poniedziałek, 30 marca 2015

najdroższa

Wydawnictwo Prószyński i S-ka

Liczba stron: 348

 

Zanim sięgniecie po "Najdroższą" zastanówcie się, czy jesteście gotowi na książkę, która wyżyma mentalnie i pozostawia po sobie wewnętrzne pogorzelisko. Jeśli szukacie powieści relaksującej, lekkiej i odpowiedniej na leniwe popołudnie ostrzegam, nie jest to pozycja dla Was. Książka Wandy Żółcińskiej to proza niebanalna, ale też niełatwa w odbiorze. Dostarcza całej gamy emocji, chwyta za gardło i wywołuje mętlik, który po skończonej lekturze sami musimy uporządkować.

Bohaterką książki jest piękna i młoda dziewczyna, przykuwająca męskie spojrzenia. Zdawać by się mogło, że jest ona kobietą zupełnie beztroską i wolną od zobowiązań. To tylko pozory. Jej dni tak naprawdę wypełnia opieka nad nieuleczalnie chorą matką. Zaniedbuje przez to swą pracę w korporacji, której tak na marginesie nienawidzi, lecz której zachowanie jest dla niej koniecznością. Tylko będąc aktywną zawodowo może pozwolić sobie na utrzymywanie mieszkania rodzicielki. Życie uczuciowe dziewczyny także jest w rozsypce. Ukojenia próbuje szukać ona w ramionach obcych mężczyzn. Takie przelotne związki wypełniają jałowe godziny, lecz nie zapełniają pustki w jej sercu.

W "Najdroższej" spodziewać się możemy wielu niewiadomych. Autorka nie mówi wprost, na jaką chorobę zapadła matka bohaterki, jednak z przytoczonego obrazu wnioskować możemy, że jest to ostatnie stadium Alzheimera. Sama bohaterka również jest enigmą. Praktycznie do ostatnich stron powieści nie poznajemy jej imienia. W swych wypowiedziach systematycznie używa określenia "najdroższa", lecz czy ma na myśli siebie, czy kogoś innego, tego także nie wiemy. Można przypuszczać, że boryka się ona z problemami natury psychicznej. Cechuje ją swoista dwubiegunowość charakteru, łatwo przechodzi bowiem od euforii do apatii. Jej wybory także o tym świadczą, ponieważ miota się pomiędzy dwoma mężczyznami będącymi istnymi przeciwieństwami: unikającym zaangażowania, bezdusznym lekarzem Maciejem, w którym, co dziwne, widzi szansę na swoje ocalenie oraz  opiekuńczym i dobrodusznym Augustem, którego traktuje jak chwilową odskocznię i nie darzy go żadnym cieplejszym uczuciem, lecz z którego na dłuższą metę  nie potrafi zrezygnować. Autorka prezentuje czytelnikowi kalejdoskopowe spojrzenie na bohaterkę. Jest ona kobietą pokaleczoną, skrzywdzoną, która ze wszystkich sił stara się zebrać w całość okruchy swojego jestestwa i odnaleźć się w rzeczywistości, która paradoksalnie jednocześnie jest dla niej zarówno obca, jak i swojska.

Wanda Żółcińska w swej książce porusza bardzo trudny i delikatny temat, jakim jest opieka nad osobami przewlekle chorymi, niezdolnymi do samodzielnej egzystencji. Dzięki "Najdroższej" spoglądamy na tę kwestię nie oczami pacjenta, a członka jego rodziny. Częstokroć ludzie, na których barkach spoczywa odpowiedzialność za niepełnosprawnego krewnego zdają się być przytłoczeni ogromną presją jaką wywiera na nich otoczenie. Z jednej strony chcą prowadzić względnie normalne  życie, z drugiej jednak czują się winni tego, że w obliczu czyjegoś cierpienia mają tak przyziemne pragnienia. Ci z nich, którzy decydują się na umieszczenie swych bliskich w domu opieki wielokrotnie narażeni są na ostracyzm społeczny. Natomiast ci, którzy postanawiają samodzielnie zająć się bliską osobą, pozostawiani są często bez żadnej pomocy ze strony tak łatwo wytykającego wszelkie potknięcia środowiska.

Ta książka przypominała mi nurkowanie pod wodą. Zanurzasz się, a toń kusi cię, więc schodzisz coraz głębiej i jesteś tak zafascynowany widokiem, który roztacza się przed twoimi oczami, że żałujesz, iż musisz wypłynąć by zaczerpnąć powietrza. Powieść Wandy Żółcińskiej dostarczyła mi właśnie takich doznań. Nerwowo łapałam oddech i czytałam kolejne rozdziały. "Najdroższa" to debiut mocny i zmuszający do refleksji. Autorka znacznie podniosła sobie poprzeczkę i mam nadzieję, że kolejne jej powieści będą trzymały równie wysoki, o ile nie wyższy poziom. Ja w każdym razie czekam z niecierpliwością na następną odsłonę jej literackich możliwości.

23:03, marcinkowska.katarzyna , Przeczytane
Link Dodaj komentarz »
piątek, 27 marca 2015

Dante na tropie

Wydawnictwo Literackie

Liczba stron: 370

 

Kto powiedział, że połączenie kryminału i romansu jest rzeczą niemożliwą? Agnieszce Olejnik taka kompilacja udała się idealnie. I choć "Dante na tropie" to moje pierwsze spotkanie z tą autorką, już teraz wiem, że chętnie sięgnę po inne tytuły z jej dorobku.

Bohaterką powieści jest trzydziestokilkuletnia Anna Drozd, która postanawia diametralnie zmienić swoje życie. Porzuca wielkie miasto, zostawia za sobą karierę dziennikarki i przyjeżdża do małej miejscowości Solec, gdzie kupuje piękny, przestronny dom i obejmuje posadę bibliotekarki. Jej towarzyszem staje się wyżeł weimarski o wdzięcznym imieniu Dante. Anna jest typem samotniczki, więc życie na uboczu zdaje się jej całkowicie odpowiadać. W ustronnym otoczeniu lasów stara się uleczyć złamane serce i zapomnieć o mężczyźnie, który boleśnie ją zranił.

W trakcie jednego z codziennych spacerów Dante przynosi Annie znaleziony gdzieś w leśnej ściółce ludzki palec. Przerażona kobieta szybko informuje miejscową policję o makabrycznym odkryciu jej pupila. Policjanci podchodzą bardzo sceptycznie do doniesień bibliotekarki, tym bardziej że palec dziwnym trafem "wyparował". Wkrótce w okolicznym lesie stróże prawa odkrywają zwłoki jednego z bliższych znajomych Anny. Wydarzenie to zapoczątkuje serię dziwnych morderstw. Główna bohaterka utyskując na opieszałość policji postanawia wraz ze swym czworonożnym przyjacielem rozpocząć własne śledztwo. A kiedy na drodze Anny staje czarujący komisarz Wiktor Gryka, kobieta coraz bardziej angażuje się w prowadzone dochodzenie. Swe spostrzeżenia skrzętnie przelewa na papier. Właśnie te zapiski będą zaczynem dla powieści „Dante na tropie”. Można więc powiedzieć, że w taki oto sposób Anna staje się postacią pierwszoplanową swej własnej książki.

Agnieszka Olejnik to autorka, która sprawnie włada piórem. Jej styl pisania jest bardzo lekki i niewymuszony, a tworzone przez nią opisy są plastyczne i sugestywne. Autorka potrafi odmalować odpowiednie tło dla konkretnych scen. Kiedy na światło dzienne wychodzą kolejne dowody w śledztwie, wprowadza ona czytelnika w stan napięcia i wyczekiwania. Wszystkie wątki miłosne są natomiast niebywale zmysłowe i zabarwione nutką erotyzmu. Olejnik zręcznie posługuje się ironią, co rusz balansując na granicy dobrego humoru i gorzkiej refleksji. Jest to zabieg świadomy i jak najbardziej wyważony.

Bohaterowie są ogromnym atutem dla powieści. To postaci wielowymiarowe, o skomplikowanej przeszłości, pełne wad, a przy tym tak sympatyczne, że trzeba by ogromnie się postarać, żeby ich nie polubić. Anna ujmuje swą niefrasobliwością i urokiem osobistym, Wiktor zaś pod płaszczykiem surowości skrywa wrażliwszą stronę charakteru. Na koniec warto wspomnieć o tytułowym Dantem. Ta wierny psina niejeden raz wyratuje swą panią z opresji, będzie dla niej pocieszeniem i oddanym kompanem. Intryga kryminalna również zasługuje na chwilę uwagi, zagadka należy bowiem do niebanalnych i złożonych. Autorka częstokroć prowadzi czytelnika wieloma fałszywymi tropami, podsuwając mylne wskazówki i przedstawiając całą plejadę potencjalnych podejrzanych. Dzięki temu praktycznie do samego końca trudno rozwikłać, kto stoi za morderstwami popełnianymi w Solcu.

„Dante na tropie” przeczytałam jednym tchem. Romans jest pikantny, tajemnica, jaką skrywają mieszkańcy małej mieściny frapująca, a bohaterowie charyzmatyczni. Całość jak najbardziej godna polecenia.

środa, 25 marca 2015

Złodziejki czasu

Dom Wydawniczy REBIS

Liczba stron: 366

 

Kim są tytułowe złodziejki czasu? To cztery poczytne pisarki, których powieści są istnymi pochłaniaczami wolnych chwil. Każda z nich realizuje się w innej dziedzinie literatury. Kinga pisze horrory, Elwira kryminały, Teresa lubuje się w romansach, a Anna jest biografem. Wszystkie spotykają się na gali festiwalu literatury kobiecej. Pomimo tego, że mają one odmienne temperamenty, szybko udaje im się znaleźć nić porozumienia i zaprzyjaźniają się. Od tej pory zaczynają współdzielić ze sobą smutki i radości oraz tajemnice drobne i te lekko mroczne. Jak można się domyślać, stworzenie tak egzotycznego kwartetu skutkować będzie szeregiem zabawnych, często groteskowych sytuacji.

Akcję powieści można umieścić w określonych ramach. Książkę otwiera oraz zamyka dzień festiwalu, z tym że imprezy te dzieli okres roku. Fabuła rozłożona jest równomiernie pomiędzy cztery bohaterki, a fragmenty im poświęcone przeplatają się wzajemnie. Autorce świetnie udało się połączyć różne charaktery, które wbrew wszelkim kontrastom w wyraźny sposób się uzupełniają. Elwira jest przebojowa, lecz pod maską zadufanej femme fatale skrywa poranioną duszę. Kindze brak pewności siebie, lecz na tle pozostałych przyjaciółek wyróżnia ją niezwykle barwna osobowość i bardzo bogate życie uczuciowe. Teresa nie grzeszy odwagą, ciągle obawia się bowiem zdradzić przed rodziną i współpracownikami, że to właśnie ona jest autorką powieści miłosnych tworzonych pod pseudonimem Maria Teresa Flores. Anna natomiast jest najbardziej skryta z całej tej niezwykłej grupy i najboleśniej doświadczona przez los. Niezaprzeczalnie wszystkie cztery kobiety łączy jedno: wzbudzają one sympatię czytelnika, a ich poczynania wywołują uśmiech na twarzy. Czasem nawet odrobinę wzruszają.

Hanna Cygler napisała powieść pełną zwrotów akcji. Autorka serwuje odbiorcy efektowną kombinację wątków miłosnych przyprawionych zdradą i gorącymi romansami, wymieszaną z elementem kryminalnym i udekorowaną historią intrygującej przyjaźni. Zdawać by się mogło, że taki zestaw „super size” powodować może czytelniczą niestrawność, lecz nic bardziej mylnego! Całość jest lekkostrawna, smakowita i daje uczucie przyjemnej sytości. Hanna Cygler pokazuje również nam, zwykłym molom książkowym, co znajduje się „po drugiej stronie lustra”. Autorka prezentuje środowisko pisarzy od tej ukrytej przed oczami czytelnika i mniej zachwycającej strony strony. Jest to świat wypełniony utarczkami z wydawcami, żmudnym procesem tworzenia powieści, walką z artystyczną niemocą oraz problemami z fanami, którzy nie zawsze są tak wierni i oddani jak byśmy chcieli.

Jeśli macie ochotę na książkę przepełnioną dobrym humorem, nieprawdopodobnymi zbiegami okoliczności oraz od pierwszych stron wciągającą, jest to lektura idealna dla Was. Ostrzegam jednak! Powieść Cygler to prawdziwa złodziejka czasu. Choć muszę zaznaczyć, że to taki rabuś, który ani odrobinę nie jest mi straszny, wręcz z ochotą dałam mu się okraść z kilku godzin.

22:57, marcinkowska.katarzyna , Przeczytane
Link Komentarze (2) »
piątek, 20 marca 2015

Obietnica Łucji

Wydawnictwo Znak

Liczba stron: 430

 

Po debiutancką powieść Doroty Gąsiorowskiej sięgnęłam, gdyż skusiło mnie szumne zapewnienie wydawnictwa, iż z pewnością mnie ona zachwyci, a autorka pretenduje do miana nowej mistrzyni powieści obyczajowej. Krótko mówiąc "Obietnica Łucji" to pozycja z gwarancją na zadowolenie czytelnika. W trakcie lektury nasunęło mi się skojarzenie, że z książkami takimi jest jak z Titanikiem - nikt nie wierzył w to, że zatonie, a jednak coś poszło nie tak.

Mówi się, że życie jest sumą przypadków. Fabuła książki "Obietnica Łucji" jest żywym dowodem na potwierdzenie tej maksymy, gdyż zbiegów okoliczności mamy tu co niemiara. Powieść rozpoczyna się w momencie, gdy główna bohaterka postanawia odmienić swoje dotychczasowe życie. Odchodzi od męża, porzuca dobrze płatną pracę, wyprowadza się z Wrocławia i przenosi do małej miejscowości zwanej  Różanym Gajem. Obejmuje tam posadę nauczycielki historii. Szybko zaprzyjaźnia się z uczniami, szczególnie zaś z jedenastoletnią, cichą i zamkniętą w sobie Anią. To właśnie jej matce Łucja składa tytułową obietnicę.

Dorota Gąsiorowska używa bardzo subtelnego języka. "Obietnica Łucji" tchnie ciepłem i pozwala śledzić losy bohaterki przez przysłowiowe "różowe okulary". Powieść ta traktuje przede wszystkim o różnych wymiarach miłości. Mamy tu płomienne uczucie rodzące się pomiędzy dwojgiem kochanków, skomplikowane więzi łączące rodziców i potomstwo oraz burzliwe relacje siostrzane. Jednym z najważniejszych aspektów książki jest jednak przedstawienie złożonych kontaktów na linii przybrana matka-dziecko. Gąsiorowska pokazuje, jak delikatna jest to zażyłość. Dla Łucji nawiązanie z Anią porozumienia na poziomie matczynym jest tym trudniejsze, ponieważ kobieta nie posiada własnych dzieci. Musi uczyć się wszystkiego od podstaw, budząc tym samym dotąd uśpiony instynkt macierzyński. Przed Anią również stoi niełatwe zadanie. Dziewczynka stara się pokochać kogoś na nowo i przyzwyczaić do myśli, że to inna kobieta będzie się o nią troszczyć, dbać o jej wychowanie i edukację, dzielić z nią smutki i radości. Autorka ukazuje jak stopniowo tworzy się nikła nić sympatii pomiędzy dwojgiem w zasadzie obcych sobie osób, by następnie przekształcić się we wzajemne zrozumienie, a ostatecznie w bezwarunkową miłość.

Na przekór tym zaletom sądzę, że miano "nowej mistrzyni polskiej powieści obyczajowej" autorce nadano z ogromnym wyprzedzeniem. Gąsiorowska stworzyła postaci bardzo jednoznaczne w ocenie, które łatwo jest przypisać do danej kategorii. Poboczni bohaterowie, tacy jak Adela i Filip nie mają szansy na wzbudzenie naszej sympatii, gdyż autorka z góry przypięła im łatkę złych, natomiast pani Matylda i Tomasz uzyskali miano bezgranicznie dobrych, wręcz nieskalanych. Główna bohaterka również jest pozbawiona wad i niemal krystaliczna. Jej kreacja staje się tym samym sztuczna, jakby odlana z trwałej, niepodlegającej deformacjom formy. Największy dysonans wywołuje u mnie jednakże postać Ani. Niektóre epizody z nią związane wydają się być odrobinę naciągane. Chociażby fakt, że od pierwszego dotyku klawiszy staje się ona z miejsca niemalże wirtuozem pianina. Poza tym czytelnika zadziwiać może to, że dziewczynka wcale nie tęskni za zmarłą matką, przechodzi nad jej śmiercią jakoby do porządku dziennego. Sposób prowadzenia dialogów przez Anię także pozostawia wiele do życzenia. Zdają się one zupełnie nie pasować do dziecka dopiero wkraczającego w wiek nastoletni i określiłabym je jako zbyt dorosłe.

Momentami autorka sprowadza powieść na bardzo cukierkowe tory, aż ma się wrażenie, że znajduje się we wnętrzu bezowego tortu. Oto przykład:

"- Całe życie miałam długie włosy. Dopiero niedawno pierwszy raz je obcięłam - odważyła się wyznać i spojrzała na niego, jakby jako jedyny zasługiwał na to, aby poznać wiele dla niej znaczący fakt z życia.

-Wiedziałem - odpowiedział. - Mimo, że je obcięłaś, ich cień jest przy tobie."* 

Takie wtrącenia są swoistymi spowalniaczami akcji i wypełniaczami fabuły, lecz na szczęście jest ich niewiele, więc nie zakłócają one swobodnego odbioru książki.

Sporo wątków Gąsiorowska pozostawiła niedomkniętych. Z powieści nie dowiemy się na przykład, co było powodem nagłej wewnętrznej przemiany Adeli, ani tego, jakimi pobudkami kierowała się Łucja opuszczając swojego męża. Irracjonalna wydaje się także niechęć bohaterki do nauczyciela w-fu Filipa, która narasta już od pierwszej rozmowy z mężczyzną.

Trudno było mi się początkowo wciągnąć w całą historię, gdyż rozwijała się niesamowicie wolno, aczkolwiek od momentu pojawienia się Tomasza uległo to zmianie, gdyż opowieść nabrała odrobiny rozpędu. Zakończenie książki jest bardzo sielankowe i przewidywalne, jednak akurat w tego typu powieściach nie razi to w żaden sposób. Po przeczytaniu "Obietnicy Łucji" mam mieszane uczucia odnośnie oceny, gdyż książka ta ani mnie nie zachwyciła ani nie odrzuciła zupełnie. Dochodzę do wniosku, że czasem potrzebna jest nam lektura od pierwszych stron napawająca optymizmem i zawierająca w sobie odrobinę magii. I choć niektóre zbiegi okoliczności wydają się tutaj wręcz nieprawdopodobne, opowiadana przez Dorotę Gąsiorowską historia pozwoli nam na chwilę relaksu i z pewnością podniesie nasz poziom "pozytywnego myślenia". Jeśli ktoś sięgając po powieść obyczajową lubi znaleźć się w bajce, jest to książka dla niego. Mnie bowiem wydawało się, że wpadłam do króliczej nory i niespodziewanie znalazłam się w lekko oderwanym od rzeczywistości Różanym Gaju. Pomimo widocznych wad uważam, że jest to lektura lekka i przyjemna, w sam raz na zbliżające się wiosenne popołudnia. Wszelkie zaistniałe niedociągnięcia składam na karb literackiego debiutu i z pewnością będę baczniej przyglądać się kierunkowi rozwoju tejże autorki.



*Dorota Gąsiorowska, Obietnica Łucji, Wydawnictwo Znak, Kraków 2015, s.238.

czwartek, 12 marca 2015

dobra dziewczyna

Wydawnictwo Filia

Liczba stron: 464

 

Lars Bill Lundholm to szwedzki pisarz i scenarzysta znany m. in. z kultowego serialu o Kurcie Wallanderze.  Jeśli chodzi o dorobek literacki, największą popularność zyskał on jako twórca kryminałów poświęconych „dzielnicowym morderstwom”, czyli zbrodniom popełnianym w różnych  strefach Sztokholmu. "Dobra dziewczyna" to właśnie pierwszy tom rozpoczynający tenże cykl, którego bohaterem jest Alex Hake.

W jednym z bogatszych rejonów Sztokholmu, w mieszkaniu na Östermalmie Lisbeth Haldeman-Spegel znajduje ciało swojej córki. Dziewczyna została brutalnie zamordowana. Sprawca najpierw zadał jej siedem ciosów nożem,  a następnie napisał na lustrze w łazience słowo „ZDZIRA”. Do rozwiązania sprawy przydzielony zostaje czterdziestokilkuletni komisarz policji Alex Hake. Postawiono przed nim  trudne zadanie - musi on odkryć, dlaczego Catherine została pozbawiona życia w tak młodym wieku i w tak okrutny sposób. Przecież wszyscy twierdzą, że to była taka „dobra dziewczyna”...

Powieść rozpoczyna się bardzo mocnym akcentem i napięcie nie opada aż do samego końca. Lundholm świetnie podtrzymuje czytelnika w stanie ciągłego oczekiwania, gdyż zwrotów akcji, mylnych tropów i fałszywych podejrzanych odnajdziemy w powieści co niemiara. Intryga zbudowana jest w niesamowicie subtelny sposób, a autor stopniowo ujawnia poszczególne kawałki układanki. Niejeden raz mamy wrażenie, iż już rozwiązaliśmy całą zagadkę, po czym szybko okazuje się, że myliliśmy się ogromnie. Autor odmalowuje poszczególne sceny w książce na kształt kadru filmowego. Bardzo sprawnie posługuje się piórem, gdyż są one dopracowane w każdym szczególe, barwne i nadzwyczaj wyraziste. Lundholm „przenosi” odbiorcę na karty swej powieści sprawiając, że ma on wrażenie, jakby sam brał czynny udział w rozwiązywaniu sprawy. Razem z Alexem znajdujemy się w mieszkaniu na Östermalmie i oglądamy miejsce zbrodni, błądzimy wraz z nim po sztokholmskich ulicach i przypatrujemy się z boku jego kłótniom z Hanną.

Autor w „Dobrej dziewczynie” ujawnia kulisy pracy szwedzkiej policji. Pokazuje, że śledztwo składa się nie tylko z brawurowych i widowiskowych akcji. Jest to zazwyczaj papierkowa robota, czyli tony raportów do sporządzenia  oraz walka z patrzącymi na ręce przełożonymi i naciskami ze strony prasy.  Lundholm ukazuje czytelnikowi również, jak „od podszewki” wygląda arystokratyczna socjeta. Przedstawia ją jako zamknięty krąg objęty zmową milczenia, niezamierzający współpracować z władzami i mający na wszystko jedną odpowiedź: „tego musicie dowiedzieć się sami”.  Autor wplata w fabułę powieści elementy zaczerpnięte ze świata sztuki. Tworzy niezwykły kontrast pomiędzy utalentowaną, lecz niedocenianą Ditte oraz niezbyt uzdolnioną Catherine. Lundholm uszczknął nieco świata artystycznej bohemy,  pokazując jak w wyrachowany sposób można budować swą karierę, do której droga częstokroć prowadzi przez łóżko.

Sam Alex także nie jest obojętny na artystyczne piękno, uwielbia on bowiem odwiedzać różnego rodzaju wernisaże, wystawy muzealne, zna się na literaturze i muzyce. Jest bardzo elokwentny, dość przystojny i zabawny. I to właśnie główny bohater jest największym plusem tej powieści. Lundholm wykreował bardzo ciekawą, nietuzinkową postać, do której chętnie będzie się powracać w kolejnych odsłonach zaplanowanego na kilka tomów cyklu. Alex jest sympatycznym mężczyzną, którego dysfunkcja fizyczna nie ogranicza w żaden sposób jego kompetencji jako policjanta. Dodatkowo życie uczuciowe Alexa nie należy do zbyt poukładanych,  co sprawia, że staje się on bardziej intrygujący i zwyczajnie bliższy czytelnikowi.

Lars Bill Lundholm napisał wciągającą powieść, która daje nam przedsmak tego, co znajdziemy w dalszych częściach serii. Jeśli autor utrzyma dalej ten sam wysoki poziom, zapowiada się, że będzie to wspaniała uczta dla wszystkich wielbicieli dobrego kryminału.



20:29, marcinkowska.katarzyna , Przeczytane
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2
Tagi

facebook instagram pinterest

E-mail: uzaleznieniodczytania@wp.pl

stat4u

Teraz czytam

Głosy Pamano