niedziela, 01 listopada 2015

Sekretne życie pisarzy

Wydawnictwo Muza

Liczba stron: 336

 

Nie od dziś wiadomo, że najlepiej sprzedającym się towarem jest seks. Myśl ta bezsprzecznie przyświecała dwóm amerykańskim dziennikarkom, Shannon McKennie Schmidt i Joni Rendon, gdy podjęły one współpracę polegającą na zaglądaniu do alkowy wielkich literatów. "Sekretne życie pisarzy" skupia się na związkach małżeńskich, romansach i krótkich przygodach erotycznych najsłynniejszych skandalistów wśród mistrzów pióra. Znani pisarze częstokroć czerpali inspirację z własnych podbojów miłosnych, by potem przelać swe doświadczenia na papier. Owocem ich żądz był szereg kochanek, tudzież kochanków przewijających się na kartach ich utworów, łudząco zbliżony aparycją lub zachowaniem do rzeczywistych pierwowzorów. Właśnie o takich tajemnicach literackiego łoża opowiadają autorki. Niestety dla czytelnika, tylko o nich.

Oj, mizerna to książka, mizerna. Pierwsze słowo jakie cisnęło mi się na usta po jej przeczytaniu to "bylejakość". Autorki zdecydowanie nie przyłożyły się do swej pracy, albowiem publikacja jest nierzetelna i napisana "na kolanie". Zawarte w niej historie epatują raz infantylnym humorem, innym razem zaś niepotrzebnym tragizmem (tak jak w opisie kolei związku Artura Millera i Marilyn Monroe, czy też małżeństwa Tołstojów). W większości są to informacje powszechnie dostępne i dobrze znane osobom choć trochę interesującym się literaturą. Co zaś dzieje się z tymi tytułowymi sekretami? Otóż jest ich tu jak na lekarstwo Choćby długo się wysilać, w książce tej raczej próżno szukać czegoś odkrywczego. A szkoda, wystarczyłoby bowiem, gdyby autorki przedstawiły ten sekretny wymiar życia pisarzy zupełnie od innej strony. Może zamiast tak kurczowo trzymać się tego, co kto lubi robić pod pościelą, zwróciłyby większą uwagę na PRAWDZIWE sekrety wielkich artystów? Mam tu na myśli chociażby radzenie sobie z twórczą niemocą, problemy emocjonalne, żmudną walkę z wyniszczającymi nałogami, czy wpływ na ich sukces pozostających w cieniu postaci z najbliższego otoczenia.

Liczyłam na to, że dowiem się o życiu lubianych przeze mnie twórców nieco więcej i warstwa biograficzna stanie się prawdziwym crème de la crème publikacji, owe romanse oraz skandale będą natomiast tylko dodatkiem do całości, ubarwiającym i nadającym jej pikanterii. Niestety autorki dość często niebezpiecznie skręcały w stronę bulwarowych plotek, a o jakimkolwiek głębszym podłożu nie było mowy. Na domiar złego bohaterowie przedstawieni są w karykaturalny, upośledzony wręcz sposób, bez żadnych oznak obiektywizmu. Jest to spojrzenie nie tylko krzywdzące, ale również wypaczone, gdyż spłycono ich do roli don Juanów lub femme fatale dogadzających tylko swym chuciom i odartych z  wyższych emocji. Ogromną wadą książki jest także opisanie wszystkich historii w telegraficznym skrócie. Niektórym bardziej rozbudowanym opowieściom (szczególnie o bitnikach, gdzie bohaterów jest tak wielu, iż szybko można się pogubić) przydałoby się poświęcić nieco więcej uwagi. Choć może i taki był zamysł autorek, by jedynie wypunktować, kto z kim romansował i w jaki sposób to robił.

Szkoda, że autorki odwiedzając liczne miejsca związane z bohaterami książki i mając dostęp do takiego ogromu informacji skupiły się tylko na aspekcie ich łóżkowych wyczynów i dziwacznych preferencji. Sama nie wiem, co podkusiło mnie, by sięgnąć po tę książkę. Gdybym chciała wejść na "Pudelka", czy inny serwis plotkarski, po prostu odpaliłabym Internet. Potencjał książki został zupełnie zaprzepaszczony i pogrzebany gdzieś pod zwałami wyrwanych z kontekstu opowiastek rodem z brukowców.

20:15, marcinkowska.katarzyna , Przeczytane
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 15 października 2015

Księga matematycznych tajemnic

Wydawnictwo Literackie

Liczba stron: 372

 

Ian Stewart to jeden z najbardziej znanych brytyjskich matematyków. Jest on autorem kilkunastu książek popularnonaukowych, takich jak chociażby "Gabinetu matematycznych zagadek", "Czy Bóg gra w kości", "Matematyki życia" oraz napisanej wspólnie z Terry'm Pratchettem "Nauki Świata Dysku". We wrześniu br. na polskim rynku wydawniczym ukazała się najnowsza pozycja z dorobku tego autora zatytułowana "Księga matematycznych tajemnic".

"Matematyka jest królową wszystkich nauk", pisał Jan Śniadecki. Trudno się z tym nie zgodzić, ponieważ matematyka niepodzielnie rządzi naszym życiem. Nasz dzień składa się z wielu liczb. Doba ma 24 godziny, co daje 1440 minut, czyli 86400 sekund. W drodze do pracy, czy szkoły pokonujemy określoną liczbę kilometrów. Wszystko, co nas otacza możemy zmierzyć, zważyć lub policzyć. Tak, matematyka to prawdziwa władczyni. Jednak nie jest ona wcale tak zimna i nieprzystępna, jak mogłoby się niektórym wydawać. Obcowanie z nią może być niezwykle zajmujące i sprawiać ogromną frajdę. Jeśli sięgniecie po książkę Iana Stewarta pt."Księga matematycznych tajemnic" przekonacie się o tym sami.

Na przewodników po meandrach matematycznych labiryntów Stewart obrał dociekliwego detektywa Hemlocka Soamesa, sąsiada i konkurenta słynnego Sherlocka Holmesa, oraz jego nieodłącznego kompana Johna Watsupa. Wszystkie zagadki autor zgrabnie wplata w dowcipną opowieść o zmaganiach tego nietuzinkowego duetu, wpasowującą się w elegancki styl XIX-wiecznej powieści detektywistycznej. Warto pogimnastykować trochę umysł i spróbować swoich sił w rozwiązywaniu poszczególnych zagwozdek. Dla mnie najbardziej zajmujące okazały się łamigłówki oznaczone symbolem lupy, w szczególności "Incydent z zielonymi skarpetkami", "Kocia klapka grozy" i "Zagadka zaginionych papierów". Z książki dowiemy się między innymi, czym jest przedziwnie brzmiąca heksakosjoiheksekontaheksafobia oraz dlaczego bąbelki w piwie guinness opadają. Całość wzbogacona jest także o garść powiedzonek, anegdot oraz ciekawostek  z życia sławnych matematyków.

"Księga matematycznych tajemnic" to doskonała rozrywka dla osób lubiących intrygujące zadania matematyczne. Przy rozwiązywaniu zagadek Iana Stewarta trzeba trochę pogłówkować. Mają one różny stopień trudności, jedne są dość skomplikowane i przy ich rozwikływaniu przydaje się bardziej zaawansowana wiedza matematyczna, inne natomiast wymagają zdolności logicznego myślenia i sprawnej dedukcji. Jeśli interesujecie się matematyką i macie ochotę spojrzeć na tę dziedzinę nauki z nieco innej, bardziej zabawowej perspektywy, jest to zbiór wprost dla Was stworzony.

10:11, marcinkowska.katarzyna , Przeczytane
Link Komentarze (2) »
sobota, 03 października 2015

Opactwo świętego grzechu

Wydawnictwo Literackie

Liczba stron: 344

 

"Opactwo świętego grzechu" to druga powieść w dorobku amerykańskiej pisarki Sue Monk Kidd oraz druga z kolei, która została zekranizowana. Główną bohaterkę w filmowej adaptacji zrealizowanej pod oryginalnym tytułem "Tron syreny" zagrała sama Kim Besinger.

Czterdziestokilkuletnia Jessie Sullivan wiedzie spokojne i poukładane życie u boku męża Hugh. Jej małżeństwo jest do bólu przewidywalne i dawno wkradła się do niego rutyna. Kobieta zagubiła gdzieś swoje szczęście, ale dalej tkwi w bańce mydlanej, bo tak jest jej wygodnie. Gdy jej samotnej matce zdarza się przykry wypadek, Jessie rusza na leżącą u wybrzeży Karoliny Południowej wyspę Ergret, by zaopiekować się przez jakiś czas rodzicielką. Tam odkrywa smak uczucia, które jest jak zakazany owoc.

To już moje trzecie spotkanie z twórczością tej autorki. Każda napisana przez nią książka jest wyjątkowa i każda pochłania czytelnika bez reszty. W każdej też autorka na piedestale stawia postać kobiety. Jej bohaterki są świetnie wykreowane, wyraziste i prawdziwe. U Monk Kidd podoba mi się to, że nie narzuca im z góry przypisanych ról i zachowań, tak często powielających się w powieściach obyczajowych. U niej matki nie zawsze są wzorem dla swoich dzieci, żony rzadko są  perfekcyjnymi paniami domu, a córki bywają krnąbrne. Jej postaciom daleko do ideału. Są to osoby z krwi i kości, dlatego też błądzą, podejmują złe decyzje, gubią się w meandrach życia i dokonują trudnych, częstokroć kontrowersyjnych wyborów.

Podobnie jak w "Sekretnym życiu pszczół" autorka w "Opactwie świętego grzechu" lubi przeplatać realizm z mistycyzmem. Czerpie garściami ze starych legend oraz podań i niczym wprawna tkaczka zgrabnie wplata je w opowieść.  To nie jedyne podobieństwo istniejące pomiędzy tymi dwiema powieściami. W obydwu znalazły się przedmioty mające wymiar magiczny dla bohaterów i oddziałujące na nich z ogromną siłą. W przypadku "Sekretnego życia pszczół" był to posąg Czarnej Madonny, a w "Opactwie..." syreni tron. Również tutaj autorka ukazuje intrygujący portret żeńskiej przyjaźni, która wiąże życie kilku różnych kobiet w nierozerwalny splot.

Nieprzypadkowo autorka tak wiele miejsca poświęca syreniemu tronowi i Senarze. Postać Jessie po części utożsamiać można z tą mityczną syreną, która odrzuciła ogon, by stać się świętą. Dusza kobiety przypomina kanarka uwięzionego w zbyt małej klatce, który tylko czeka, aby ją otworzyć. Wtedy wyfrunie z niej na zawsze i nigdy nie wróci do swego metalowego więzienia. Jessie miała bowiem wielkie marzenia o podróżowaniu po całym świecie i byciu docenianą malarką surrealistyczną. W pewnym momencie musiała zmienić swoje plany, zamieniając je na ciepłe domowe kapcie i poświęcić się w pełni budowaniu rodziny. Niestety gdzieś po drodze wznoszenia komfortowego gniazdka rodzinnego utraciła samą siebie. Pytanie, które nurtuje od początku brzmi, czy uda jej się, podobnie jak Senarze, odzyskać swoją niezależność?

"Opactwo świętego grzechu" to powieść poruszająca trudny temat śmierci jednego z rodziców i pustki, jaka w związku z tym powstaje. Jest to luka niemożliwa do wypełnienia przez drugiego rodzica, który nagle postawiony zostaje przed niełatwym zadaniem - musi spełniać się zarówno w roli ojca, jak i matki. Poza tym należy pamiętać, że strata dotyczy obojga stron i cierpi nie tylko dziecko, ale także osoba, która właśnie utraciła swojego partnera. Powieść Sue Monk Kidd daje nam ponadto możliwość przyjrzenia się dwóm małżeństwom: jednemu nieszczęśliwie rozdzielonemu przez los oraz drugiemu, do którego po cichu wkrada się zdrada. Analizując wzloty i upadki obydwu związków autorka pozostawia przy tym czytelnikowi dużą przestrzeń do swobodnej interpretacji i własnej oceny pobudek kierujących czworgiem małżonków. Nie daje na tacy gotowych rozwiązań i nie potępia ani nie chwali określonego postępowania. Ta książka to także próba stawienia czoła swoim słabościom, odzyskania wiary we własne możliwości oraz przewartościowania swych celów i skonfrontowania ich z oczekiwaniami innych.

Sue Monk Kidd ma niesamowity dar do snucia historii, które wciągają odbiorcę niczym ruchome piaski. Są to zawsze opowieści z niezwykłym przesłaniem i wprawiające czytelnika w stan zadumy. Dodatkowo piękny język i barwne opisy sprawiają, że od jej książek wprost ciężko się oderwać. Ja po raz kolejny zostałam oczarowana.



niedziela, 27 września 2015

Mężczyzna ze Stumilowego Lasu

Wydawnictwo Czwarta Strona

Liczba stron: 328

 

Tym razem zacznę od końca, małym podsumowaniem. Zanim sięgniecie po tę książkę muszę was ostrzec. Wywołuje ona mętlik w głowie oraz pozostawia czytelnika w stanie zdezorientowania i zagubienia. Pomimo to fascynuje. I to od pierwszych stron. Jednak ten, kto jest nastawiony na łatwą i przyjemną opowieść nie powinien decydować się na jej przeczytanie. Potrzeba czasu, aby odnaleźć punkt zaczepienia w płynnie wyznaczonych ramach czasowych akcji oraz zrozumieć zawiłości tekstu i zawoalowane przesłanie autora zawarte w licznych wywodach filozoficznych. Choć i tak po przeczytaniu ostatniej strony zawsze może się okazać, że nasze odczucia płynące z lektury to tylko zwykłe domysły.

Christopher Robin Milne, syn Alana Alexandra Milne od wielu lat walczy z ocenianiem go przez pryzmat twórczości ojca. Mężczyzna chce raz na zawsze odciąć się od wizerunku bajkowego Krzysia i schować na dno niepamięci wszystkie pluszaki przypominające mu traumy z dzieciństwa. W przeciwieństwie do swojego ojca, Chris nigdy nie chciał być na świeczniku. Od blasku sławy woli on skromne życie u boku kochającej żony Abby, z którą wspólnie wychowuje chorego na autyzm syna Daniela. Chris ma własną księgarnię, na której półkach na próżno szukać książek o przygodach ubranego w czerwony kubraczek misia o bardzo małym rozumku. Porządek jego spokojnej codzienności zostaje zaburzony, kiedy Chris przez przypadek natrafia na plakat nawołujący do udziału w wiecu protestacyjnym w Paryżu. Ilustruje go postać Kubusia Puchatka otoczonego przez policję, a co najdziwniejsze, manifestacja ta ma odbyć się dopiero za kilka lat. Odkrycie to zbiega się w czasie z niezwykłymi i nieprzystającymi do rzeczywistości incydentami oraz z otrzymaniem przez Milne'a listu napisanego przez paryskiego studenta Gerrarda, zaczynającego się od słów "Drogi Krzysiu!". Christopher postanawia wyruszyć do stolicy Francji w nadziei, że podróż ta pomoże mu uporać się z dręczącymi go wspomnieniami. Tam przez przypadek wciągnięty zostaje w sam środek protestów studenckich z 1968 roku i wraz z Gerrardem oraz jego przyjaciółmi wyruszy na poszukiwanie Bieguna Północnego.

Gdybym miała nadać tytuł tej recenzji opierając się na moich wrażeniach po skończonej lekturze, za Sokratesem rzekłabym "Wiem, że nic nie wiem". Muszę przyznać, że "Mężczyzna ze Stumilowego Lasu" zaskoczył mnie już na wstępie. Spodziewałam się, że trzymam w ręku sfabularyzowaną biografię Christophera Robina Milne'a. Książka Douglasa Laina skłoniła mnie do zweryfikowania informacji w niej zawartych i do odbycia własnych poszukiwań. Otóż uprzedzam, nie bierzcie wszystkiego, co przeczytacie na temat Alana i Chrisa zbyt dosłownie, gdyż, jak udało mi się odkryć, garść faktów rozmija się z  życiorysem obydwóch panów Milne'ów. W rzeczywistości Christopher i jego żona Lesley mieli nie syna, lecz córkę. Clare urodziła się kilka miesięcy po śmierci A.A.Milne i cierpiała na mózgowe porażenie dziecięce. Nieprawdą również jest, że Chris był maltretowany przez swojego ojca. Christopher w licznych wywiadach przyznawał, że cztery książki o Kubusiu Puchatku zdominowały jego życie. Początkowo cieszyła go sława, jaka narosła wokół jego literackiego alter ego. Jednak wszystko zmieniło się w momencie, gdy wyjechał do szkoły z internatem. Był tam wyśmiewany i zastraszany przez kolegów, którzy widzieli w nim tylko znanego z kart powieści maminsynkowatego i śmiesznie ubranego chłopca z bujną fryzurą. Właśnie wtedy zaczął nienawidzić Krzysia i sfory jego pluszowych przyjaciół. Miał żal do Alana, że nie najlepiej spisywał się w roli ojca i zamiast poświęcać czas synowi wolał wymyślić sobie swoje wymarzone dziecko żyjące tylko w książce. Wywoływało to w Christopherze falę gorzkich odczuć, sprawiając, że nieustannie żył z myślą, iż nie dorównuje oczekiwaniom ojca.  Gdy Chris poznał swoją przyszłą żonę Lesley, postanowił ułożyć sobie życie na własnych warunkach. Młodzi szybko pobrali się i przeprowadzili do Devon, ponieważ Chris chciał raz na zawsze odciąć się od wspomnień związanych z sielankowym domem na wsi w Cotchford Farm, od wielu lat będącym terytorium zdominowanym przez Puchatka. Tam młody Milne otworzył "Księgarnię Portową". Spełniał się również jako pisarz. Rozliczenia ze swym baśniowym odpowiednikiem dokonał publikując trzy tomy autobiografii, które traktował jako substytut sesji u terapeuty. Jeśli chodzi zaś o Alana Alexandera Milne'a, to nigdy nie chciał on być uważany jedynie za poczytnego autora bestsellerowych książek dla dzieci. On również w pewnym momencie starał się odseparować od szumu związanego z nieustającą popularnością bohaterów ze Stumilowego Lasu i zerwać z łatką "twórcy Kubusia Puchatka". Wielokrotnie podkreślał, że chce być znany przede wszystkim jako autor esejów, prozaik i dramaturg. Podobno A.A. Milne tak naprawdę nie znosił dzieci. Jeśli plotka ta ma w sobie ziarno prawdy jest to tym smutniejsze, gdyż Milne należy do panteonu pisarzy literatury dziecięcej.

Książki Douglasa Laina nie powinno się traktować jako biografii także dlatego, że bliżej jej do powieści obyczajowej lub powiastki filozoficznej. Fikcja miesza się tu z rzeczywistością, postacie realne (takie jak Chris, czy Daniel Cohn-Bendit) z wymyślonymi, a czas traktowany jest bardzo plastycznie i bohaterowie naginają go zależnie od swoich potrzeb. Dużą rolę w książce odgrywa również symbolika. Pierwszym elementem mającym znaczenie metaforyczne jest Biegun Północny. Dzięki jego odnalezieniu Chris będzie mógł dokonać ostatecznego rozliczenia z przeszłością i umownego pojednania z ojcem. Drugim jest rewolucja paryska, która pełni w powieści funkcję dekompozycyjną. Rewolta majowa zaangażowała nie tylko studentów, ale w późniejszym okresie pozostałe warstwy społeczne i objęła swym zasięgiem cały kraj, dając początek wielu zmianom gospodarczym, politycznym i kulturalnym. Dezintegracja panującego we Francji ładu może być odbiciem przeobrażenia wewnętrznego zachodzącego w samym Christopherze. Mężczyzna, poprzez rozpad własnej tożsamości, zdefiniuje siebie na nowo i scali w jeden, umocniony i pewny siebie byt.

"Mężczyzna ze Stumilowego Lasu" do tej pory stanowi dla mnie zagadkę. Po przeczytaniu tej książki starałam się "na sucho" przeanalizować jej treść, aby wyciągnąć z niej jak najwięcej. Niestety mam poczucie, że udało mi się to tylko połowicznie. Sądzę, że powieść Douglasa Laina należy do grona tych, do których powraca się po jakimś czasie i odkrywa nowe, kompletnie inne znaczenie. Mnie zainspirowała do pogłębienia swojej wiedzy nie tylko na temat życiorysu A.A. Milne, ale także   historii Francji z przełomu lat 60. i 70. ubiegłego wieku oraz ruchów filozoficznych i kulturalnych. Polecam wszystkim tym, którzy lubią wielowymiarowe, oryginalne i frapujące lektury.



21:22, marcinkowska.katarzyna , Przeczytane
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 15 września 2015

Cudze jabłka

Wydawnictwo Literackie

Liczba stron: 296

 

Podobno pieniądze szczęścia nie dają, jednak nie od dziś wiadomo, że ułatwiają bardzo wiele. Stabilna sytuacja finansowa to cement spajający niejedno małżeństwo. A co jeśli funduszy zaczyna nagle brakować nawet na najpilniejsze wydatki? Dokładnie w takiej sytuacji znalazła się Ewa Dragon, bohaterka książki "Cudze jabłka" autorstwa Agnieszki Krakowiak-Kondrackiej. W jej przypadku zderzenie z brutalną rzeczywistością okazało się niezwykle bolesne, gdyż do tej pory Ewie nie brakowało zupełnie niczego. Ją i jej męża stać było na utrzymanie dużego domu z basenem, na egzotyczne podróże kilka razy w roku oraz na opłacenie nauki ich córki Poli w elitarnej prywatnej szkole. Gdy mąż Ewy, Marek w wyniku niezbyt trafnego doboru partnerów biznesowych traci swoją dotychczas bardzo dochodową firmę, rodzina zmuszona jest z dnia na dzień zmienić swój tryb życia. Odłożona na czarną godzinę gotówka zaczyna topić się w zastraszającym tempie i nie ma szans na szybkie jej uzupełnienie, ponieważ wszystkie konta firmowe zostały zajęte przez bank. Niepracująca zawodowo Ewa zmuszona będzie zamienić markowe szpilki od Christiana Louboutina na wygodne pantofle, a modne sukienki na uniform sprzątaczki i aby ratować podupadający budżet rodzinny zatrudnić się jako pomoc w hotelu.

Powieść Agnieszki Krakowiak-Kondrackiej przypomina baśń o Kopciuszku w uwspółcześnionej i nieco przewrotnej wersji. Tutaj, odwrotnie niż w znanej bajce, kobieta odnajduje swoje szczęście dopiero w momencie, gdy zaczyna tracić wszystko i staje się uboga. Bohaterka przeżywa swoiste katharsis, odcinając się zupełnie od starego trybu życia. Wraca do korzeni i ucieka do rodzinnego domku na wsi w poszukiwaniu pomysłu na siebie. Podejmuje się nisko płatnej pracy i dopiero wtedy, w oderwaniu od wielkomiejskiego szumu, na łonie natury, zaczyna dostrzegać to, co powinno mieć dla niej największą wartość. Autorka podkreśla, że pisane przez nią historie "to bajki, które opowiadają o dobrych ludziach, a o złych tylko wtedy, kiedy mają szansę się zmienić i odnaleźć w sobie ten dobry pierwiastek". Zdanie to daje czytelnikowi przedsmak tego, co znajdzie na kartach tej powieści. Nie zaskakuje również fakt, że finał tej książki wprost powinien być sielankowy i przyjemny. Jednakże na tym kończą się podobieństwa "Cudzych jabłek" do baśni, bowiem tematy, których dotyka powieść Agnieszki Krakowiak-Kondrackiej są jak najbardziej realne, znaczące i wciąż aktualne.

Mówi się, że cudze jabłka smakują najlepiej. Pewnie dlatego tak wielu z nas nieustannie dąży do tego, by prześcigać się z otoczeniem w osiąganiu kolejnych punktów na liście rzeczy do zdobycia. Nasz sąsiad ma nowy samochód? My musimy mieć lepszy! Nasza koleżanka z czasów liceum ma piękny dom z ogrodem? Kolejny powód do zazdrości, gdyż nam marzy się taki sam, albo i większy. I w ten oto sposób szybko zatracamy się w tym wyścigu szczurów i „kupujemy rzeczy, których nie potrzebujemy za pieniądze, których nie mamy, aby imponować ludziom, których nie lubimy”. Właśnie ten problem porusza książka Agnieszki Krakowiak-Kondrackiej. "Cudze jabłka" to mądra powieść obyczajowa, skłaniająca do refleksji nad wszechobecnym konsumpcjonizmem i odejściem społeczeństwa od podstawowych wartości. Lektura ta zmusza nas do pochylenia głowy i posegregowania naszych priorytetów na te naprawdę ważne i te zupełnie błahe. Bo czy gromadzenie dóbr materialnych jest w życiu najistotniejsze? Czy warto przedkładać wyznaczane sobie cele finansowe ponad zdrowie i szczęście rodzinne?

Lektura książki dostarczy nam jeszcze dwóch cennych lekcji. Pierwsza oparta jest na znanym i utartym powiedzeniu "prawdziwych przyjaciół poznajemy w biedzie". Do przypadku naszych bohaterów porzekadło to odnieść można wręcz dosłownie, ponieważ gdy zaczyna ubywać zer na koncie fałszywi znajomi Dragonów dziwnym trafem zaczynają się wykruszać. Drugą jest unaocznienie, jak ciężką pracą jest budowanie trwałego i opartego na obopólnym zaufaniu związku. Dzięki powieści "Cudze jabłka" mamy szansę zaobserwować ten niełatwy proces od kulis. Na przykładzie małżeństwa Ewy i Marka widzimy, jak wspaniale ewoluuje (pomimo licznych perturbacji, albo właśnie dzięki nim) relacja pomiędzy dwojgiem ludzi: od młodzieńczej fascynacji po dojrzały związek pełen wzajemnego wsparcia i miłości.

"Cudze jabłka" to książka dająca otuchę, z pozytywnym, lecz nie przesłodzonym zakończeniem oraz z bohaterami, z którymi łatwo nam się utożsamiać - bo nie oszukujmy się, w sytuacji podobnej do Ewy i Marka znaleźć mógłby się właściwie każdy z nas. Dodatkowo czyta się ją wręcz błyskawicznie i choć powiela utarty już schemat, na pewno nie nudzi czytelnika. Nie miałam okazji, by zapoznać się z debiutancką powieścią Agnieszki Krakowiak-Kondrackiej pt. "Jajko z niespodzianką", lecz lektura "Cudzych jabłek" sprawiła, iż kusi mnie, by nadrobić to jak najszybciej.



Tagi

facebook instagram pinterest

E-mail: uzaleznieniodczytania@wp.pl

stat4u

Teraz czytam

Głosy Pamano