środa, 29 kwietnia 2015

Maszyna do pisania

Wydawnictwo Muza

Liczba stron: 320

 

Chyba każdy mól książkowy choć raz zamarzył o napisaniu własnego dzieła. W Polsce rokrocznie wydawanych jest około siedmiuset nowych powieści, dlaczegóż by nasza publikacja nie mogła znaleźć się w tym pachnącym świeżą farbą drukarską gronie? Siadamy więc do stołu, bierzemy do ręki pióro i czystą kartkę lub otwieramy pusty plik Worda na komputerze... Lecz co dalej? Podobno nic nowego wymyślić już nie można, ponieważ opowiadamy wciąż te same, zamknięte w kilkudziesięciu schematach historie. Pisanie powinno być zatem niczym bułka z masłem: wybieramy sprawdzony wzorzec i po prostu kreślimy, tudzież wystukujemy kolejne litery. Nic bardziej mylnego! Choć podział na literaturę wysoką i popularną odłożyć można już do lamusa, potrzeba nam tych kilku cennych elementów, które świadczyć będą o jakości książki. I tu z odsieczą przychodzi Katarzyna Bonda, nazywana przez niektórych królową polskiego kryminału. Postanowiła ona podzielić się z czytelnikiem swym doświadczeniem związanym z trudną pracą pisarza. Tym oto sposobem powstał poradnik zatytułowany "Maszyna do pisania. Kurs kreatywnego pisania" przeznaczony dla osób poważnie myślących o rozpoczęciu kariery pisarskiej i będący krótkim przewodnikiem po wszelkich zawiłościach związanych z procesem twórczym.

Katarzyna Bonda wyznaje tę samą zasadę, co Stephen King. Według niej pisarz to przede wszystkim wytrwały rzemieślnik, "składający się" tylko w trzydziestu procentach z talentu, siedemdziesiąt procent stanowi bowiem ciężka praca. Jak widać, bycie artystą w przypadku literata schodzi na dalszy plan. Bonda obala tym samym mit natchnionego pisarza obdarzonego niewyczerpaną weną, ujawniając ten mniej bajeczny obraz pracującego mozolnie i w pocie czoła chałupnika. Autorka nie podaje czytelnikowi na tacy prostego przepisu na sukces, gdyż zwyczajnie takowa receptura nie istnieje. Pokazuje natomiast krok po kroku, jak uporządkowywać chaotyczne nieraz pomysły i jak odsiewać ziarno od plew, czyli to, co powinno pozostawać na zawsze zamknięte w szufladzie, od tego, co mogłoby ujrzeć światło dzienne. Prowadzi czytelnika za rękę poprzez kolejne etapy dojrzewania powieści, począwszy od zbierania materiału źródłowego, poprzez wybór odpowiedniego gatunku literackiego i wykreowanie wyrazistych bohaterów, aż po budowanie właściwego uniwersum, ciekawej fabuły i chwytliwych dialogów, na ostatecznej korekcie tekstu i przygotowaniu profesjonalnego pakietu dla wydawcy zakończywszy.

Czasem Bonda przytacza ogólniki nieobce już osobom, które choć trochę interesowały się prezentowaną tematyką, jak chociażby te o czerpaniu inspiracji do pisania z życia i otoczenia, czy o konieczności bycia sumiennym. Nie przybliża też jakiś nowatorskich metod, nieznanych do tej pory z innych publikacji dostępnych na rynku. Zebrane w "Maszynie do pisania" informacje są jednak zaprezentowane w sposób rzeczowy i wyważony, są więc dobrą podstawą dla osób marzących o rozpoczęciu kariery pisarskiej. Dla tych, którzy udany debiut literacki mają już za sobą nie będą one  raczej potrzebne.

"Maszyna do pisania. Kurs kreatywnego pisania" skierowana jest do aspirujących pisarzy, którzy dopiero stawiają pierwsze kroki na wyboistej ścieżce kariery. Poradnik Katarzyny Bondy przyda się szczególnie tym, którzy chcieliby pisać, jednakże wciąż błądzą po omacku i mają problem z ogarnięciem całego morza pomysłów. Bonda przekazuje odbiorcy swą wiedzę i utrwala w przekonaniu, że pisania można się nauczyć. Pamiętać natomiast należy, że nie każdy, kto zna odpowiednią technikę zostanie pisarzem. A przynajmniej takim poczytnym i lubianym. Choć zapewne to i dobrze. Niewykluczone, że w pisaniu podszkolić może się każdy, nie każdy jednak pisać powinien.

Tagi: poradnik
21:57, marcinkowska.katarzyna , Przeczytane
Link Komentarze (1) »
niedziela, 26 kwietnia 2015

Szwejk

Wydawnictwo Znak

Liczba stron: 768

 

Niedawno trafiło mi w ręce nowe, odświeżone wydanie przygód wojaka Szwejka w genialnym, okraszonym mnogością przypisów przekładzie Antoniego Kroha . Już od chwili, gdy po raz pierwszy kartkowałam książkę nie mogłam doczekać się lektury. Do tej pory nie miałam okazji zapoznać się z powieścią Haška i  przyznam, że ciekawiło mnie ogromnie, czym też zacny Szwejk zasłynął.

Zacznijmy od początku. Przenieśmy się do roku 1914. W Sarajewie właśnie doszło do udanego zamachu na arcyksięcia austriackiego Franciszka Ferdynanda. Skutkiem tego Austrio-Węgry wypowiadają wojnę Serbii, a największe europejskie państwa powiązane siecią skomplikowanych sojuszy również angażują się w konflikt. Niebywałym zbiegiem okoliczności, w sam środek tego zamieszania trafia Józef Szwejk, zwany przez otoczenie "notorycznym idiotą". Pomimo dręczącego go reumatyzmu (sfingowanego, czy też nie) Szwejk zostaje powołany do wojska i uznany za zdolnego do służby. Była to iście katastrofalna decyzja dla armii, gdyż Szwejk to prawdziwy dopust boży. Nieustannie doprowadza swych przełożonych do czarnej rozpaczy, przysparzając im niemałych problemów. Ma cięty język, niejednokrotnie kpi sobie z wyższych rangą i sypie jak z rękawa opowieściami o nieprawdopodobnych przypadkach zaobserwowanych lub zasłyszanych wśród swoich sąsiadów, wszelkich ciotek, pociotek i rozmaitych przygodnie spotkanych osób. Co najlepsze, potrafi je tak dopasować do danej sytuacji, że nie wiadomo, czy należałoby dać mu po gębie, czy śmiać się w kułak. Oczywiście kłopoty to druga skóra dla Szwejka. Co rusz pakuje się w jakąś niesamowitą kabałę, a jest przy tym tak poczciwy i dobroduszny, że aż dziw bierze nad jego niefrasobliwością. I po raz kolejny czytelnik  zastanawia się, czy nasz wojak jest tak głupi, czy tylko takiego udaje. Ja skłaniałabym się ku drugiej opcji, sprytu mu bowiem nie brakuje.

"- Nie każdy może być mądry, panie oberlejtnant - powiedział Szwejk z głębokim przekonaniem - ci głupi muszą stanowić wyjątek, bo jakby każdy był mądry, to na świecie byłoby tyle rozumu, że od tego co drugi człowiek całkiem by pogłupiał."*

"Losy dobrego żołnierza Szwejka czasu wojny światowej" to niezaprzeczalnie literacki majstersztyk. Hašek w cyniczny sposób obnaża absurdy monarchii austro-węgierskiej i wojskowych realiów. Jest to bowiem rzeczywistość, gdzie rządzi butelka i układy, najważniejsza jest papierkowa robota i to, żeby wszystko zgadzało się w raporcie, a na każdego znajdzie się odpowiedni paragraf (wystarczy przyjrzeć się postępowaniu, jakiemu poddany został Szwejk, gdy trafił do niewoli oskarżony o zdradę stanu). Autor wprawnie posługuje się też groteską i słownymi zagadkami, a jego dygresje są nadzwyczaj celne i kąśliwe. Dobry humor aż kipi z całej powieści. Zdawać by się mogło, że czasem Hašek puszcza do czytelnika oko, a czasem subtelnie wskazuje palcem na wynaturzenia systemu, zachowując jednocześnie powagę pomimo tej całej ironicznej otoczki.

Niestety Jaroslavowi Haškowi nie udało się dokończyć czwartego tomu przygód Szwejka. Podejrzewam, że w zamyśle autora miało być tych części  jeszcze więcej. Józef Szwejk prawdopodobnie trafiłby w końcu na fronty wojny światowej, a co mógłby tam wyczyniać - aż strach się bać! Nie dziwię się, że powieść ta zachwyca niezmiennie od prawie stu lat. Melduję posłusznie, że mnie przypadła do gustu ogromnie i już wiem, co będę podczytywać do poduszki na poprawę nastroju.

 

*Jaroslav Hašek, Losy dobrego żołnierza Szwejka czasu wojny światowej, Wydawnictwo Znak, Kraków 2015, s.661.



sobota, 25 kwietnia 2015

Zawirowanie

Wydawnictwo Prószyński i S-ka

Liczba stron: 296

 

Bohaterkami książki są dwie kobiety, Mila i Augusta. Pierwsza z tego duetu, czyli Mila, jest towarzyska, szczera i czerpie z życia całymi garściami. Z otwartymi ramionami przyjmuje to, co daje los i zdaje się być ucieleśnieniem powiedzenia "co nas nie zabije to nas wzmocni". Płynie z prądem, nie ogląda się za siebie, nie rozpamiętuje. Jest chaotyczna, a jej uczucia odbijają się w niej jak w tafli wody. Augustę cechuje zaś introwertyzm. Jest wycofana, zamknięta w sobie, a przy tym chłodna i niedostępna. Pielęgnuje swoje liczne fobie, często ujawnia swą mroczną stronę osobowości i neurotyczny charakter. Te dwie kobiety są jak dwa bieguny jednego magnesu: pomimo zupełnie odmiennych temperamentów coś je przyciąga do siebie i w efekcie nawiązują przyjaźń. Lecz będzie to relacja trudna i często męcząca dla obydwu stron.

Mila wzbudzać może w czytelniku większą sympatię, Augusta natomiast budzić w nim zdecydowaną niechęć. Wydaje mi się jednak, że postaci tych nie da się łatwo "upchnąć" w określonych kategoriach. W życiu Augusty wydarzyło się tak wiele złego, że właśnie w tym można doszukiwać się przyczyn jej wyrachowania. Tymczasem Mila, z pozoru czuła i serdeczna, też nie jest kryształowa. Widać to chociażby po jej związkach z mężczyznami i jej braku skrupułów, by złamać męskie serce dla chwili własnej przyjemności. Wynika z tego, że bohaterki "Zawirowania" trudno poddać jednoznacznej ocenie. Uważam, że chcąc dokonać takiej próby należy brać pod uwagę przede wszystkim podłoże ich zachowań.

Ile razy obserwujemy, jak osoba wychowana w rodzinie alkoholików wstępuje w związek małżeński z osobą uzależnioną? A ktoś maltretowany znęca się później nad swoimi dziećmi? Dzieje się tak pomimo zapewnień, że nigdy nie postąpi, jak własny ojciec, czy matka. Wielokrotnie człowiek powiela wzorce znane z dzieciństwa. Naszą osobowość i to kim się stajemy definiują w niebagatelny sposób doświadczenia z przeszłości oraz doznane traumy, które odciskają piętno na naszej psychice. Dowodem na to jest postać Augusty. Wychowana w domu, w którym mąż terroryzował psychicznie żonę, sama w dorosłym życiu poszukuje mężczyzny wobec którego mogłaby być uległa i którego mogłaby na każdym kroku uszczęśliwiać.

"Zawirowanie" porusza także wiele współczesnych problemów. Zaliczyć do nich możemy chociażby nieustanną pogoń za karierą, chęć dorównania wyśrubowanym kanonom piękna oraz przekonanie, że musimy być NAJ we wszystkim, czego się podejmujemy. Coraz silniejsza presja ze strony otoczenia  powoduje, że prościej wpadać nam w szpony uzależnień. Kreujemy w sobie złudne poczucie, iż od kłopotów dnia codziennego uchronić nas mogą rozmaite nałogi i uciekanie ze skrajności w skrajność. Powieść Czupryńskiej przestrzega nas również przed byciem łatwowiernym. Warto pamiętać bowiem, że czasem pod maską iluzorycznej przyjaźni kryć się może emocjonalna pijawka, czekająca tylko na okazję, by wykarmić się na naszym boku.

Styl pisania Sabiny Czupryńskiej jest wyjątkowy. Autorka bawi się słowem, wplatając w swą powieść liczne neologizmy i wyrazy dźwiękonaśladowcze, raz pisząc poetycko, a za chwilę znów powracając do prozy. Dzięki takim zabiegom Czupryńska nadaje językowi dynamizmu oraz sprawia, że odmalowywane sceny są plastyczne i kipią emocjami. "Zawirowanie" to bardzo trafny tytuł dla tej książki. Nie dość, że jej lektura pozostawia w głowie mętlik, to jeszcze sama forma zaprezentowania fabuły stanowi niemały galimatias. Przypisuję to jednak na plus dla tej pozycji, gdyż jak dla mnie właśnie takie elementy wyróżniają ją na tle innych dostępnych na rynku publikacji.

Nie powiem, by powieść tę czytało się łatwo. To książka z gatunku tych, z których każdy odbiorca wyniesie coś innego. Mnie porwała w sam środek tego zawirowania, urzekła bogactwem językowym i świetnie wykreowanymi postaciami, dlatego też gorąco ją polecam.

15:24, marcinkowska.katarzyna , Przeczytane
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 19 kwietnia 2015

Wyścig z czasem

Wydawnictwo Muza

Liczba stron: 512

 

"Wyścig z czasem" to debiutancka powieść Justina Go. Spotkała się ona z pozytywnym odbiorem ze strony czytelników i jak do tej pory przetłumaczono ją na dwanaście języków.  Bohaterem tej książki jest Tristan Campbell, dwudziestotrzyletni Amerykanin, który właśnie ukończył studia i stoi przed wyborem swojej drogi życiowej. Niespodziewanie chłopak otrzymuje list od firmy adwokackiej zajmującej się wypełnieniem postanowień sporządzonego przed osiemdziesięciu laty testamentu. Okazuje się, że Tristan może być jedynym spadkobiercą pokaźnego majątku należącego niegdyś do Ashleya Walshinghama, brytyjskiego weterana pierwszej wojny światowej i alpinisty. Jedyne, co musi zrobić chłopak to dowieść, że jego prababką była ukochana Walshinghama, Imogen Soames-Andersson, na którą żołnierz scedował znaczną część swojej fortuny. Chcąc odnaleźć choć ślad po Imogen, Tristan wyrusza do Europy. Przekopuje się przez archiwalia, odwiedza miejsca w których przebywała kobieta, zaczytuje się w starych listach, poszukuje nawet pewnego zaginionego obrazu. Niestety ciągle prowadzi wyścig z czasem, gdyż testament straci swą moc sprawczą za dwa miesiące. Tristan ma więc tylko kilkadziesiąt dni, by przedstawić niepodważalne dowody potwierdzające, że przysługuje mu prawo do spadku.

W trakcie lektury zapoznajemy się z dwoma odrębnymi przekazami. Pierwszym jest pierwszoosobowa relacja prowadzona na bieżąco przez Tristana. Stopniowo odtwarza on losy Ashleya i Imogen, lecz jego historia nie skupia się tylko na poczynionych w sprawie postępach. Poprzetykana jest ona również osobistymi doświadczeniami chłopaka, do których zaliczyć można chociażby zawiązanie znajomości z Mireille. Druga przytoczona w książce opowieść dotyczy zaś wątku miłosnego rozgrywającego się pomiędzy Ashleyem i Imogen. Zaznajamiając się z ich dziejami cofamy się o prawie sto lat, do początku XX wieku. Wydarzenia śledzimy okiem wszystkowiedzącego narratora, który ujawnia nam wiele szczegółów, do których Tristan nie był w stanie dotrzeć. Detale te uzupełniają tym samym luki w całej historii, pozwalając w sposób obiektywny ocenić czytelnikowi pobudki, jakimi kierowali się bohaterowie.

Pomiędzy Ashleyem i Tristanem zauważyć można szereg analogii. Oboje są w zbliżonym wieku, mają też podobne charaktery, cechuje ich bowiem skromność i introwertyzm. Są żądni wiedzy i ciekawi otaczającego ich świata. Pragną go odkrywać i czerpać z jego piękna całymi garściami. Obydwaj zakochują się także w dopiero poznanych kobietach. Zgodność taka nie jest przypadkowa. Występowanie takiego paralelizmu kompozycyjnego ma zasugerować odbiorcy istnienie potencjalnego pokrewieństwa pomiędzy bohaterami. Autor w sposób zamierzony chce podkreślić również pewną prawidłowość. Wskazuje, że ludzie, których dzielą przecież całe dziesięciolecia, zdolni są podejmować podobne decyzje.

Justin Go kładzie silny nacisk na tło historyczne i dość wiernie odmalowuje realia, w jakich funkcjonują bohaterowie. Daje czytelnikowi możliwość odbycia podróży w czasie wprost w wir pierwszej wojny światowej, zdobywania wraz z Walshinghamem szczytu Mount Everestu oraz przebycia pełnej emocji wędrówki poprzez Anglię, Francję, Niemcy, Szwecję i Islandię. "Wyścig z czasem" to jednakże przede wszystkim powieść o odkrywaniu własnej tożsamości. Płaszczyzna dziejowa stanowi tylko kanwę dla wymiaru egzystencjalnego. Autor pokazuje nam, jak wielki wpływ na to, kim naprawdę jesteśmy mają wydarzenia z przeszłości. Przykład Ashleya i Imogen natomiast w subtelny sposób obrazuje, iż człowiek to istota, której zachowanie trudno zamknąć w jednej definicji.  Jak wiemy żywot ludzki wypełniony jest niełatwymi wyborami i niekiedy zmuszeni jesteśmy poświęcić własne szczęście dla wyższych celów. Czasem oddziałuje na to rzeczywistość, w jakiej przychodzi nam żyć, czasem jednak hamują nas nasze własne przekonania. "Wyścig z czasem" z pewnością nie jest też ckliwą opowieścią o nieszczęśliwej miłości. To świetna książka o pokonywaniu własnych słabości, spełnianiu marzeń i stawianiu sobie wyzwań. Rozdziały poświęcone wspinaczce na najwyższy szczyt Ziemi uważam za najciekawszą część powieści, albowiem zapierają dech w piersiach i pozwalają na chwilę przenieść się na zbocze złowrogiej, wtedy jeszcze niemal niezbadanej góry.

Finał książki jednych rozczaruje, innych zachwyci. Mnie ujął, ponieważ pozostawia otwartą furtkę dla wyobraźni czytelnika. Autor w ostatnim rozdziale delikatnie sugeruje, jak naprawdę powinno brzmieć zakończenie, więcej miejsca przeznacza jednak dla  domysłów niż faktycznych rozstrzygnięć. Polecam tę pozycję wielbicielom wielowymiarowych, niebanalnych powieści obyczajowych. Ja kończąc lekturę czułam się, jakbym rozstawała się z bliskim przyjacielem.

wtorek, 14 kwietnia 2015

Starter

Wydawnictwo Albatros

Liczba stron: 400

 

"Starter" to powieść autorstwa Lissy Price rozpoczynająca cykl poświęcony antyutopijnemu społeczeństwu zamieszkanemu przez koegzystujących ze sobą Starterów i Enderów. Jak do tej pory książka została bardzo entuzjastycznie przyjęta na Zachodzie, obecnie zaś trwają negocjacje w sprawie jej ekranizacji.

Wskutek wybuchu wojny cybernetyczno-biologicznej pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Azją na terytorium amerykańskim doszło do rozprzestrzenienia się groźnego wirusa. W wyniku infekcji zginęły wszystkie osoby niezaszczepione, czyli ludzie pomiędzy dwudziestym a sześćdziesiątym rokiem życia. W obawie przed dalszą eskalacją epidemii Stany utrzymywane są w stanie permanentnej izolacji. Nawet Meksyk ogrodził się murem, by nie wpuścić na swe terytorium ani jednego potencjalnego uchodźcy. W takim oto postapokaliptycznym uniwersum przyszło egzystować bohaterce książki, szesnastoletniej Callie Woodland. Jej rodzice zmarli rok wcześniej, zarażeni zabójczym drobnoustrojem. Pozostał jej tylko siedmioletni brat, którym dziewczyna troskliwie się zajmuje. Tyler cierpi na rzadką i przewlekłą chorobę płuc, dlatego też wymaga szczególnej opieki, której Callie niestety nie potrafi mu zapewnić. Potrzebując funduszy na leczenie braciszka nastolatka zgłasza się jako ochotniczka do firmy Prime Destinations zajmującej się specyficznym sektorem usług. Przedsiębiorstwo to przy wykorzystaniu specjalnego neurochipu podejmuje się pośredniczenia w wynajmowaniu ciał Starterów (osób poniżej dwudziestego roku życia) tak zwanym Enderom, czyli staruszkom, którzy pragną przeżywać po raz drugi swą młodość. Ponieważ medycyna rozwinęła się w zastraszającym tempie, ludzie zdolni są bytować w sposób godny przez ponad sto pięćdziesiąt lat. Majętni Enderzy, którzy znów chcą poczuć się jak nastolatki, płacą bardzo chętnie za taką nietypową możliwość bajońskie wręcz sumy. A pozbawieni środków na utrzymanie Starterzy gotowi są udostępnić nawet własne ciało, aby tylko móc zarobić kilka groszy. Postawieni są oni niemal w sytuacji bez wyjścia, bowiem ci z nich, którzy się na to nie zdecydują trafiają do zamkniętych zakładów dla nieletnich.

Podczas jednego z "wynajmów" system zaczyna szwankować. Callie budzi się w swojej własnej physis, jednakże w otoczeniu zajmowanym przez renterkę, która ją wynajęła. W głowie zaś słyszy dziwny głos, przestrzegający ją, by pod żadnym pozorem nie wracała do Prime Destinations.

"Starter" w sposób nowatorski przedstawia funkcjonowanie niedoskonałej społeczności, w której rola bezwolnych i kontrolowanych przez ustrój istot przypada dzieciom i młodzieży, a w postać ciemiężcy wcielają się seniorzy. Jest to ciekawa zależność, zupełnie różna od tej znanej współczesnemu odbiorcy. W naszym świecie starsi ludzie pełnią funkcję patriarchalną i opiekuńczą wobec osób małoletnich. W książce Lissy Price jest zupełnie odwrotnie. Stają się oni tam bezwzględnymi wyzyskiwaczami, którzy dbają tylko o własne wygody. Oczywiście znajdziemy parę wyjątków od tej reguły, gdyż bez tego powieść pozbawiona byłaby zwrotów akcji i elementu zaskoczenia czytelnika.

Lissa Price pozostawia wiele pytań bez odpowiedzi. Z książki nie dowiemy się przykładowo, co stało się z resztą "niezakażonego" świata i na jakich zasadach on funkcjonuje. Nie wiemy też, w jaki sposób doszło do wspomnianej wojny i dokładnie jakie kraje azjatyckie zostały w nią zaangażowane. Poza tym czytelnika może nurtować kwestia źródła pochodzenia bogactwa Enderów. Dlaczego wszyscy oni są zamożni? I czemu niepełnoletni Starterzy muszą być przetrzymywani wbrew swej woli w ośrodkach, a ci nieliczni pozostający na wolności ścigani są przez władze? Jak widać pierwsza część cyklu nie doprecyzowuje licznych zagadnień, jednakże możliwe, że kolejne tomy serii zagwarantują odbiorcy więcej szczegółów.

Książka ta stanowi przyjemne oderwanie od otaczającej nas rzeczywistości. I choć poruszany w niej temat nie jest trywialny, powieść czyta się bardzo szybko i można z nią przepaść na kilka godzin. Uważam, że "Starter" przypadnie do gustu szerokiemu gronu młodzieży, wszak to do niej w pierwszej kolejności skierowana jest ta lektura. I choć starsi czytelnicy mogą krytykować ją za stylistyczną prostotę i odrobinę kulejącą fabułę, ja jako przedstawicielka właśnie tej drugiej grupy wiekowej oceniam tę pozycję jako kawałek dobrej rozrywki. Tego właśnie oczekuję od książki - by gwarantowała mi odrobinę frajdy i była dla mnie odskocznią. Dlatego też polecam "Starter" i tym młodszym i tym starszym odbiorcom.

 
1 , 2
Tagi

facebook instagram pinterest

E-mail: uzaleznieniodczytania@wp.pl

stat4u

Teraz czytam

Głosy Pamano