niedziela, 27 września 2015

Mężczyzna ze Stumilowego Lasu

Wydawnictwo Czwarta Strona

Liczba stron: 328

 

Tym razem zacznę od końca, małym podsumowaniem. Zanim sięgniecie po tę książkę muszę was ostrzec. Wywołuje ona mętlik w głowie oraz pozostawia czytelnika w stanie zdezorientowania i zagubienia. Pomimo to fascynuje. I to od pierwszych stron. Jednak ten, kto jest nastawiony na łatwą i przyjemną opowieść nie powinien decydować się na jej przeczytanie. Potrzeba czasu, aby odnaleźć punkt zaczepienia w płynnie wyznaczonych ramach czasowych akcji oraz zrozumieć zawiłości tekstu i zawoalowane przesłanie autora zawarte w licznych wywodach filozoficznych. Choć i tak po przeczytaniu ostatniej strony zawsze może się okazać, że nasze odczucia płynące z lektury to tylko zwykłe domysły.

Christopher Robin Milne, syn Alana Alexandra Milne od wielu lat walczy z ocenianiem go przez pryzmat twórczości ojca. Mężczyzna chce raz na zawsze odciąć się od wizerunku bajkowego Krzysia i schować na dno niepamięci wszystkie pluszaki przypominające mu traumy z dzieciństwa. W przeciwieństwie do swojego ojca, Chris nigdy nie chciał być na świeczniku. Od blasku sławy woli on skromne życie u boku kochającej żony Abby, z którą wspólnie wychowuje chorego na autyzm syna Daniela. Chris ma własną księgarnię, na której półkach na próżno szukać książek o przygodach ubranego w czerwony kubraczek misia o bardzo małym rozumku. Porządek jego spokojnej codzienności zostaje zaburzony, kiedy Chris przez przypadek natrafia na plakat nawołujący do udziału w wiecu protestacyjnym w Paryżu. Ilustruje go postać Kubusia Puchatka otoczonego przez policję, a co najdziwniejsze, manifestacja ta ma odbyć się dopiero za kilka lat. Odkrycie to zbiega się w czasie z niezwykłymi i nieprzystającymi do rzeczywistości incydentami oraz z otrzymaniem przez Milne'a listu napisanego przez paryskiego studenta Gerrarda, zaczynającego się od słów "Drogi Krzysiu!". Christopher postanawia wyruszyć do stolicy Francji w nadziei, że podróż ta pomoże mu uporać się z dręczącymi go wspomnieniami. Tam przez przypadek wciągnięty zostaje w sam środek protestów studenckich z 1968 roku i wraz z Gerrardem oraz jego przyjaciółmi wyruszy na poszukiwanie Bieguna Północnego.

Gdybym miała nadać tytuł tej recenzji opierając się na moich wrażeniach po skończonej lekturze, za Sokratesem rzekłabym "Wiem, że nic nie wiem". Muszę przyznać, że "Mężczyzna ze Stumilowego Lasu" zaskoczył mnie już na wstępie. Spodziewałam się, że trzymam w ręku sfabularyzowaną biografię Christophera Robina Milne'a. Książka Douglasa Laina skłoniła mnie do zweryfikowania informacji w niej zawartych i do odbycia własnych poszukiwań. Otóż uprzedzam, nie bierzcie wszystkiego, co przeczytacie na temat Alana i Chrisa zbyt dosłownie, gdyż, jak udało mi się odkryć, garść faktów rozmija się z  życiorysem obydwóch panów Milne'ów. W rzeczywistości Christopher i jego żona Lesley mieli nie syna, lecz córkę. Clare urodziła się kilka miesięcy po śmierci A.A.Milne i cierpiała na mózgowe porażenie dziecięce. Nieprawdą również jest, że Chris był maltretowany przez swojego ojca. Christopher w licznych wywiadach przyznawał, że cztery książki o Kubusiu Puchatku zdominowały jego życie. Początkowo cieszyła go sława, jaka narosła wokół jego literackiego alter ego. Jednak wszystko zmieniło się w momencie, gdy wyjechał do szkoły z internatem. Był tam wyśmiewany i zastraszany przez kolegów, którzy widzieli w nim tylko znanego z kart powieści maminsynkowatego i śmiesznie ubranego chłopca z bujną fryzurą. Właśnie wtedy zaczął nienawidzić Krzysia i sfory jego pluszowych przyjaciół. Miał żal do Alana, że nie najlepiej spisywał się w roli ojca i zamiast poświęcać czas synowi wolał wymyślić sobie swoje wymarzone dziecko żyjące tylko w książce. Wywoływało to w Christopherze falę gorzkich odczuć, sprawiając, że nieustannie żył z myślą, iż nie dorównuje oczekiwaniom ojca.  Gdy Chris poznał swoją przyszłą żonę Lesley, postanowił ułożyć sobie życie na własnych warunkach. Młodzi szybko pobrali się i przeprowadzili do Devon, ponieważ Chris chciał raz na zawsze odciąć się od wspomnień związanych z sielankowym domem na wsi w Cotchford Farm, od wielu lat będącym terytorium zdominowanym przez Puchatka. Tam młody Milne otworzył "Księgarnię Portową". Spełniał się również jako pisarz. Rozliczenia ze swym baśniowym odpowiednikiem dokonał publikując trzy tomy autobiografii, które traktował jako substytut sesji u terapeuty. Jeśli chodzi zaś o Alana Alexandera Milne'a, to nigdy nie chciał on być uważany jedynie za poczytnego autora bestsellerowych książek dla dzieci. On również w pewnym momencie starał się odseparować od szumu związanego z nieustającą popularnością bohaterów ze Stumilowego Lasu i zerwać z łatką "twórcy Kubusia Puchatka". Wielokrotnie podkreślał, że chce być znany przede wszystkim jako autor esejów, prozaik i dramaturg. Podobno A.A. Milne tak naprawdę nie znosił dzieci. Jeśli plotka ta ma w sobie ziarno prawdy jest to tym smutniejsze, gdyż Milne należy do panteonu pisarzy literatury dziecięcej.

Książki Douglasa Laina nie powinno się traktować jako biografii także dlatego, że bliżej jej do powieści obyczajowej lub powiastki filozoficznej. Fikcja miesza się tu z rzeczywistością, postacie realne (takie jak Chris, czy Daniel Cohn-Bendit) z wymyślonymi, a czas traktowany jest bardzo plastycznie i bohaterowie naginają go zależnie od swoich potrzeb. Dużą rolę w książce odgrywa również symbolika. Pierwszym elementem mającym znaczenie metaforyczne jest Biegun Północny. Dzięki jego odnalezieniu Chris będzie mógł dokonać ostatecznego rozliczenia z przeszłością i umownego pojednania z ojcem. Drugim jest rewolucja paryska, która pełni w powieści funkcję dekompozycyjną. Rewolta majowa zaangażowała nie tylko studentów, ale w późniejszym okresie pozostałe warstwy społeczne i objęła swym zasięgiem cały kraj, dając początek wielu zmianom gospodarczym, politycznym i kulturalnym. Dezintegracja panującego we Francji ładu może być odbiciem przeobrażenia wewnętrznego zachodzącego w samym Christopherze. Mężczyzna, poprzez rozpad własnej tożsamości, zdefiniuje siebie na nowo i scali w jeden, umocniony i pewny siebie byt.

"Mężczyzna ze Stumilowego Lasu" do tej pory stanowi dla mnie zagadkę. Po przeczytaniu tej książki starałam się "na sucho" przeanalizować jej treść, aby wyciągnąć z niej jak najwięcej. Niestety mam poczucie, że udało mi się to tylko połowicznie. Sądzę, że powieść Douglasa Laina należy do grona tych, do których powraca się po jakimś czasie i odkrywa nowe, kompletnie inne znaczenie. Mnie zainspirowała do pogłębienia swojej wiedzy nie tylko na temat życiorysu A.A. Milne, ale także   historii Francji z przełomu lat 60. i 70. ubiegłego wieku oraz ruchów filozoficznych i kulturalnych. Polecam wszystkim tym, którzy lubią wielowymiarowe, oryginalne i frapujące lektury.



21:22, marcinkowska.katarzyna , Przeczytane
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 15 września 2015

Cudze jabłka

Wydawnictwo Literackie

Liczba stron: 296

 

Podobno pieniądze szczęścia nie dają, jednak nie od dziś wiadomo, że ułatwiają bardzo wiele. Stabilna sytuacja finansowa to cement spajający niejedno małżeństwo. A co jeśli funduszy zaczyna nagle brakować nawet na najpilniejsze wydatki? Dokładnie w takiej sytuacji znalazła się Ewa Dragon, bohaterka książki "Cudze jabłka" autorstwa Agnieszki Krakowiak-Kondrackiej. W jej przypadku zderzenie z brutalną rzeczywistością okazało się niezwykle bolesne, gdyż do tej pory Ewie nie brakowało zupełnie niczego. Ją i jej męża stać było na utrzymanie dużego domu z basenem, na egzotyczne podróże kilka razy w roku oraz na opłacenie nauki ich córki Poli w elitarnej prywatnej szkole. Gdy mąż Ewy, Marek w wyniku niezbyt trafnego doboru partnerów biznesowych traci swoją dotychczas bardzo dochodową firmę, rodzina zmuszona jest z dnia na dzień zmienić swój tryb życia. Odłożona na czarną godzinę gotówka zaczyna topić się w zastraszającym tempie i nie ma szans na szybkie jej uzupełnienie, ponieważ wszystkie konta firmowe zostały zajęte przez bank. Niepracująca zawodowo Ewa zmuszona będzie zamienić markowe szpilki od Christiana Louboutina na wygodne pantofle, a modne sukienki na uniform sprzątaczki i aby ratować podupadający budżet rodzinny zatrudnić się jako pomoc w hotelu.

Powieść Agnieszki Krakowiak-Kondrackiej przypomina baśń o Kopciuszku w uwspółcześnionej i nieco przewrotnej wersji. Tutaj, odwrotnie niż w znanej bajce, kobieta odnajduje swoje szczęście dopiero w momencie, gdy zaczyna tracić wszystko i staje się uboga. Bohaterka przeżywa swoiste katharsis, odcinając się zupełnie od starego trybu życia. Wraca do korzeni i ucieka do rodzinnego domku na wsi w poszukiwaniu pomysłu na siebie. Podejmuje się nisko płatnej pracy i dopiero wtedy, w oderwaniu od wielkomiejskiego szumu, na łonie natury, zaczyna dostrzegać to, co powinno mieć dla niej największą wartość. Autorka podkreśla, że pisane przez nią historie "to bajki, które opowiadają o dobrych ludziach, a o złych tylko wtedy, kiedy mają szansę się zmienić i odnaleźć w sobie ten dobry pierwiastek". Zdanie to daje czytelnikowi przedsmak tego, co znajdzie na kartach tej powieści. Nie zaskakuje również fakt, że finał tej książki wprost powinien być sielankowy i przyjemny. Jednakże na tym kończą się podobieństwa "Cudzych jabłek" do baśni, bowiem tematy, których dotyka powieść Agnieszki Krakowiak-Kondrackiej są jak najbardziej realne, znaczące i wciąż aktualne.

Mówi się, że cudze jabłka smakują najlepiej. Pewnie dlatego tak wielu z nas nieustannie dąży do tego, by prześcigać się z otoczeniem w osiąganiu kolejnych punktów na liście rzeczy do zdobycia. Nasz sąsiad ma nowy samochód? My musimy mieć lepszy! Nasza koleżanka z czasów liceum ma piękny dom z ogrodem? Kolejny powód do zazdrości, gdyż nam marzy się taki sam, albo i większy. I w ten oto sposób szybko zatracamy się w tym wyścigu szczurów i „kupujemy rzeczy, których nie potrzebujemy za pieniądze, których nie mamy, aby imponować ludziom, których nie lubimy”. Właśnie ten problem porusza książka Agnieszki Krakowiak-Kondrackiej. "Cudze jabłka" to mądra powieść obyczajowa, skłaniająca do refleksji nad wszechobecnym konsumpcjonizmem i odejściem społeczeństwa od podstawowych wartości. Lektura ta zmusza nas do pochylenia głowy i posegregowania naszych priorytetów na te naprawdę ważne i te zupełnie błahe. Bo czy gromadzenie dóbr materialnych jest w życiu najistotniejsze? Czy warto przedkładać wyznaczane sobie cele finansowe ponad zdrowie i szczęście rodzinne?

Lektura książki dostarczy nam jeszcze dwóch cennych lekcji. Pierwsza oparta jest na znanym i utartym powiedzeniu "prawdziwych przyjaciół poznajemy w biedzie". Do przypadku naszych bohaterów porzekadło to odnieść można wręcz dosłownie, ponieważ gdy zaczyna ubywać zer na koncie fałszywi znajomi Dragonów dziwnym trafem zaczynają się wykruszać. Drugą jest unaocznienie, jak ciężką pracą jest budowanie trwałego i opartego na obopólnym zaufaniu związku. Dzięki powieści "Cudze jabłka" mamy szansę zaobserwować ten niełatwy proces od kulis. Na przykładzie małżeństwa Ewy i Marka widzimy, jak wspaniale ewoluuje (pomimo licznych perturbacji, albo właśnie dzięki nim) relacja pomiędzy dwojgiem ludzi: od młodzieńczej fascynacji po dojrzały związek pełen wzajemnego wsparcia i miłości.

"Cudze jabłka" to książka dająca otuchę, z pozytywnym, lecz nie przesłodzonym zakończeniem oraz z bohaterami, z którymi łatwo nam się utożsamiać - bo nie oszukujmy się, w sytuacji podobnej do Ewy i Marka znaleźć mógłby się właściwie każdy z nas. Dodatkowo czyta się ją wręcz błyskawicznie i choć powiela utarty już schemat, na pewno nie nudzi czytelnika. Nie miałam okazji, by zapoznać się z debiutancką powieścią Agnieszki Krakowiak-Kondrackiej pt. "Jajko z niespodzianką", lecz lektura "Cudzych jabłek" sprawiła, iż kusi mnie, by nadrobić to jak najszybciej.



środa, 26 sierpnia 2015

Sweetland

Wydawnictwo Wiatr od Morza

Liczba stron: 400

 

Michael Crummey to urodzony w Nowej Fundlandii poeta i prozaik. Zadebiutował w 2001 roku powieścią zatytułowaną "River Thieves", która szybko stała się kanadyjskim bestsellerem i za którą otrzymał wiele nagród. W Polsce nakładem wydawnictwa Wiatr od Morza ukazały się trzy książki z dorobku tego pisarza: "Pobojowisko", "Dostatek" oraz "Sweetland".

Mówi się, że starych drzew się nie przesadza. O zasadności tego porzekadła poświadczyć może rybak i emerytowany latarnik, niemal siedemdziesięcioletni Moses Sweetland. Moses od dzieciństwa mieszka na niewielkiej wysepce mieszczącej się u wybrzeży Nowej Fundlandii i której nazwa zbieżna jest z rodowym nazwiskiem mężczyzny. Wyspa Sweetland wraz z rozwojem rybołówstwa przez lata przeżywała swój rozkwit. Jednakże razem z nadejściem nowych, niesprzyjających czasów, połowy stawały się coraz mniej liczne. Mieszkańcy wioski Chance Cove coraz dotkliwiej zaczęli odczuwać skutki kryzysu, a ich warunki życiowe znacząco się pogorszyły. Niestety w odpowiedzi na piętrzące się problemy wielu z nich ucieczki szukało w nałogach. Nowofundlandzki rząd postanowił więc wyjść naprzeciw ubożejącym osadnikom oferując im możliwość przesiedlenia na bardziej gościnne tereny oraz wsparcie finansowe w postaci hojnej rekompensaty. Warunek uzyskania pomocy jest jednak jeden: ich decyzja musi być jednomyślna. Początkowo nie wszyscy mieszkańcy wyspy są tym pomysłem zachwyceni, mimo to wkrótce oporni stopniowo zaczynają się wykruszać skuszeni wizją lepszej i bogatszej przyszłości. Najbardziej zatwardziały w swym uporze okazuje się Moses Sweetland, kategorycznie odmawiający wyprowadzki z ziemi od pokoleń zajmowanej przez jego rodzinę. Na zmianę jego postanowienia wpływu nie mają nie tylko namowy rodziny i sąsiadów, ale nawet listy z pogróżkami, czy budzące przestrach incydenty. Ostatecznie mężczyzna nie chcąc porzucać własnych przekonań decyduje się na desperacki krok...

W "Sweetland" częstokroć przeszłość przeplata się z teraźniejszością. Moment "przejścia" nie jest wyraźnie zaakcentowany i jest to granica tak płynna, że czytelnik nie jest pewien, czy ma do czynienia z jawą, czy ułudą. Właśnie z tych wielokrotnie chaotycznych retrospekcji powoli, niczym kawałki układanki, sklejamy w całość życiorys Mosesa. Z jego wspomnień dowiadujemy się o tragicznych wydarzeniach z jego młodzieńczych lat, o powodach oszpecenia jego twarzy oraz o przyczynach jego długiego kawalerstwa. Dzięki temu odbiorcy łatwiej zrozumieć pobudki, jakie kierują Sweetlandem oraz odnaleźć podłoże jego trudnego charakteru. Michael Crummey opisuje Nową Fundlandię jako krainę nieprzystępną i niełatwą do oswojenia. Iluzorycznie główny bohater też doskonale utożsamia się z tą deskrypcją. Moses wydaje się być człowiekiem na pozór szorstkim, jednak tak naprawdę jest on mężczyzną pełnym empatii. Zdobywa względy czytelnika swą prostolinijnością i ciętym słownictwem oraz ujmuje wytrwałością i uporem.

Język, jaki stosuje Crummey jest prosty i niejednokrotnie wulgarny, lecz w zupełności oddający surowy i lekko melancholijny nastrój powieści. Autor, niczym wprawny artysta, tworzy bardzo plastyczne i wyraziste obrazy. Oczyma wyobraźni widzimy poszarpane, nieprzyjazne wybrzeże, porzucone łodzie i samotną latarnię, która nie ma już komu oświetlać drogi do portu. Czytając "Sweetland" niemal słyszy się huk fal rozbijanych o strome urwiska i smak soli na ustach. To książka poświęcona miłości do morza i ludziom oddanym morzu.

Dawno nie miałam do czynienia z lekturą tak wielowymiarową. Pozornie mogłoby się wydawać, że opowiada ona historię człowieka skłóconego z niewielką społecznością, który wybrał dobrowolną alienację zamiast narzuconej odgórnie roli. Nic bardziej mylnego! "Sweetland" to także powieść o walce z prawami natury, która od wieków jest niepodzielnie panującą nad człowiekiem panią i gdy tylko zechce ujawnia ogrom swej władzy nad nim. To również opowieść o pokonywaniu własnych demonów i zachowaniu hartu ducha nawet w obliczu nieuchronnej porażki, o wręcz mesjanistycznym poczuciu celu, o heroizmie i poświęceniu oraz dramatach, które wpływają na naszą osobowość. Autor częstokrotnie w metaforyczny sposób pokazuje, jak silne jest przywiązanie Mosesa do niewielkiej połaci ziemi, którą przyszło mu się opiekować. Jest to bardziej więź duchowa niż fizyczna. To na tym kawałku ojcowizny według Mosesa błąkają się dusze jego bliskich, opieszale snują się widma minionych lat, to na niej się wychował i właśnie tam chciał umrzeć. "Sweetland" Michaela Crummeya ukazuje też w bolesny sposób, że człowiek nie jest stworzony do życia w izolacji, nawet jeśli sam decyduje się na taką formę osamotnienia. Zdecydowanie warto sięgnąć po tę książkę, gdyż błyszczy na tle innych niczym drogocenny klejnot zakopany w piasku. Wystarczy tylko wyłuskać ją z grona przewidywalnych i monotematycznych powieści, a następnie zatopić się w tym wyjątkowym nowofundlandzkim klimacie.

piątek, 21 sierpnia 2015

Księżyc nad Bretanią

Wydawnictwo Otwarte

Liczba stron: 320

 

Nina George to niemiecka pisarka i dziennikarka, znana polskiemu czytelnikowi jako autorka bestsellerowego "Lawendowego pokoju". Wiosną br. na rynku wydawniczym pojawiła się jej kolejna powieść zatytułowana "Księżyc nad Bretanią".

Sześćdziesięcioletnia Marianne czuje się zmęczona swoim życiem. Od kilku dekad tkwi w nieudanym małżeństwie z pozbawionym empatii mężczyzną, przy którym czuje się stłamszona, niekochana i niedoceniana. Wszystko to popycha ją do desperackiego czynu: kobieta rzuca się z mostu Pont Neuf w Paryżu do Sekwany. Los daje jej jednak drugą szansę. Zostaje uratowana przez przypadkowego przechodnia. Trafia do szpitala psychiatrycznego, gdzie powoli dochodzi do siebie, a jej jedyną pociechą w ciężkich dniach jest potajemnie wykradziony z pokoju pielęgniarek rustykalny kafelek, przedstawiający skąpany w księżycowej poświacie port Kerdruc w Bretanii z zacumowaną u wybrzeża łodzią o nazwie Mariann. Kobieta uznaje, że to prawdziwy znak i postanawia odnaleźć magiczne miejsce z malowidła.

Bretania to obszar w północno-zachodniej Francji, wyróżniający się wśród pozostałych regionów francuskich dużą odrębnością kulturową. Właśnie w tej niezwykłej krainie geograficznej Nina George postanowiła umieścić akcję swej najnowszej powieści. "Księżyc nad Bretanią" urzeka pięknymi opisami malowniczych zakątków - piaszczystych plaż, skalistych klifów, czy stromych urwisk tak charakterystycznych dla bretońskiego krajobrazu. Z książki dowiadujemy się wiele na temat specyficznej kultury Bretończyków, ich silnego poczucia przynależności terytorialnej oraz niesamowicie bogatej tradycji i języka, uznawanego przez państwo francuskie za język regionalny.

Nina George czerpie z celtyckich podań, wplatając w swą opowieść niesamowite historie o umiłowaniu natury, kamiennych kręgach występujących nagminnie na terenie Bretanii, czy o wiedźmach pomagających ludziom przechodzić przez trudy dnia codziennego. "Księżyc nad Bretanią" to także książka pełna smaków i zapachów, opiewająca dobrodziejstwa kuchni bretońskiej.

Powieść Niny George skłania do rozmyślań nad istotą ludzkiego istnienia. Wszystkie materialne bogactwa są bezwartościowe, jeśli w naszym życiu brakuje miłości. To, co naprawdę się liczy to kochająca rodzina oraz grono oddanych przyjaciół. Książka mówi o tym, by doceniać drobne przyjemności i czerpać zadowolenie z każdej umykającej chwili. Warto pamiętać również, że nigdy nie jest za późno na to, by zacząć budować swoje szczęście od nowa. Przykładem może być przemiana, jaką przechodzi główna bohaterka powoli opuszczająca swoją skorupę, w której tkwiła przez czterdzieści lat związku z Lotharem. Zawsze jest czas, by znaleźć utraconą życiową radość. Nawet wtedy, gdy myślimy, że wszystko co najlepsze już dawno za nami.

wtorek, 18 sierpnia 2015

Pierwszych pietnaście żywotów

Wydawnictwo Świat Książki

Liczba stron: 464

 

Pod pseudonimem Claire North kryje się młoda brytyjska pisarka Catherine Webb. Catherine swą pierwszą powieść napisała w wieku 14 lat. Jest ona autorką kilku bardzo dobrze przyjętych książek z gatunku fantastyki oraz powieści przygodowych dla młodzieży.

Legenda o Złotym Kwiecie, ambrozja, alchemiczne procesy, kamień filozoficzny, wehikuł czasu... Tak, zagadnienie dążenia do nieśmiertelności i podróże w czasie od zawsze rozpalały ludzką wyobraźnię. Claire North w książce "Pierwszych piętnaście żywotów Harry'ego Augusta" postanowiła w pewien sposób zmodyfikować nasze wyobrażenie na ich temat. Jej bohater przychodzi na świat w tej samej obskurnej toalecie w pociągu, przeżywa około siedemdziesięciu lat, po czym umiera złożony przez tę samą chorobę. Następnie rodzi się na nowo, pamiętając o wszystkich wydarzeniach z poprzedniego życia, a cały cykl, niczym u Feniksa, zaczyna powtarzać się w nieskończoność. Dla Harry'ego nie jest to jednak dar - to przekleństwo. Po raz kolejny musi znosić trudy dorastania i koszmar bolesnej śmierci. Stopniowo odkrywa on, że istnieje więcej podobnych mu ludzi nazywanych przez siebie ouroboranami. Tworzą oni tajne Bractwo Kronosa, którego głównym zadaniem jest ochrona przyszłości przed nadmiernym ingerowaniem w nią. Gdy na trop Harry'ego wpadają osoby, które mogą wykorzystać umiejętności mężczyzny do niewłaściwych celów, zmuszony on będzie do nieustannej ucieczki i ukrywania się. Nadejdzie jednakże moment, w którym August będzie musiał stawić czoła złoczyńcom. Jeśli tego nie zrobi cywilizacja, którą znamy w obecnej formie przestanie istnieć.

Harry mając świadomość swojej długowieczności przeżywa kolejne wcielenia w odmienny sposób. Czasami kieruje się pobudkami altruistycznymi starając się zbawiać świat, a czasem przemawia przez niego czysty hedonizm i chce czerpać z trwającego żywota całymi garściami. Stara się również ustawicznie zgłębiać rozmaite dziedziny nauki, by odradzać się jako osoba bogatsza w nową wiedzę. Niejednokrotnie, co jest rzeczą ludzką, podejmuje złe wybory. W większości próbuje jednak kroczyć ścieżką moralnych i etycznych nakazów.

Narracja książki przypomina kalejdoskop dający z pozoru chaotyczny, lecz w rzeczywistości misternie wykonany i złożony obraz. Harry kluczy pomiędzy poszczególnymi żywotami, przeskakuje w swym opowiadaniu o całe stulecia i powraca do różnych punktów ze swojej biografii. Zabieg taki jest konieczny, by zobrazować czytelnikowi ogrom wspomnień, które August nagromadził przez wieki. Książka ta stanowi doskonałe studium psychologiczne głównego bohatera. North poświęciła wiele uwagi analizie kondycji psychicznej  bohatera rozdartego wewnętrznie i cierpiącego z powodu bezmiaru krzywd, które oglądał przez setki lat. Autorka wielokrotnie prowadzi flirt z różnorodnymi gatunkami literackimi, między innymi z powieścią sensacyjną, filozoficzną, czy popularnonaukową. "Pierwszych piętnaście żywotów Harry'ego Augusta" obfituje w spektakularne pościgi, efektowne strzelaniny, czy brutalne morderstwa. Niemało miejsca Claire North przeznaczyła także na prowadzenie rozważań teologicznych, czy eksplorację skomplikowanych procesów fizycznych.

Powieść Claire North z pewnością nie należy do grona książek, przez które przemyka się szybko i równie prędko o nich zapomina. Przy każdym rozdziale należy się zatrzymać i zarezerwować chwilę na rozłożenie treści na czynniki pierwsze oraz wyciągnięcie własnych wniosków. "Pierwszych piętnaście żywotów Harry'ego Augusta" zmusza do refleksji nad złożonością czasu, konsekwencjami własnych czynów i nieuchronnością przemijania. To wielowymiarowa powieść, skupiająca się na ważnych aspektach ludzkiej egzystencji oraz nierozgraniczająca ściśle dobra i zła. Autorka odważnie i nowatorsko podchodzi do tematyki podróży w czasie, zabierając nas w niesamowitą wyprawę poprzez arkany historii XX wieku. W oprawę tę wplata natomiast opowieść o niezwykłym człowieku, który chcąc odmienić losy świata najpierw pokonać musi własne słabości.

15:47, marcinkowska.katarzyna , Przeczytane
Link Dodaj komentarz »
Tagi

facebook instagram pinterest

E-mail: uzaleznieniodczytania@wp.pl

stat4u

Teraz czytam

Głosy Pamano