czwartek, 30 października 2014

A moja mama ma w torebce psa

Wydawnictwo Muza

Liczba stron: 56

Kobiece torebki to prawdziwe kopalnie skarbów. A już szczególnie torebki mam. Jedna mama nosi kosmetyki, inna do torebki wkłada komputer i kabelki. A do torebki mamy Poli lubi wskakiwać mała suczka chihuahua o imieniu Mela. Mela lubi podróżować w torebce do kina, do muzeum, czy też na plażę, w torebce bowiem czuje się bezpieczna. Wskakuje do niej niepostrzeżenie i nie sposób tej psinki ze sobą nie zabrać.

Narratorką jest sześcioletnia Pola. Pola jest najstarsza z trójki rodzeństwa: ma jeszcze czteroletniego braciszka i malutką siostrzyczkę. Dziewczynka wierzy, że jej mama jest czarodziejką i potrafi wyczarować różne cudowne rzeczy. Mama Poli wraz z dziećmi śpiewa piosenki podczas jazdy samochodem i ma mnóstwo książek o owadach. Tata natomiast w wolnych chwilach uczy je sztuk walki lub gra w gry planszowe. W życiu codziennym tej zwariowanej rodzince towarzyszy Mela. Ta mała chihuahua lubi dokazywać. Potrafi zjeść po cichutku wielkanocną kiełbasę z koszyka, czy wykąpać się w fontannie z czekolady. Czasem dzięki niej można uniknąć mandatu i zaprzyjaźnić się z panem policjantem.

A moja mama ma w torebce psa

Do zrecenzowania tej pozycji zachęcił mnie opis sugerujący, że każda dziewczynka chciałaby mieć taką książeczkę. A ponieważ sama mam w domu małą dziewczynkę, tym chętniej zabrałam się za lekturę, czytając jednocześnie swojej córeczce. Początkowo nie przypadł mi do gustu tytuł, gdyż w mojej głowie jawiło się stereotypowe wyobrażenie kobiety noszącej w torebce psa, zupełnie jak modny dodatek. Ale okazuje się, że pozory bywają mylące. Na szczęście!

A moja mama ma w torebce psa

"A moja mama ma w torebce psa" to bardzo interesująca, skierowana do dziewczynek lektura. Poza zabawną historią opisaną z punktu widzenia sześciolatki, książeczka bogata jest w nietuzinkowe ilustracje, zachęcające dziewczynki do kolorowania i uzupełniania oraz do wspólnej zabawy z przyjaciółkami. Pozycja ta wymaga od dzieci kreatywności i zachęca je do uczenia się (niektóre elementy trzeba np. nazwać, inne policzyć). Dodatkowo w książeczce w ciekawy sposób przedstawiona jest postać nowoczesnej mamy: zapracowanej, zabieganej, czasem roztargnionej kobiety, która swoją pomysłowością i inwencją twórczą zachęca swe pociechy do poznawania świata i która lubi czasem wraz z dzieciakami płatać figle oraz psocić. I która przede wszystkim w oczach swojego dziecka jest najpiękniejsza na świecie, zyskując nawet miano wróżki. Książeczka wprost emanuje ciepłem oraz humorem i bardzo ciężko jest w trakcie lektury powstrzymać się od szerokiego uśmiechu. Uważam, że jest to jedna z ciekawszych pozycji wydawniczych przeznaczonych dla małego odbiorcy.



Moja ocena: 5/6

środa, 29 października 2014

Pięć dni w październiku

Wydawnictwo Albatros

Liczba stron: 336

Jordi Sierra i Fabra to jeden z najpoczytniejszych i najbardziej docenianych pisarzy hiszpańskich. Miquel Mascarell jest bohaterem czterech powieści tego autora: "Czterech dni w styczniu", "Siedmiu dni w lipcu", "Pięciu dni w październiku" mających swą premierę w tym roku oraz jeszcze niewydanych w Polsce "Dwóch dni w maju".

Barcelona, koniec lat 40 XX wieku. Miasto jeszcze dochodzi do siebie po krwawej wojnie domowej i po wydarzeniach II wojny światowej. Faszyzm propagowany przez gen. Franco zdążył rozlać się na całą Hiszpanię. Ludzie boją się własnych myśli, a ściany mają uszy. Każdy, na kogo padnie choćby cień podejrzenia o wrogie zamiary wobec reżimu, drży o swoje życie. Do takiej rzeczywistości powraca Miquel Mascarell, który jako więzień polityczny ponad osiem lat spędził w Dolinie Poległych. Po powrocie Miquel związuje się z Patro. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że tych dwoje zdaje się dzielić właściwie wszystko. On jest byłym policjantem, ona - byłą prostytutką. On jest starszym, sześćdziesięciopięcioletnim mężczyzną, ona - młodą, niespełna trzydziestoletnią kobietą. Dodatkowo mieszkają razem bez ślubu, na przekór przyglądającym im się z niechęcią cnotliwym, świętoszkowatym mieszkańcom Barcelony.

Pewnego dnia w życiu Miquela i Patro pojawia się Benigo Sáez - mroczna postać, która zapisała się niechlubnie w przeszłości obojga z nich. Sáez prosi Mascarella o przysługę. Chce on, aby były policjant wykorzystał swe zdolności śledcze i pomógł mu odszukać grób jego siostrzeńca, zamordowanego dwanaście lat wcześniej. Miquel musi podjąć się powierzonego mu zadania, bowiem w przeciwnym razie może być pewien, że on i Patro zginą z rąk Sáeza. Macarell nie ma więc wyjścia. Rusza w Barcelonę na poszukiwanie nieoznaczonej mogiły, w której pogrzebany jest Pau Castebany Sáez.

Powieść Jordiego Sierra i Fabry to przejmująca wyprawa w głąb Barcelony - poranionego, znieważonego miasta powstającego, jak feniks z popiołów. Sierra i Fabra buduje dojmujący obraz rzeczywistości powojennej. Wojna domowa rozbiła wewnętrznie naród hiszpański, podzieliła przyjaciół oraz sąsiadów i zwróciła ich przeciwko sobie. Zabrała ojców dzieciom, mężów żonom, dzieci rodzicom, by pozostawić po sobie nieoznaczone groby i całe rzesze wdów i sierot.

Akcja "Pięciu dni w październiku", jak wskazuje sam tytuł rozgrywa się w ciągu pięciu dni. Pomimo tego, że książka zaliczana jest ona do grona powieści detektywistycznej ten, kto spodziewa się trzymającej w napięciu akcji nie powinien po nią sięgać. Lektura ta, poza oczywistym wątkiem zbudowanym wokół prowadzonego przez Miquela śledztwa, stanowi doskonały przykład literatury środka. Bohater zmaga się z demonami przeszłości, by na końcu stoczyć wewnętrzną walkę i pogodzić się z samym sobą. Sprawa, której się podjął tchnęła w niego nowe życie i wyzwoliła go z oków zniechęcenia i ogarniającej go rezygnacji. Wszelkie wydarzenia i spotkania związane z odnalezieniem miejsca pochówku Pau są dźwignią do tego, by umożliwić Mascarellowi zrozumienie, co w jego życiu jest najważniejsze i co musi cenić oraz chronić za każdą cenę. Po lekturze "Pięciu dni w październiku" przyszło mi na myśl skojarzenie, że czytanie tej powieści przypomina picie kawy: na początku jest ona gorzka i lekko cierpka, lecz na końcu orzeźwiająca oraz pozwalająca spojrzeć trzeźwiejszym okiem i z szerszej perspektywy na pewne sprawy. Dla mnie Jordi Sierra i Fabra to pisarz cechujący się niezwykłym kunsztem literackim, a jego książki zdecydowanie zasługują na miano wartościowych.

 

Moja ocena:5/6



piątek, 24 października 2014

Niechciani

Wydawnictwo MUZA

Liczba stron: 336

Yrsa Sigurdardóttir nazywana jest islandzką królową powieści kryminalnej. Autorka ta chętnie łączy wątki sensacyjne z elementami paranormalnymi. Moje drugie spotkanie z twórczością tej pisarki przypadło na thriller  "Niechciani".

Bohaterem książki jest czterdziestokilkuletni Ódinn, pracownik państwowego urzędu kontroli. Po tragicznej śmierci byłej żony Ódinn przejmuje pełną opiekę nad swoją jedenastoletnią córką Rún. Mężczyźnie bardzo trudno jest nawiązać bliższe kontakty z dziewczynką. Rún jest zamknięta w sobie i nie ma żadnych przyjaciół. Twierdzi również, że w koszmarach nocnych stale prześladuje ją duch zmarłej matki.

Wkrótce Ódinn otrzymuje w pracy nowe zlecenie. Ma za zadanie zbadać sprawę Krókur - zamkniętego przed laty domu wychowawczego dla chłopców. Ma on ustalić, czy wobec wychowanków placówki dochodziło do nadużyć ze strony opiekunów. Skupia się również na zagadkowej śmierci dwóch nastolatków przebywających w Krókur. Im więcej Ódinn odkrywa, tym bardziej nie opuszcza go wrażenie, że wypadek jego byłej żony i wydarzenia, do których doszło w ośrodku wychowawczym są ze sobą w tajemniczy sposób powiązane.

Yrsa Sigurdardóttir doskonale potrafi budować atmosferę grozy. Niejeden raz czytelnik obejrzy się przez ramię, z lękiem zerknie w ciemny kąt pokoju lub sprawdzi, czy aby na pewno zamknął drzwi i okna. "Niechciani" trzymają w napięciu, począwszy od pierwszej strony aż do końcowego rozdziału. Właściwie to aż do ostatniej strony końcowego rozdziału. Autorka wybiera na swych bohaterów nietuzinkowe postaci. Nie są to osoby o kryształowym charakterze. Każda z nich ma jakiś mroczny punkt w swoim życiorysie, który rzutuje na jej przyszłości. W książce nie brak makabrycznych odkryć, krwawych zbrodni oraz...duchów. I nie mam tu na myśli żadnych eterycznych zjaw, bardziej stale obecną i przewijającą się przez karty powieści subtelną nutkę trwogi i przestrachu. "Niechciani" to przykład bardzo dobrego thrillera. Zakończenie jest tak zaskakujące, że potrzeba chwili na dojście do siebie. Lepiej jednak nie czytać tej książki po ciemku.

 

Moja ocena: 5/6

 



czwartek, 23 października 2014

Tęsknię za tobą, Harlan Coben

Wydawnictwo Albatros

Liczba stron: 480

Osoby Harlana Cobena polskiemu czytelnikowi chyba nie trzeba przedstawiać. Ten amerykański pisarz światową popularność zdobył thrillerem "Nie mów nikomu". Jego książki są bardzo chętnie ekranizowane, a kolejne powieści szybko stają się bestsellerami.  W październiku br. miała miejsce polska premiera najnowszego kryminału autorstwa Cobena zatytułowanego "Tęsknię za tobą".

Bohaterką powieści jest czterdziestoletnia policjantka Kat Donovan. Ponieważ Kat jest samotną kobietą, jej przyjaciółka Stacy postanawia dopomóc amorowi i rejestruje ją w serwisie randkowym. Kat szybko odnajduje na portalu profil byłego narzeczonego. Pod wpływem impulsu postanawia odnowić z nim kontakt oraz go odszukać. Jednak Jeff jakby zapadł się pod ziemię. Wkrótce okazuje się, że istnieją pewne demony przeszłości, których lepiej nie budzić. Poszukiwania Kat sprawiają, że na jaw zaczynają wychodzić kolejne podejrzane zniknięcia powiązane z serwisem randkowym. Dodatkowo Kat boryka się z ciągle nierozwiązanym morderstwem swojego ojca. Według nowojorskich śledczych sprawa jest zamknięta od wielu lat, jednak dociekliwa policjantka nie wierzy w to, że złapano prawdziwego zabójcę. Wątpliwości Kat umacniają się po tym, jak domniemany morderca na łożu śmierci wyznaje jej, że nie popełnił przypisywanej mu zbrodni.

W dobie powszechnej komputeryzacji, portale randkowe cieszą się rosnącą popularnością. Ludzie coraz chętniej decydują się na poszukiwanie drugiej połówki w świecie wirtualnym niż w realnym. Internet daje pewną dozę anonimowości i swobody. Oraz co za tym idzie - poczucie bezkarności. Coben właśnie ten problem ujął w swej najnowszej powieści. Intryga kryminalna zbudowana jest wokół żerowania na ludzkim lęku przed samotnością. Bo przecież wszyscy mamy w sobie potrzebę bycia kochanym, nieprawdaż?

Fenomen Cobena polega na wplataniu w fabułę książki współczesnych problemów i bardzo realnych wątków. Jego powieści są tak uniwersalne, że właściwie każdy z nas mógłby stać się ich bohaterem. Nie wiem, czy przypisywać to na plus, czy na minus dla tego  autora. Wydaje mi się, że Coben tworzy w ten sposób, by wpisywać się po trosze w preferencje literackie każdego czytelnika. Jednemu przypadnie do gustu bardziej, drugiemu mniej, niemniej jednak w ogólnym odczuciu się spodoba.

"Tęsknię za tobą" ma w sobie wszystkie cechy przyzwoitego kryminału. Jest tu rozbudowana intryga, mamy wartką akcję i zaskakujące zakończenie. Według mnie najsłabszym elementem w książce jest postać Kat. W powieściach kryminalnych lubię, gdy bohater jest wielowymiarowy, o złożonej osobowości. Jednocześnie intryguje i potrafi zaskoczyć swoim postępowaniem. W tej powieści właśnie tego mi zabrakło. Jak już nadmieniłam, "Tęsknię za tobą" to kryminał całkiem poprawny. Czyta się go dobrze, szybko i z pewnością nie rozczaruje fanów twórczości Harlana Cobena. Ale czy pozostanie na długo w pamięci? Oceńcie to sami.

 

Moja ocena: 4/6

czwartek, 16 października 2014

Pamiętnik z mrówkoszczelnej kasety, Mark Helprin

Wydawnictwo Otwarte

Liczba stron: 560

Mark Helprin jest bliżej znany polskiemu czytelnikowi, jako autor książki "Zimowa opowieść". 8 października br. nakładem Wydawnictwa Otwarte do księgarń trafiła jego najnowsza powieść zatytułowana "Pamiętnik z mrówkoszczelnej kasety".

Bohaterem książki jest zażywny osiemdziesięciolatek, który na początku powieści przedstawia się odbiorcy jako Oscar Progresso. Jest to jednak tylko jeden z wielu pseudonimów, jakie w ciągu całego życia przybierał mężczyzna. Oscar jest postacią nieco ekscentryczną. Codziennie z przewieszonym przez ramię waltherem P88 wspina się na wzgórze, by obserwować stamtąd Rio de Janeiro i spisywać jednocześnie swoje wspomnienia, wkładając je później do mrówkoszczelnej kasety. I choć Oscar zarzeka się, że jego opowieść przeznaczona jest tylko dla oczu jednej osoby, pisząc ją podświadomie myśli o szerszym gronie czytelników (świadczą o tym chociażby słowa, którymi rozpoczyna się każdy rozdział: "Jeśli jeszcze tego nie zrobiliście, odłóżcie przeczytane kartki do mrówkoszczelnej kasety"). Bohater nasz cierpi też na różnego rodzaju fobie, pokusiłabym się o stwierdzenie, że ma nerwicę natręctw. Każda rzecz musi być ułożona równo, jak od linijki. Perfumy żony układa alfabetycznie. Poprawia przekrzywiony abażur od lampy, by stał pod odpowiednim kątem z podłogą. A poza tym nienawidzi kawy. Przy czym nienawiść ta przyjmuje postać czystej wrogości wobec tego, zdawałoby się jakże niewinnego napoju. Oscar nie może usiedzieć w promieniu kilometra od kawiarni, a gdy już tam wchodzi, zatyka nos spinaczem do bielizny. Notorycznie demoluje ekspresy do kawy, a kawoszom urządza długie tyrady odnośnie szkodliwości ich ulubionego trunku. Awersja do kawy stała się motorem dla wielu wydarzeń w życiu Oscara. To przez nią rozwiódł się z pierwszą żoną i został niemal zamknięty (po raz drugi) w zakładzie dla obłąkanych. Zdawać by się mogło, że mężczyzna popada w paranoję. Otóż nie. W tym szaleństwie tkwi metoda. I o pobudkach kierujących Oscarem w jego misji wypleniania kawy z tego świata dowiadujemy się stopniowo w trakcie lektury książki.

Życiorysem Oscara z powodzeniem można by obdarzyć kilka osób. Jako nastolatek spędził on kilka lat w nader specyficznym szwajcarskim szpitalu psychiatrycznym. Był pilotem podczas drugiej wojny światowej, został zestrzelony (dwukrotnie) przez Luftwaffe, przepłynął wpław kilkanaście mil przez ocean, by wylądować na pustyni, poznał osobiście papieża i kilku prezydentów. Jest też bardzo kochliwy: z jedną kobietą uciekł na koło podbiegunowe, by oglądać zorze, z drugą ożenił się nie wiedząc, że ma miliony dolarów na koncie, a trzeciej oświadczył się zaraz po tym, gdy zobaczył ją po raz pierwszy w okienku kasowym. Kobiety odgrywają niewątpliwie ważną rolę w życiu Oscara, lecz kiedy już się zakocha, to miłuje daną osobę bezgranicznie.

Oscar nie opowiada swojej historii przy zachowaniu porządku chronologicznego i przeskakuje po różnych punktach swojego życia. Czytelnik dopasowuje do siebie poszczególne fragmenty jego wspomnień, zupełnie jakby układał puzzle, by na koniec otrzymać spójną układankę. Progresso to bohater nieszablonowy i wymykający się wszelkim kategoryzacjom. Jest zarówno ujmujący, jak i denerwujący w swoich dziwactwach. Nie da się go jednak nie polubić.

Mark Helprin stworzył bardzo złożoną opowieść, która zachwyca swym bogactwem językowym i kunsztem opisów. Autor używa celnych porównań, by odkryć słabości ludzkiego charakteru. Stosuje kpiarski ton, wytykając człowiecze przywary, przede wszystkim nasze przywiązanie do rzeczy materialnych i wszelkiego rodzaju używek, które czasem potrafi przysłonić to, co w życiu jest najważniejsze. Wplata w powieść szereg humorystycznych anegdot, dzięki czemu niejeden raz będziemy śmiać się do łez. Helprin potrafi też wzruszać. Jest to pisarz zręczny i niczym strzelec wyborowy trafia celnie słowem. Mierzy przy tym tak, by uderzyć w najczulszy punkt naszego ja i melancholijnie, niby przypadkowo trącić w nas jakieś wewnętrzne nuty, zmuszając nas do chwili refleksji nad samym sobą. A wszystko to pod przykrywką z pozoru niewinnej historii życia mężczyzny, który nienawidził kawy.

 

Moja ocena: 6/6

17:16, marcinkowska.katarzyna , Przeczytane
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2
Tagi

facebook instagram pinterest

E-mail: uzaleznieniodczytania@wp.pl

stat4u

Teraz czytam

Głosy Pamano