czwartek, 17 grudnia 2015

sekretne życie pszczół

Wydawnictwo Literackie

Liczba stron: 352

 

„Sekretne życie pszczół” to najbardziej znana powieść w dorobku Sue Monk Kidd. Książkę przetłumaczono na 36 języków i sprzedała się ona w ponad 8 milionach egzemplarzy. W 2008 roku tytuł ten doczekał się swojej ekranizacji, z Dakotą Fanning jako Lily, Queen Latifah w roli August, Alicii Keys i Sophie Okonedo jako June i May.

Czternastoletnia Lily Owens praktycznie nie wie, co to beztroskie dzieciństwo. Jej matka zginęła od przypadkowego postrzału, gdy dziewczynka była jeszcze bardzo mała. Od tej pory Lily żyje z przygniatającym  poczuciem winy, gdyż  to właśnie ona trzymała broń. O koszmarze sprzed lat nie daje jej również zapomnieć despotyczny ojciec, który znęca się nad nią fizycznie oraz psychicznie, karząc ją za nawet najdrobniejsze, niejednokrotnie wyimaginowane przewinienie. Pewnego razu w przypływie szału wyrzuca córce, że matka na krótko przed swoją śmiercią planowała porzucić Lily, ponieważ tak naprawdę jej nie kochała. Popycha to dziewczynkę do desperackiego czynu: postanawia ona uciec z domu w poszukiwaniu prawdy o Deborah Fontanel Owens. W wyprawie towarzyszy jej czarnoskóra opiekunka Rosaleen. Po mozolnej wędrówce uciekinierki trafiają do pasieki w Tiburon w Karolinie Południowej prowadzonej przez trzy siostry Boatwright: August, June i May. Lily stopniowo zaczyna dostrzegać, że to tajemnicze miejsce jest ściśle związane z przeszłością jej matki.

Pszczoły to niezwykle fascynujące stworzenia. Dlaczego autorka postanowiła nawiązać w tytule do ich sekretnego życia i skąd wzięła się ta metafora? Żywot pszczoły pełen jest poświęcenia dla dobra ogółu. Pszczeli ul przypomina sprawnie działając maszynę, gdzie każdy owad ma określoną rolę, jest wytrwały i pracuje nad zapewnieniem bytu całej pszczelej familii. U Sue Monk Kidd uosobieniem królowej matki jest August, która sprawuje pieczę nad całą rodziną Boatwrightów. Mimo tego, że szwy siostrzanej relacji czasem zdają się pruć, ona niczym wytrwała szwaczka spaja je i łączy w całość.  W pasiece w Tiburonie splatają się sekretne życia wszystkich bohaterów powieści. To tam pociechy szukała kiedyś Deborah i właśnie tam Lily odkrywa prawdę na temat swojej matki. W otoczeniu pszczelich uli Rosaleen odnajduje spokój, a siostry Boatwright uczą dwie nowe mieszkanki umiłowania dla rzeczy przyziemnych oraz szacunku dla natury.

Segregacja rasowa w południowych stanach Ameryki Północnej została prawnie uregulowana tuż po wojnie domowej. Czarni zmuszani byli do uczęszczania do osobnych szkół, zajmowania specjalnie wydzielonych przedziałów w pociągach, czy jadania w restauracjach przeznaczonych tylko dla ludności kolorowej. Wszystko to odbywało się w świetle prawa i za przyzwoleniem władz. Stan taki utrzymywał się do lat 60. XX wieku do chwili, gdy w 1964 roku, niespełna dwanaście miesięcy po słynnym przemówieniu Martina Luthera Kinga, prezydent Lyndon B. Johnson podpisał ustawę o prawach obywatelskich, zabraniającą dyskryminacji ze względu na narodowość, kolor skóry, płeć, czy poglądy religijne. Był to milowy krok w historii współczesnej Ameryki, gdyż ustawa ta w praktyce oznaczała zrównanie praw białej i czarnoskórej ludności amerykańskiej.

Właśnie upalne lato 1964 roku daje początek akcji książki „Sekretne życie pszczół”, będącej mocnym głosem w sprawie dyskryminacji rasowej. Sue Monk Kidd kreśli niebywale realistyczny obraz Karoliny Południowej, w której zmiana prawa nie oznaczała natychmiastowej rewolucji w sposobie myślenia jej mieszkańców. Podziały były tam widoczne niemal na każdym kroku. Wbrew temu, iż Afroamerykanie otrzymali prawa wyborcze, czarnoskórzy, którzy zdecydowali się oddać swój głos byli masowo napiętnowani. Narratorką powieści jest Lily, która przedstawiając wydarzenia z punktu widzenia niewinnego, a przy tym obiektywnego dziecka zdaje się być jedynym głosem rozsądku w otoczeniu. Traktuje ona w ten sam sposób każdego, bez względu na jego kolor skóry. Z odrobiną gorzkiej refleksji dostrzega ona także, że biali korzystając ze swojej uprzywilejowanej pozycji potrafią być wyjątkowo okrutni wobec czarnych. Warto zauważyć, jak ogromnym sukcesem dla autorki jest przedstawienie trudnego tematu segregacji rasowej oczami dorastającej, odrobinę humorzastej dziewczyny. Wydawać by się mogło, że jest to zadanie niemal z góry skazane na porażkę, jednak Monk Kidd udała się ta sztuka wspaniale. Dodatkowo, poza bardzo istotnym historycznym wydźwiękiem, książka Sue Monk Kidd ma także wymiar magiczny. Obserwując zaangażowanie społeczności Tiburonu w kult Czarnej Madonny w Łańcuchach zauważamy, że mistycyzm odgrywa w powieści znaczącą rolę. Podobnie jak w „Czarnych skrzydłach” oraz „Opactwie Świętego grzechu” i tutaj w centrum zainteresowania autorka umieściła postacie kobiece. Jej bohaterki jak zawsze są wyraziste, nieprzerysowane i emanują wewnętrzną siłą.

„Sekretne życie pszczół” jest niczym miód: dodaje sił, koi i łagodzi rany. To ponadczasowa opowieść o heroicznej walce z niesprawiedliwością, o sile przyjaźni, o miłości, zarówno rodzicielskiej, jak i siostrzanej oraz o wierze dającej siłę do tego, by co dzień pokonywać z podniesioną głową przeszkody stawiane nam na drodze. „Sekretne życie pszczół” to debiutancka książka Monk Kidd i  łatwo zauważyć, że od momentu jej napisania warsztat literacki pisarki ogromnie się rozwinął (co najbardziej widać na przykładzie „Czarnych skrzydeł” także nawiązujących do tematyki podziałów rasowych). Uważam jednak, że powieść ta ma w sobie nieodparty urok, który sprawia, że trudno się od niej oderwać. Niesie przy tym ze sobą niebywale mądre i mocne przesłanie. Cóż innego zatem wam pozostaje? Tylko czytać!



wtorek, 15 grudnia 2015

 

Każdy mól książkowy ma swoją listę książek zatytułowaną „muszę mieć”. Oczywiście wszyscy pasjonaci literatury dobrze zaznajomieni są z działaniem bibliotek i lwią część pozycji, które chcą przeczytać mogą po prostu wypożyczyć. Na rzeczonej liście znajdują się jednak książki, które pragną oni posiadać na własność. Naturalnie spis ten stale się wydłuża, powiedziałabym nawet, że rośnie proporcjonalnie do liczby już „skonsumowanych” tytułów. Ponieważ w każdym miesiącu wydawnictwa wprost zasypują nas nowościami, mnie zdarza się w ciągu roku dodać kilkadziesiąt perełek do swojej listy książek pożądanych. Do tego dochodzą jeszcze publikacje zaliczane do klasyki literatury, takie które wręcz wypada znać lub utwory, z których niedawno zeszła łatka „nowość”, a które udaje nam się wyłapać czytając recenzje lub zasłyszeć gdzieś, na przykład z polecenia znajomego pytającego niewinnie mimochodem: „Czytałeś/aś może taką a taką książkę?”. Nam natomiast od razu, niczym u Pomysłowego Dobromira, zapala się lampeczka nad głową i myślimy: „O, to brzmi ciekawie! Muszę to dopisać!”. Tak oto nasza lista zaczyna przybierać niebotyczne rozmiary i zdaje się nie mieć końca. Na szczęście dla osób uzależnionych od czytania istnieje cała gama sztandarowych okazji, do których kwalifikujemy urodziny, imieniny, Walentynki, Mikołajki, Boże Narodzenie oraz okazji nietypowych, takich jak Dzień Przytulania (przecież nową książkę zawsze chętnie się przytuli, nieprawdaż?), Światowy Dzień Książki, czy Dzień Papieru - mówiąc krótko zgoła idealny moment, by otrzymać wymarzony prezent książkowy. Toteż, jeśli wasi bliscy nie są zbyt dociekliwi i dyskretnie nie wypytają, o jakim tytule śnicie po nocach, całe tygodnie wcześniej obmyślacie niecną i skomplikowaną strategię na miarę planu ucieczki z Alcatraz, jak tu niepostrzeżenie podsunąć komuś pod nos swoją prywatną książkową listę życzeń.


Sposoby są różne. Możecie, jak ja, na pulpicie komputera, którego używacie wspólnie ze swoimi bliskimi utworzyć dokument o nazwie „Książki, które MUSZĘ mieć”. I wtedy problem z głowy, spostrzegawczy członek rodziny zerknie i już wie, jakie pozycje znajdują się w waszej pierwszej dziesiątce. Można również podczas odwiedzania księgarni lub w trakcie wspólnych zakupów spoglądając wymownie na potencjalnego darczyńcę mimochodem wspomnieć: „Widzisz? Właśnie tej książki szukałem/am. Muszę KIEDYŚ sobie ją sprawić…”. Najprostszą drogą do otrzymania oczekiwanego podarku jest powiedzenie wprost, co chcielibyście dostać, gdy ktoś was o to zapyta. I niech waszą odruchową reakcją nie będzie wtedy jedno lakoniczne słowo „książkę”, bo - uwierzcie mi, wiem to z opowieści mojego męża - dla każdej osoby zaprzyjaźnionej z molem książkowym taka odpowiedź to istny dopust boży wymagający wielu godzin analiz, co już mogliście czytać, a co nie. Zawsze też, jeśli ktoś zna wasze preferencje czytelnicze i mniej więcej orientuje się w zasobach waszej domowej biblioteczki, może po prostu zrobić wam niespodziankę. W większości przypadków zdaje to egzamin, gdyż rzadko kiedy nałogowy czytelnik nie ucieszy się z pakunku o przyjemnym i znajomym kształcie prostokąta.


Święta za pasem, dlatego też to ostatni dzwonek na zakup podarunków. Niektórzy mają nie lada zagwozdkę, czym obdarować swych krewnych i przyjaciół, inni od dawna mają upominki pochowane w szafie. Jedno jest pewne, wszystkie mole książkowe świata już zacierają ręce na myśl o odhaczaniu kolejnych pozycji z listy życzeń. Czekam na wasze poświąteczne relacje z otrzymanych prezentów, nie tylko tych książkowych, wszak nie samymi książkami człowiek żyje. Wesołych!




piątek, 11 grudnia 2015

drobne występki

Wydawnictwo Wiatr od Morza

Liczba stron: 288

 

Krótkie formy literackie, takie jak opowiadania to utwory podstępne i trudne do ujarzmienia. Niełatwo jest zebrać je w jeden zbiór, którego każdy rozdział zaciekawiałby odbiorcę w takim samym stopniu. Na szczęście Matthew Kneale, autor genialnych "Anglików na pokładzie" poradził sobie z tym doskonale. Powiem więcej, poziom ciekawości czytelnika nie tyle utrzymuje się na stałym poziomie, co wraz z każdą kolejną przeczytaną stroną proporcjonalnie rośnie.

"Drobne występki w czasach obfitości" to zbiór dwunastu opowiadań. Ich bohaterami są  w głównej mierze przeciętni obywatele, z którymi odbiorca może się swobodnie utożsamiać. Mamy tu rodzinę wybierającą się na wymarzone wakacje, prawnika, któremu dni upływają bezproduktywnie w znienawidzonej pracy, mężczyznę, który nie ma szczęścia w miłości, czy kobietę niemogącą się uporać z chorobą krewnego. Każda z zawartych w książce opowieści swoją nazwę bierze od jednego słowa definiującego treść. Niektóre tytuły trzeba rozumieć dosłownie, inne metaforycznie. Tak oto dla przykładu „Proszek” dotyczyć będzie przypadkowo znalezionych narkotyków, „Biel” natomiast przenosi nas w głąb umysłu palestyńskiego terrorysty, który wysadzając się w powietrze chce przyoblec swych wrogów w biel.  Czym są zaś tytułowe „czasy obfitości”? To epoka, w której przychodzi żyć współczesnemu człowiekowi. Dlaczego więc w czasach obfitości niektórzy cierpią głód, a syci są wciąż nienasyceni? Otóż, jak to mówią, syty głodnego nie zrozumie. Dlatego też ludzie, którzy mają w zasadzie wszystko, nieustannie dążą do zdobywania coraz większej ilości dóbr materialnych, czy też większego prestiżu, nie zwracając przy tym uwagi na potrzeby maluczkich. Matthew Kneale jako wzór społeczeństw pogrążonych w wyścigu ku złotym górom podaje zwłaszcza Amerykanów i Europejczyków, rysując ich mało chlubny obraz.

Kneale uderza słowem w punkt. Odsłania najbardziej wrażliwe miejsca ludzkiej duszy i drażni je. Napiętnuje grzeszki i słabości, na pozór nieszkodliwe, w rzeczywistości mające fatalne skutki. Mowa tu między innymi o niewinnym kłamstwie mogącym przyczynić się do zniszczenia czyjejś reputacji, o ustawicznej pogoni za pieniądzem skłaniającej do naginania prawa dla swoich korzyści, o chorobliwej zazdrości zmieniającej się w obsesję, o pysze pozwalającej nam stawiać się w pozycji uprzywilejowanej wobec innych ludzi, czy o fanatyzmie religijnym mylnie utożsamianym z głęboką i szczerą wiarą w Boga. W satyryczny, częstokroć zabawny sposób Kneale demonstruje, jak niewiele trudu sprawia nam krytykowanie bliźnich przy jednoczesnym niedostrzeganiu własnych wad oraz z jaką łatwością przychodzi nam naginanie zasad moralnych wtedy, gdy dotyczą one nas samych.  Autor sprytnie pokazuje, jak cienka jest granica pomiędzy dobrem a złem, między tym, co właściwe, a tym co złudnie bierzemy za słuszne. Czasem wystarczy jeden mały krok w nieodpowiednim kierunku, by dać początek serii niefortunnych zdarzeń mających wpływ na życie nasze oraz innych ludzi. W tym kontekście nasze poczynania porównać można do efektu śniegowej kuli, gdzie każdy czyn wiąże się z konsekwencjami, które potrafią stopniowo się nawarstwiać i być trudne do zatrzymania.

Książka Kneale’a nie tylko skłania do refleksji nad kondycją świata i pochylenia głowy nad jego bolączkami trawiącymi go niczym rak, ale także celuje wprost w pojedynczego człowieka. Zmusza do krytycznej oceny własnego charakteru i do pogłębionej pracy nad sobą samym. „Drobnych występków…” nie należy jednak odbierać tylko jako ukrytego ostrzeżenia spisanego wskazującym piórem autora. Zbiór ten ma za zadanie nieść ze sobą przede wszystkim pozytywne przesłanie. Kneale unaocznia bowiem czytelnikowi, że każda, nawet najdrobniejsza zmiana na lepsze jest ważna. Może czas zrzucić klapki z oczu, rozejrzeć się dookoła i uczynić choć mały krok, by coś poprawić w swym otoczeniu? Chociażby po to, aby za kilka lat nie przekonać się na własnej skórze, że przywary, które wytyka w swej książce Kneale i które kiedyś nas śmieszyły lub budziły nasze współczucie, tak naprawdę odnoszą się właśnie do nas.



16:06, marcinkowska.katarzyna , Przeczytane
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 19 listopada 2015

Wakacje

Wydawnictwo Wiatr od Morza

Liczba stron: 288

 

Powieść "Wakacje" Stanleya Middletona w Wielkiej Brytanii opublikowana została w 1974 roku. Autor otrzymał za nią najbardziej prestiżowe brytyjskie wyróżnienie literackie - Nagrodę Bookera. Polakom przyszło bardzo długo czekać na tłumaczenie tej książki. Do rąk rodzimego czytelnika trafiła ona dopiero we wrześniu bieżącego roku. Po ponad 40 latach, które minęły od premiery, wydania powieści Middletona podjęło się gdańskie wydawnictwo Wiatr od Morza, fundując tym samym niesamowitą gratkę wielbicielom literatury. Ja po raz kolejny miałam okazję przekonać się, że oficyna ta sięga wyłącznie po pozycje niebagatelne i niezwykłe.

Bohaterem książki jest trzydziestoparoletni nauczyciel uniwersytecki, Edwin Fisher. Edwin właśnie podjął decyzję o zakończeniu trwającego kilka małżeństwa i postanowił odejść od żony. Rozstanie to nie należało do najłatwiejszych i okazało się dla mężczyzny bardzo dotkliwe. Aby uporać się z kłębiącymi się w głowie negatywnymi myślami, wyrusza on na krótki urlop do niewielkiego miasteczka leżącego na wschodnim wybrzeżu Anglii. Edwin oczekuje, że wśród nadmorskich krajobrazów uda mu się zrelaksować choć trochę. Niestety nie będzie mu dane zaznać tak długo wyczekiwanego odpoczynku. Spacerując piaszczystą plażą, nawiązując nowe znajomości i racząc się drinkami w gwarnych barach, Edwin nieustannie wraca myślami do swej małżonki Meg, nie mogąc zdecydować się, czy tak naprawdę nienawidzi jej z całego serca, czy też, pomimo trudności jakie co rusz napotykają oni na wspólnej drodze, pragnie trwać u jej boku. Dodatkowo, targające nim wątpliwości podsyca przypadkowe spotkanie z teściami, Vernonem i Irene. Zamiast zażywać upragnionego wypoczynku, mężczyzna zaczyna dogłębnie analizować każdy najdrobniejszy aspekt kruszący podwaliny jego związku oraz powraca do scen z własnego dzieciństwa zdominowanego przez surowego i wymagającego ojca.

Fabuła powieści snuje się niespiesznie, oddając tym samym klimat tytułowych wakacji. Niemal słyszymy szum fal wdzierających się na brzeg, czujemy ciepły piasek pod stopami i oddychamy duszną atmosferą wypełnionych wczasowiczami pubów. To nie jest książka, którą "połkniemy" w jeden wieczór. Trzeba się w niej rozsmakowywać niczym w kieliszku dobrego wina pozostawiającego na języku słodko-cierpki posmak. "Wakacje" są powieścią przypominającą gorzkawy cukierek zawinięty w błyszczący i kuszący papierek. Pod ładnym opakowaniem niemal idyllicznej iluzji wakacyjnego, błogiego lenistwa kryje się mniej słodka warstwa. Dzięki bolesnym wspomnieniom Edwina dowiadujemy się bardzo wiele o jego przeszłości. Mamy też szansę bliżej poznać Meg, na początku powieści przedstawioną w nieco demonicznym świetle, pod koniec zaś zyskującą u czytelnika zrozumienie i wzbudzającą w nim współczucie.

Książka Middletona to ponadczasowa powieść mówiąca o radzeniu sobie z rodzinnymi tragediami, które potrafią scalać lub rozdzielać dwoje ludzi oraz o miłości w różnych jej odsłonach: zarówno tej pomiędzy dwojgiem kochanków, opartej na namiętności, pasji i bezustannej batalii pomiędzy przeciwstawnymi charakterami (jako przykład podam tu małżeństwo Fisherów), jak i rodzicielskim, bezwarunkowym oddaniu, jakie widzimy chociażby u rodziców Meg walczących o powrót ich córki do zdrowia psychicznego.

Stanley Middleton zaprezentował się w "Wakacjach" jako autor spostrzegawczy, potrafiący celnie trafiać słowem, bawiący się nim oraz lubujący się w wieloznaczności. To wyjątkowo klimatyczna lektura, skłaniająca do refleksji i jednocześnie będąca hołdem dla codziennych i prozaicznych przyjemności.

14:55, marcinkowska.katarzyna , Przeczytane
Link Komentarze (1) »
czwartek, 12 listopada 2015

Misjonarze z Dywanowa

Księgarnia Zdanowicz

Liczba stron: 415

 

Znany z poprzednich części "Misjonarzy..." szeregowiec Leńczyk dalej odbywa swą służbę w plutonie rotacyjno-dyspozycyjnym. Wszyscy zdążyli już przywyknąć do jego zezowatego szczęścia, notorycznego pakowania się w kłopoty, niepohamowanego gadulstwa i niewyparzonego języka. Tym razem grupa wojaków pod dowództwem sierżanta Drwala otrzyma specjalne zadanie: odbić z rąk terrorystów dwóch polskich oficerów. Jeśli chcecie dowiedzieć się, jak potoczą się losy niesfornego Piotra Leńczyka, dlaczego nie warto pożyczać mu własnej broni oraz jakiego niezwykłe upartego przyjaciela spotka na pustyni, musicie sięgnąć po trzeci tom "Misjonarzy z Dywanowa".

W tej części "Misjonarzy" znajdziecie najwięcej akcji, kul świszczących koło ucha, snajperskich ostrzałów i nagłych odwrotów przeradzających się w efektowne ucieczki. Będzie krew, pot i... kurz. Żołnierze będą mozolnie wędrować w pustynnym pyle uważnie wypatrując ukrytych ładunków wybuchowych, będą musieli przetrwać burzę piaskową, przetestują swoje zdolności dyplomatyczne w delikatnych kontaktach z miejscową ludnością oraz zmuszeni będą uporać się z pierwszą zadaną z ich ręki śmiercią. Porównując dotychczas przeczytane przeze mnie powieści Władysława Zdanowicza poświęcone Leńczykowi, "Honkey" napisany jest najbardziej "na poważnie". I choć nie brak tu dużej dawki dobrego humoru, do którego przyzwyczaił nas już autor, książka ta ukazuje najwierniejszy, spośród wydanych do tej pory tomów "Misjonarzy...", obraz misji stabilizacyjnej w Iraku. Pokazuje ją od tej mroczniejszej i mniej zabawnej strony. Zdanowicz zaznacza, że pobyt na misji to nie takie łatwe i intratne zajęcie, jakby się mogło niektórym wydawać. Owszem, wiąże się z wyższym żołdem, jednak żołnierz decydujący się na wyjazd musi się liczyć z prawdopodobieństwem działań pod ostrzałem oraz powinien oswoić się z nieustannym strachem o swoje życie. Musi nauczyć się walczyć nie tylko z wrogiem, ale także z wojskową biurokracją oraz nabyć umiejętność współpracy z kolegami w trudnych sytuacjach. Zdanowicz daje nam również szerszy pogląd na środowisko, w jakim przyszło funkcjonować polskim żołnierzom w Iraku. Demonstruje, jak wygląda kooperacji z wojskami koalicjantów, na czym polega infiltracja grup terrorystycznych oraz jakie reperkusje grożą Irakijczykom pomagającym stacjonującym w ich kraju siłom zbrojnym.

Poprzednie dwie części przygód Leńczyka trafiły do mojego wujka, który jest byłym wojskowym. Po ich przeczytaniu zwrócił mi je mówiąc, że ubawił się setnie i dodał, że są to książki idealne dla kogoś, kto nigdy nie był w wojsku. Zgadzam się z tą opinią. Dzięki Władysławowi Zdanowiczowi osoby takie jak ja, czyli kompletni laicy nieodróżniający stopni wojskowych, mają niepowtarzalną szansę, by przyjrzeć się bliżej tej poniekąd egzotycznej dla nas grupie zawodowej. Abstrahując od tego, że wojskowa rzeczywistość znana z "Misjonarzy z Dywanowa" osnuta jest czasami oparami absurdu i nagięta jest do potrzeb fabuły powieści, niemniej jednak daje ogólne spojrzenie na sytuację, w jakiej znajdują się żołnierze wysyłani na misje stabilizacyjne. Autor posługując się ironią uwydatnia kluczowe problemy, z jakimi zmaga się polska armia. Deficyty sprzętowe, brak odpowiedniego przeszkolenia, czy nadmiernie rozbudowana kadra oficerska - to tylko czubek góry lodowej.

Po lekturze dwóch wcześniejszych tomów "Misjonarzy..." miałam określone oczekiwania wobec trzeciej części tego cyklu. Nie zawiodłam się! Władysław Zdanowicz ponownie zafundował mi kilka wieczorów wybornej rozrywki. Mam nadzieję, że nie poprzestanie w pisaniu i wkrótce światło dzienne ujrzy kolejna zadedykowana Leńczykowi powieść.



O poprzednich tomach przygód szeregowca Leńczyka przeczytać możecie tutaj: CZEŚĆ I i CZĘŚĆ II.

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 30
Tagi

facebook instagram pinterest

E-mail: uzaleznieniodczytania@wp.pl

stat4u

Teraz czytam

Głosy Pamano