangażowanie w pracę nad tłumaczeniem aż 21 specjalistów było procederem iście nowatorskim i zakończonym całkowitym sukcesem.

 
1 , 2
Tagi

facebook instagram pinterest

E-mail: uzaleznieniodczytania@wp.pl

stat4u

Teraz czytam

Głosy Pamano