piątek, 29 sierpnia 2014

Wszechświat kontra Alex Woods

Wydawnictwo Literackie

Liczba stron: 424

„Wszechświat kontra Alex Woods” jest debiutancką powieścią Gavina Extence'a. Extence otrzymał za nią nagrodę Waterstones 11, przyznawaną jedenastu najbardziej obiecującym brytyjskim autorom. Extence uwielbia też książki Kurta Vonneguta i osoba tego pisarza stała się prawdopodobnie inspiracją dla stworzenia jednego z bohaterów „Wszechświata...”.

Powieść „Wszechświat kontra Alex Woods” zaczyna się nietypowo, gdyż od przytoczenia zdarzeń finalnych. Później w toku retrospekcji dowiadujemy się, jak nasz bohater znalazł się w punkcie opisanym na pierwszych stronach książki. A początek ten jest mocny jak dobra kawa. Pobudza ciekawość czytelnika do granic.

Alex jest bohaterem bardzo złożonym, a jednocześnie zupełnie prostolinijnym. Jest nadzwyczaj szczery, nie ma w nim fałszu i odbiera rzeczy takimi, jakimi są w rzeczywistości. Nawiązując do tytułu – chłopak konfrontuje się ze wszechświatem w sposób dosłowny. Wręcz organoleptyczny. Otóż, gdy ma on nieco ponad jedenaście lat, zostaje trafiony w głowę...meteorytem. Wydarzenie to wywraca życie Alexa o trzysta sześćdziesiąt stopni. W wyniku wypadku zaczyna on chorować na epilepsję. Musi nauczyć się żyć od nowa z dolegliwościami, które przeszkadzają mu w normalnym funkcjonowaniu.

Alex jest bardzo inteligentny i szybko zdobywa wiedzę, jednak w innych sferach życia jednak zdaje się być zupełnie nieprzystosowany. Chłopak radzi sobie doskonale w nauce, ma jednak problem z rozpoznawaniem intencji innych osób i z nawiązywaniem relacji międzyludzkich. Jest oględnie mówiąc dziwakiem. Kocha przyrodę, uwielbia swojego kota, a jego matka prowadzi sklep okultystyczny i wróży z tarota. Nic dziwnego, że Alex notorycznie jest obiektem drwin grupy szkolnych osiłków.

Pewnego dnia, w wyniku splotu różnych (niekoniecznie zabawnych dla Alexa) okoliczności chłopiec poznaje pana Petersona. I tu zaczyna się WŁAŚCIWA historia. Celowo używam słowa „właściwa”, ponieważ wszystkie opowiedziane do tej pory wydarzenia, łącznie z meteorytem i dotychczasowymi problemami Alexa są jedynie tłem dla późniejszych epizodów. Pan Peterson w dalszej historii zajmuje miejsce Alexa i poniekąd staje się bohaterem pierwszoplanowym.

Po lekturze „Wszechświata...” podsumowałabym tę książkę określeniem „słodko-gorzka”. Jest to bowiem powieść zabawna, ale i wzruszająca. Potrafi wycisnąć łzę, ale i wywołać uśmiech na twarzy czytelnika. Choć nie lubię porównań, pod pewnymi względami wachlarz wrażeń, które we mnie wywołała przypomina mi to, co odczuwałam po przeczytaniu „Pięknego umysłu” Silvii Nasar.

Debiut Gavina Extence'a zaliczam do bardzo udanych. Wręcz powiedziałabym, że autor ten zaczął swą karierę pisarską niezwykle mocnym akcentem i bardzo wysoko podniósł sobie poprzeczkę. Mam tylko nadzieję, że jego kolejne powieści będą równie dobre, jak "Wszechświat kontra Alex Woods" - albo i lepsze! W moim osobistym rankingu tytuł ten zyskuje bardzo wysokie miejsce i trafia na półkę z ulubionymi pozycjami książkowymi. Z przyjemnością daję debiutanckiej powieści Extence'a ocenę celującą.

 

Moja ocena: 6/6



23:58, marcinkowska.katarzyna , Przeczytane
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Pod płonącym niebem

Wydawnictwo Akurat

Liczba stron: 624

Elizabeth Haran jest autorką dwunastu powieści obyczajowych, których akcja rozgrywa się w Australii.  „Pod płonącym niebem” to siódma książka w dorobku tejże autorki, mająca swoją światową premierę w 2007 roku. W Polsce ukazała się siedem lat później - w 2014 roku nakładem Wydawnictwa Akurat.

Główną bohaterką książki „Pod płonącym niebem” jest dziewiętnastoletnia Arabella Fitzherbert. Arabella to rozpieszczona jedynaczka żyjąca w luksusie i niemającą bladego pojęcia o jakiejkolwiek pracy. Dziewczyna często choruje, dlatego też rodzice postanawiają, że zmiana środowiska dobrze jej zrobi. Zabierają ją z chłodnego i deszczowego Londynu do Australii w nadziei, że suchy i gorący klimat przyspieszy rekonwalescencję ich córki. Jednak nie wszystko idzie po myśli państwa Fitzherbert, gdyż Arabella przez przypadek opuszcza pociąg  w samym centrum australijskiej pustyni. Uratowana przez grupę Aborygenów, cudem trafia do małej miejscowości Marree, gdzie mieści się jeden hotel, jeden sklep… i na tym w zasadzie koniec. Młoda dziewczyna jest zniesmaczona warunkami, w jakich przychodzi jej mieszkać oraz perspektywą zapracowania na własne utrzymanie, a przy tym pozostaje krnąbrna i nie okazuje ani krzty wdzięczności za ocalenie jej życia. Jednakże im dłużej Arabella przebywa w miasteczku, tym bardziej zaczyna przekonywać się do jego mieszkańców. Chociażby ze względu na to, że dwoje z nich zaczyna zabiegać o jej względy!

Bardzo trudno streścić fabułę „Pod płonącym niebem”, by nie brzmiało to jak opis taniego romansu, który można kupić na lotnisku i przy kasie w supermarkecie. Jednakże, jeśli odrzucimy to mylne pierwsze wrażenie i sięgniemy po książkę Elizabeth Haran możemy liczyć na to, że otrzymamy kawał dobrej powieści obyczajowej. Bohaterka wydaje się być osobowością nad wyraz irytującą i banalną. Niemniej jednak właśnie w tej denerwującej postaci tkwi cały urok. Początkowa niefrasobliwość bohaterki dodaje książce humoru. Oczywiście od samego początku spodziewać się można, że Arabella przeżyje wielką wewnętrzną przemianę – z królowej lodu w dobrotliwe dziewczę. Haran powiela tu pewne utarte schematy powtarzające się wielokrotnie w literaturze, nie ujmuje to jednak wartości tej pozycji.

Książka Elizabeth Haran jest powieścią wielowymiarową.  Pomijając główny wątek poświęcony Arabelli mamy tu także historię miłości, która przetrwała pomimo przeciwności losu oraz przyjaźni zdolnej do wielu poświęceń. Autorka ukazuje czytelnikowi trudy egzystencji w XX-wiecznej Australii, gdzie ludzi potrafią cieszyć (z pozoru) zupełnie błahe sprawy. Haran opisuje niełatwe – ale też ciekawe - życie w Marree, gdzie współistnieć ze sobą muszą trzy zupełnie różne grupy kulturowe: Europejczycy, Afgańczycy oraz Aborygeni. „Pod płonącym niebem” dostarcza odbiorcy również odrobinę skondensowanej wiedzy o rdzennych mieszkańcach Australii, przede wszystkim o ich kulturze i wierzeniach.

Książkę Elizabeth Haran należy zapisać do grona literatury kobiecej. Nie jestem zagorzałą fanką literatury tego typu, jednak czasem pod wpływem impulsu zdarza mi się sięgnąć po jakąś pozycję z tej półki. Jeśli chodzi o powieść „Pod płonącym niebem” to zupełnie szczerze polecam ten tytuł wszystkim paniom. Mnie samą zafascynował świat przedstawiony przez autorkę - chociażby ze względu na jego egzotykę.

 

Moja ocena: 4,5/6

 

niedziela, 17 sierpnia 2014

Queen. Nieznana historia, Peter Hince

Wydawnictwo Sine Qua Non

Liczba stron: 288

 

Queen jest dla mnie bardzo ważnym zespołem. Z jego największymi przebojami wiąże się wiele osobistych wspomnień. Pamiętam jak mój tata opowiadał mi o Freddiem Mercurym, gdy byłam jeszcze dzieckiem, tak na oko pięcioletnim. Puszczał mi najlepsze kawałki Queen na starym odtwarzaczu kasetowym i dzielił się swoimi refleksjami: „Słuchaj, jak on śpiewa... Niesamowite, prawda?”. W późniejszym życiu nasze relacje kształtowały się między innymi w oparciu o zbliżony gust muzyczny. To była nasza nić porozumienia. Do tej pory zawsze, gdy słucham utworów Queen wspominam mojego tatę. Nic więc dziwnego, że zespół ten zajmuje tak szczególne miejsce w moim sercu i że z takim zapałem sięgnęłam po książkę Petera Hince'a.

Peter Hince (pseudonim Ratty) przez wiele lat towarzyszył grupie Queen w trakcie jej największych tras koncertowych. Przez trzynaście lat pracował u boku Freddiego Mercury'ego i Johna Deacona jako ich techniczny, osobiście odpowiadając za instrumenty muzyczne używane przez artystów. Obecnie Hince zajmuje się zawodowo fotografią i do tej pory utrzymuje bliskie kontakty z żyjącymi członkami zespołu.

Życie u boku zespołu rockowego to rzeczywiste odzwierciadlenie popularnego wyrażenia „sex, drugs and rock'n'roll”. To świat, gdzie alkohol leje się strumieniami, narkotyki są dostępne na wyciągnięcie ręki, a kobiety same lgną w męskie ramiona. Lecz współpraca z zespołem tak wielkiego formatu to również ciężka praca. To dziesiątki metrów kabli i tony pudeł do załadowania. Trzeba liczyć się z ciągłym niewyspaniem, z przebywaniem z dala od rodziny praktycznie przez okrągły rok oraz z humorami gwiazd. Należy przygotować się także na niewygody związane z notorycznym przemieszczaniem się z miejsca na miejsce, z montowaniem sprzętu w upale oraz na siarczystym mrozie. I wszystko musi chodzić jak w zegarku, bo przecież Queen to idealnie naoliwiona maszyna, gdzie każdy element jest perfekcyjny!

Peter Hince przedstawia swą historię z punktu widzenia członka ekipy technicznej. Jest to opowieść nie tylko o trudnych relacjach z pracodawcą, na które wpływają zmienne nastroje artystów, ale również o przyjaźni pomiędzy muzykami a szeregowymi pracownikami, którzy towarzyszą zespołowi przez cały rok. Przede wszystkim jednak Hince obrazuje, jak od kuchni (a właściwie od sceny) wygląda praca technicznego i wszystkich osób współtworzących show.

Queen z Freddiem Mercurym jako frontmanem był istnym zwierzęciem scenicznym, porywającym tłumy. Hince w zgrabny sposób relacjonuje, jak w fenomenalny sposób zespół ten zdobywał serca fanów. Oprócz tego autor portretuje każdego z artystów, przybliżając czytelnikowi sylwetki muzyków. I co najważniejsze, przedstawia ich w sposób czysto ludzki. Nie tylko jako wielkie i rozkapryszone gwiazdy, ale także jako grupę znajomych, z którymi można napić się drinka i porozmawiać od serca.

„Queen. Nieznana historia” jest jedną z ciekawszych pozycji wydawniczych poświęconych zespołowi Queen nie tylko dzięki swej wartości merytorycznej, ale także załączonym do publikacji zdjęciom wykonanym przez autora. Książka wykracza poza ramy zwykłej biografii. Dzięki Hince'owi możemy spojrzeć na czterech członków Queen w zupełnie innym świetle, z dala od tabloidowych historii i skandalicznych plotek. Wiem, że książka ta bardzo przypadłaby do gustu mojemu tacie i bardzo chciałabym móc się nią z nim podzielić. Polecam lekturę tej pozycji nie tylko zagorzałym fanom zespołu Queen, lecz także każdemu wielbicielowi muzyki rockowej, który pragnie poznać zakulisowy i owiany tajemnicą świat mając przepustkę all access area.

 

Moja ocena: 6/6



22:59, marcinkowska.katarzyna , Przeczytane
Link Komentarze (1) »
czwartek, 14 sierpnia 2014

Zabawka diabła, Matt Richtel

Wydawnictwo Akurat

Liczba stron: 528

„Zabawka diabła” to debiutancka powieść Matta Richtela, której bohaterem jest Nathaniel Idle. Nat pracuje, jako bloger, publikując posty na portalu Medblog. Dorywczo para się również dziennikarstwem śledczym - z mniejszym lub większym powodzeniem, gdyż zdarza mu się chwytać spraw na pograniczu absurdu. Nat opiekuje się także swoją osiemdziesięcioletnią babcią Lane. Choć „opiekuje się” to pojęcie nieco nad wyrost, ponieważ Lane od pewnego czasu przebywa w domu spokojnej starości o melodyjnej nazwie Magnolia Manor. To właśnie Lane jest najbardziej barwną postacią w całej książce. Nathaniel wypada na tle swojej babci bardzo blado.

Akcja książki rozpoczyna się w momencie nieudanego zamachu na Lane. Nat próbując odkryć, kto w parku strzelał do staruszki, jednocześnie wplątuje się w aferę związaną z tajemniczym projektem pt. „Krucjata Ludzkiej Pamięci” rejestrującym wspomnienia pensjonariuszy Magnolia Manor. Nat stara się także dowiedzieć, jaką mroczną tajemnicę ukrywa jego babcia. Ma on jednak problem z wyciągnięciem od niej jakichkolwiek informacji, gdyż Lane cierpi na demencję w zaawansowanym stadium.

„Zabawka diabła” rozczarowała mnie z kilku powodów. Po pierwsze, intryga budowana od początku powieści na końcu rozwiązuje się w sposób praktycznie niezauważalny. Cała zagadka, wokół której tworzony był główny wątek w moim odczuciu okazała się mało przerażającym sekretem. Po drugie, bardzo denerwowały mnie skróty myślowe, które stosował autor, skutkowały one bowiem tym, że dialogi stawały się chaotyczne i niezrozumiałe. Część wątków nie została wyjaśniona w ogóle, także czytelnik pozostaje nieświadomy, co stało się z niektórymi postaciami. I nie jest to wcale błoga nieświadomość. Raczej irytująca niewiedza. Dodatkowo cała afera „sięgająca korzeniami samego serca Doliny Krzemowej”* potraktowana została po macoszemu. Wpływa to na odbiór książki - czytelnik może mieć problem z rozwikłaniem, o co tak naprawdę chodziło w spisku.

I w tym momencie nadszedł czas na wielkie „ALE”. Pomimo tych wszystkich mankamentów od „Zabawki diabła” nie sposób się oderwać. Wbrew narastającemu rozdrażnieniu, w jakiś perwersyjny sposób chciałam dalej zagłębiać się w lekturę i chłonąć kolejne strony. Autor porusza przede wszystkim kilka ważnych problemów, m.in. kwestię gwałtownie wzrastającej liczby przypadków utraty pamięci u osób w podeszłym wieku. Sama koncepcja uczynienia żywiołowej osiemdziesięciolatki jedną z pierwszoplanowych postaci także świadczy o nietuzinkowym podejściu Richtela.

Matt Richtel miał bardzo ciekawy pomysł na powieść - wpływ komputerów na zachowanie ludzkiego umysłu i na utrwalanie wspomnień jest niezaprzeczalnie materiałem na znakomity thriller. I choć „Zabawka diabła” aspiruje na miano książki z tego gatunku, moim zdaniem do doskonałości jeszcze trochę jej brakuje. Ponieważ „Zabawka diabła” ma otwierać serię powieści z Natem Idle'em, liczę na to, że Richtel z każdą kolejną książką będzie poprawiał swój kunszt literacki. Póki co wszelkie niedoskonałości w pierwszej części cyklu składam na karb debiutanckiego braku wprawy autora.

*Fragment zapowiedzi na okładce książki



Moja ocena:3,5/6

23:01, marcinkowska.katarzyna , Przeczytane
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 12 sierpnia 2014

Busem przez świat, Karol Lewandowski

Liczba stron: 312

Wydawnictwo Sine Qua Non

Czego może dokonać grupa osób, która ma pewne marzenie, którą łączy wspólna pasja, lecz która nie ma zbyt wielu funduszy? Okazuje się, że może wiele. Właściwie bardzo wiele. Może na przykład w miesiąc przejechać busem pół Europy. Liczą się tylko zapał i chęci.

Mieszkający w Świdnicy Karol Lewandowski zawsze marzył o zagranicznych podróżach. Ale nie takich, gdzie leci się samolotem z miejsca na miejsce i nocuje w hotelu z wykupioną opcją all inclusive oraz zwiedza atrakcje serwowane przez znudzonego przewodnika. Karol pragnął odrobiny emocji - spania w namiocie (albo i pod gołym niebem) oraz podążania ku nieznanemu. Lecz ileż można jedynie fantazjować o podróży wprost ku zachodowi słońca? Chłopak postanowił w końcu wcielić swe plany w życie. Zebrał jeszcze czterech podobnych do siebie zapaleńców, kupili "na spółę" starego busa, odremontowali go i ruszyli w czterotygodniową wycieczkę po Europie, wyznaczając sobie trasę z Polski na Gibraltar. W trakcie eskapady spotkało ich wiele ciekawych przygód. Dopadła ich czeska klątwa, nocowali na jednym z alpejskich szczytów i na włoskiej plaży. Natknęli się na niedźwiedzia i walczyli z bykiem w bezkrwawej corridzie. Poznali miasto van Gogha od podszewki i próbowali najlepszego europejskiego wina, przegryzając je konserwami zakupionymi jeszcze w Polsce.

Historia opisana przez Karola Lewandowskiego jest dowodem na to, że chcąc spełniać swe marzenia nie potrzeba dużych nakładów pieniężnych. Wystarczy zgrana ekipa i odrobina samozaparcia, by pragnienia te konsekwentnie realizować. Wiele zależy również od ludzkiej życzliwości, bowiem nie raz chłopcom przychodzili z pomocą nieznajomi spotykani po drodze.

"Busem przez świat" jest zapisem z pierwszej podróży piątki przyjaciół. Pierwszej, lecz nie ostatniej, wyprawa na Gibraltar zainspirowała bowiem Karola i resztę ekipy do dalszych wojaży, między innymi do spełnienia ich "american dream" i objechania Ameryki Północnej. Ale o tym opowiedzą już w kolejnych publikacjach.

"Busem przez świat" to książka zabawna, czasem wzruszająca, momentami nawet zabarwiona nutką ironii. Mnie zdarzało się w trakcie lektury zaśmiewać do łez. Polecam ją każdemu, kto kocha podróże - i te rzeczywiste, i te palcem po mapie.

 

Moja ocena: 5,5/6

22:56, marcinkowska.katarzyna , Przeczytane
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2
Tagi

facebook instagram pinterest

E-mail: uzaleznieniodczytania@wp.pl

stat4u

Teraz czytam

Głosy Pamano