wtorek, 04 lipca 2017

Wydawnictwo Wiatr od Morza

Liczba stron: 256

„Utracony dar słonej krwi” to kolejny tytuł od gdańskiej oficyny Wiatr od Morza. Wydawnictwo to przyzwyczaiło mnie już do tego, że każda książka sygnowana ich logo to prawdziwa perełka. I nie będzie to nadużyciem, gdy powiem, że dokładnie tak jest w przypadku historii spisanych przez Alastaira MacLeoda.

Bohaterami książki są górnicy, rybacy oraz rolnicy z malowniczych osad położonych u wybrzeży Nowej Szkocji i Nowej Fundladii. Muszą stawiać oni czoła nieoszczędzającym ich żywiołom i surowemu klimatowi oraz borykać się zarówno z biedą, jak i licznymi problemami osobistymi.

Książka składa się z siedmiu odrębnych opowieści, które łączy jedno: wszystkie traktują o trudnych relacjach rodzinnych, czy to pomiędzy mężem a żoną, dziećmi a rodzicami, czy między rodzeństwem. Relacje te przyrównać można do tkanego przez lata płótna pełnego niedoskonałości, miejscami pozaciąganego lub sprutego przez gniew, niezrozumienie, czy własne wygórowane ambicje. Naprawić je może tylko wprawny krawiec, który z mozołem, lecz wytrwale pozszywa lub zaceruje wszelkie dziury. Tym cierpliwym rzemieślnikiem jest miłość, która potrafi wybaczyć bardzo wiele. Metafora ta koresponduje z przesłaniem płynącym z powieści, mówiącym o tym, że nie ma rzeczy nie do naprawienia. Czasem to, co wydaje nam się utracone bezpowrotnie można odnaleźć, a zerwane więzy odbudować. Oczywiście wszystko, co wartościowe wymaga wysiłku, jednak jest to trud warty podjęcia. 

Alistair MacLeod prezentuje starą, dobrą szkołę pisarstwa. Jego książka jest nie tylko napisana pięknym i subtelnym językiem, ale także wprowadza czytelnika w melancholijny nastrój. Nie potrzebuje on zawiłej fabuły, rozbudowanych i przepełnionych zbędnymi ozdobnikami konstrukcji językowych, aby przyciągnąć uwagę odbiorcy. To bardzo rzadka i według mnie pożądana cecha wśród autorów. To, że MacLeod potrafi podbić serce lapidarnym stylem i prostotą świadczy tylko o jego wyjątkowym kunszcie literackim. Podobnie jak w tle „Utraconego daru słonej krwi” powoli i niezauważalnie przemijać będą pory roku, tak my równie niepostrzeżenie dotrzemy do ostatniej strony. I to jedyny minus jaki udało mi się znaleźć wśród wszystkich niezaprzeczalnych zalet książki: po prostu skończyła się za szybko.

Tagi

facebook instagram pinterest

E-mail: uzaleznieniodczytania@wp.pl

stat4u

Teraz czytam

Głosy Pamano