Przeczytane

czwartek, 22 czerwca 2017

agonia dźwięków

Wydawnictwo Marginesy

Liczba stron: 336

 

Do zapomnianego, położonego na obrzeżach Katalonii warownego klasztoru La Rápita w charakterze spowiednika trafia domorosły muzyk, brat Junoy. Można rzec, że został tam zesłany za karę. Jego przewinieniem (zdawać by się mogło, że zupełnie trywialnym) było zbytnie umiłowanie gry na organach, które w oczach jego przełożonych stanowiło zaprzeczenie zakonnej skromności. Brat Junoy, zewsząd otoczony ciszą, zupełnie nie odnajduje się w rapiteńskiej rzeczywistości. Dopada go gorzka refleksja, iż dla niektórych przywdzianie habitu równoznaczne jest z wyrzeczeniem się wszelkiego szczęścia. Wiedziony tą myślą, pozbawiony dostępu do muzyki, popada w apatię i staje się obojętny na to, co dzieje się wokół.

„Bo La Rápita jest uboga jak śmierć, a zasada całkowitego ubóstwa nie robi wyjątku dla muzyki.”*

Jego marazm przerywa pojawienie się w klasztorze dwóch nowicjuszek, którym równie trudno jest przystosować się do surowych klasztornych wymogów. Osamotnione, szukają pomiędzy sobą wsparcia, a ze swych dylematów zwierzają się spowiednikowi. Takie zachowanie urąga rapiteńskim zasadom i uważane jest za niesubordynację. Wyolbrzymiony problem urasta do rangi najcięższego grzechu, a winą za sprowadzenie na złą drogę dwóch niewinnych dusz obarcza się brata Junoya. Staje on w obronie dziewcząt, jednocześnie sprzeciwiając się panującym w zakonie obyczajom, za co oskarżony zostaje o herezję. W konsekwencji trafia do aresztu, a następnie staje przed obliczem sądu diecezjalnego.

„Rapiteńskie ubóstwo jest jałowe. Jest… jest podszyte ambicją, wyuzdaniem, bo zrobiłyście z niego cel sam w sobie, a nie środek na drodze do świętości.”**

Autor powołał do życia najbardziej surowy zakon na świecie -  Zakon Cysterski Ściślejszej Obserwancji w Całkowitym Ubóstwie. W „Agonii dźwięków” przedstawia osobliwą, a nawet nieco egzotyczną dla zwykłego czytelnika rzeczywistość za klasztornymi murami, gdzie zachowywanie milczenia i pokory uznawane jest za najwyższą cnotę. Rapiteńskie mniszki nie mają sobie równych w siermiężności i umartwianiu się. Ich klasztorne życie podlega skrzętnie spisanym regułom, które normują nie tylko pory odbywanych obrządków religijnych, ale także sposób ubierania się, żywienia oraz zasady utrzymywania higieny osobistej. Nakazy te znajdziemy we wtrąceniach z „Księgi Zwyczajów” rozpoczynających każdy rozdział i doskonale uzupełniających całą powieść.

„…rozwaga i przyzwoitość nakazują, aby żadna kobieta, która przestąpi próg klasztoru, ani przez moment nie pozostawała obnażona. Czynności higienicznych, takich jak kąpiel, dokonuje się wyłącznie w przeznaczonej do tego celu koszuli (z Szóstej).”***

Cabré przyzwyczaił już nas do tego, że na kartach swych książek kreśli świetne charakterystyki postaci. Nie krytykuje on otwarcie postaw swoich bohaterów, jednak poddaje ich zachowanie pod rozwagę odbiorcy. W „Agonii dźwięków” wskazuje na czysto ludzkie przywary, które także trzymają się zakonnego habitu i księżowskiej sutanny. Matka Dorotea jest uosobieniem dumy, która nie pozwala dostrzec własnych słabości. Jej przeświadczenie o własnej nieomylności prowadzi do zatarcia granicy pomiędzy tym, gdzie kończy się asceza a zaczyna nadmierna ambicja prowadząca do przesadnej pokuty. Biskupowi Feixes nieobca jest zawiść i chęć wspinania się po szczeblach kariery, zaś brat Junoy jest zawzięty w prowadzeniu ambicjonalnej, lecz jednocześnie bezskutecznej wojny z przeoryszą.

Na wspomnienie zasługuje genialne tłumaczenie iberystki, Anny Sawickiej. Dokonała ona przekładu na język polski również pozostałych dzieł Cabrégo, które ukazały się nakładem Wydawnictwa Marginesy. Każde z nich poprzedzone jest krótką przedmową objaśniającą specyfikę stylu pisania autora, okoliczności powstawania książek oraz wszelkie zawiłości językowe.

Pomimo tego, że wydarzenia opisane w „Agonii dźwięków” dzieli od czasów obecnych całe stulecie, wydźwięk książki wciąż jest aktualny. Nadużycia władzy, nietolerancja i hipokryzja ciągle stanowią bolączkę współczesnego świata. Tytułowa „Agonia dźwięków” w dosłownym rozumieniu odnosząca się do klasztornego milczenia i braku muzyki, w kontekście metaforycznym może oznaczać nieme przyzwolenie na piętnowanie odmiennych postaw i odrzucanie wszystkiego, co sprzeczne z naszymi poglądami. Cabré po raz kolejny zachwyca swą maestrią pióra, przenosząc nas w niezwykły świat własnej wyobraźni. Polecam i z niecierpliwością czekam na jego kolejną powieść.

 

*Jaume Cabré, Agonia dźwięków, Wydawnictwo Marginesy, Warszawa 2017, s.45.

**Ibidem, s. 213-214.

*** Ibidem, s.113.

 Agonia dźwięków

Więcej nowości

Za egzemplarz recenzencki dziękuję:




środa, 31 maja 2017

Wydawnictwo Prószyński i S-ka

Liczba stron: 336

 

Ian Mcguire to angielski autor,  nominowany do Booker Prize 2016 za książkę „Na wodach północy”.

Jest rok 1859. Na Grenlandię wypływa statek wielorybniczy „Ochotnik”. Na jego pokładzie nie znajdziemy jednak kwiatu marynarskiego fachu. Połów wielorybów to ciężki kawałek chleba, a ten kto para się takim zajęciem musi być nie tylko ogorzały od słońca i morskiej bryzy, ale też mieć w sobie coś z okrutnika. Nic więc dziwnego, że na deski pokładu trafiają typy spod ciemnej gwiazdy, w tym najgorszy ich przedstawiciel, harpunnik Henry Drax – złodziej i morderca w jednej osobie. Zupełnie przypadkowo do pracy na „Ochotniku” jako lekarz pokładowy zaciąga się Patrick Sumner, weteran powstania sipajów w Indiach. Sumner - obecnie opiumista, a wcześniej felczer, który odszedł z armii w atmosferze skandalu – zdecydowanie nie jest osobą o krystalicznej reputacji, choć i tak wydaje się być najbardziej prawy spośród całej załogi.

„Na wodach północy” to książka słona jak morska woda. Męska, miejscami wulgarna, nie stroni od języka rodem z rynsztoka. Jest to opowieść ciosana ostrym kawałkiem lodu. Mówi o prymitywnych instynktach, które biorą górę nad człowiekiem. U bohaterów McGuire’a własne potrzeby stawiane są na pierwszym miejscu. Niekiedy są one czysto pierwotne, jak zaspokojenie głodu, czy przetrwanie, a czasem stricte hedonistyczne, jak danie upustu własnym żądzom lub nałogom.

„Zostało mu szesnaście godzin na zrobienie tego, co musi zrobić – cokolwiek to jest. Na ponowne zaspokojenie. Tym świerzbiącym łaknieniem wyraża swe pragnienia ciało, ono przemawia do niego szeptem, to mamrotaniem, to krzykiem. Zew, który nigdy nie milknie, a gdy w końcu ucichnie, on będzie wiedział, że jakiś chuj koniec końców go ukatrupił, i taki będzie kres”.*

Książka „Na wodach północy” ma w sobie coś zwierzęcego i surowego. Jest odpychająca i wciągająca równocześnie. McGuire hołduje naturalizmowi w czystej postaci, co widzimy w brutalnych opisach połowu wielorybów, polowań na foki i niedźwiedzie, czy obrazowych deskrypcjach zbrodni. Jeśli jesteście wrażliwym typem czytelnika i od książki oczekujecie doznań estetycznych, nie jest to lektura dla was, pełno tu bowiem krwi, wszelkich wydzielin, plwocin, brudu, smrodu i fekaliów.

To opowieść nie tylko o morderczej walce człowieka z naturą, ale także człowieka z drugą istotą ludzką. McGuire wprost genialnie wykreował swoich bohaterów. Są nieupiększeni, wyraziści, wręcz namacalni. Początkowo Sumnera i Draxa odbierać będziemy jako dwóch antagonistów, prawie archetypiczne zderzenie dobra ze złem, jednak im bardziej powieść zbliżać się będzie ku końcowi, tym więcej zaczniemy dostrzegać pomiędzy nimi podobieństw. Ostatecznie Sumner, dotychczas brzydzący się czynami Draxa, sam skłoni się ku kradzieży oraz popełnieniu morderstwa z zimną krwią.

„(…) nie pozostał już żaden grzech, są tylko krew, woda i lód. Tylko życie i śmierć, i szarozielona przestrzeń pomiędzy nimi”.**

Ian McGuire w „Na wodach północy” przeniesie nas na Grenlandię - w miejsce, gdzie lodowate powietrze zamarza w płucach. Otrzymamy od niego powieść wyjątkową, wywołującą w odbiorcy szereg sprzecznych odczuć: od niesmaku po chorobliwe zaciekawienie. To książka o podwójnym dnie. Jednocześnie skłania do smutnej refleksji nad kondycją ludzkości oraz jest bezlitosna i gorzka w swym przekazie. Tutaj chciwość bierze górę nad przyzwoitością, a dobre intencje nie są nagradzane, lecz potępiane. Pióro McGuire’a przypomina lapidarny styl Micheala Crummeya oraz realizm charakterystyczny dla Cormaca McCarthy’ego. Polecam tę książkę nie tylko miłośnikom Hermana Melville’a, ale również dwóch wspomnianych wyżej autorów.

*Ian McGuire, Na wodach północy, Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Warszawa 2017, s.11-12.

*Ibidem, s. 65.

 



środa, 03 maja 2017

Zapomniany walc

Wydawnictwo Wiatr od Morza

Liczba stron:256

 

Bohaterką książki jest trzydziestokilkuletnia Gina Moynihan. Gina ma poukładane życie. Odnosi sukcesy w branży IT i wydaje się być szczęśliwa z Conorem - facetem, który może i nie przyprawia o nieustanne drżenie serca, ale za to z którym chce się założyć rodzinę i kupić dom w spokojnej dzielnicy. Pewnego dnia na przyjęciu w ogrodzie Gina poznaje Seána, sąsiada swojej siostry. Jest to mężczyzna w średnim wieku, ma żonę i małą córkę, o której krążą pogłoski, że choruje na tajemniczą przypadłość. Przy pierwszym spotkaniu tych dwoje nie zwraca na siebie większej uwagi. Dopiero po kilku latach ich drogi zbiegają się ponownie podczas wyjazdu służbowego. Kilka drinków w barze, luźna atmosfera i w ten sposób lądują w łóżku. Ta jednorazowa przygoda dość niespodziewanie przeradza się w romans, dla którego Gina jest w stanie zaryzykować swoje małżeństwo.

Zarys fabuły brzmi jak klasyczne łzawe romansidło. Niech was to nie zwiedzie, gdyż książce Anne Enright do banalności i ckliwości niezwykle daleko. Autorka oddaje prowadzenie narracji Ginie, która nie stroni od uszczypliwości i ciętego języka. Potrafi też w sposób nie tylko humorystyczny, ale i bardzo krytyczny dokonywać oceny zarówno otoczenia, jak  i własnej osoby. Nie „cacka” się ze sobą i nie udaje rozmemłanej pensjonariuszki przechodzącej pierwsze miłosne uniesienia. Odważnie i prowokująco mówi o seksie. To kobieta twardo stąpająca po ziemi, która doskonale zdaje sobie sprawę z możliwych konsekwencji swoich poczynań. Kiedy zaczyna spotykać się z ostracyzmem ze strony środowiska i najbliższych nie zadaje sobie pytania „dlaczego tak się stało?”, tylko „w którym momencie sprawy przybrały tak zły obrót?”.

W powieści Enright mamy do czynienia z dokładną wiwisekcją relacji pomiędzy Giną i Seánem: począwszy od zaślepienia wywołanego romantycznym zauroczeniem, niepohamowanej żądzy i potajemnych schadzek w hotelowych pokojach do pierwszych kłótni i dostrzegania przywar partnera. Tych dwoje zupełnie inaczej patrzy na swój związek, gdy zaczynają dotykać ich problemy finansowe oraz kłopoty rodzinne. Drugoplanową bohaterką książki jest córka Seána Evie. Autorka od początku sugeruje, że Evie choruje, choć aby dowiedzieć się co to za dolegliwość musimy poczekać praktycznie do samego końca. Choroba mogła być przyczyną rozpadu małżeństwa jej rodziców, chociaż niewykluczone, że bardziej na jego demontaż wpłynęły wygórowane i niemożliwe do spełnienia oczekiwania Seána i Aileen wobec dziecka.

Walc kojarzy się nam przede wszystkim z romantycznym tańcem dwojga zakochanych. Odnosząc się do tytułu książki, zapomniany walc może sugerować tęsknotę za utraconą miłością. Jednak stwierdzenie, że książka Anne Enright traktuje tylko o miłości i o zdradzie małżeńskiej byłoby ogromnym uproszczeniem. „Zapomniany walc” jest również po części satyrą społeczną na młodych, spełnionych zawodowo Irlandczyków żyjących w trakcie przypadającego pod koniec pierwszej dekady XXI w. boomu ekonomicznego. Łatwe pieniądze, rozrzutność, wybujałe ego i hedonizm ścierają się z pozorną dorosłością i odpowiedzialnością.

Enright lubi wodzić też czytelnika za nos. W tej książce istnieje bardzo dużo niewiadomych. Nie mamy pewności, czy Gina zostanie z Seánem oraz czy Evie ostatecznie zaakceptuje kochankę ojca. Nie wiemy, czy Seánowi nie zdarzy się kolejny „skok w bok”, wszak robił to już wcześniej co najmniej dwukrotnie.  Co ważne, powieść ta nie będzie nas zmuszała do fałszywej zadumy. Nie uświadczymy tu udawanej pokory i dążenia do odkupienia swych grzechów. I choć Gina nie jest osobą złą i możemy podziwiać ją za odważne podążanie za głosem serca, finalnie nie będziemy jej współczuć.

"- Wszyscy są samolubni - powiedziałam - tylko różnie to nazywają.

- Tak myślisz?

- Wiem to."*

*Zapomniany walc, Anne Enright, Wydawnictwo Wiatr od Morza, Gdańsk 2017, s. 165.



11:39, marcinkowska.katarzyna , Przeczytane
Link Dodaj komentarz »
piątek, 18 listopada 2016

książeczki

Seria Dobra Książeczka

Wydawnictwo Tekturka

 

W mózgu dziecka do momentu ukończenia trzech lat powstaje trylion połączeń nerwowych. Dlatego tak ważne jest, aby już od samego początku odpowiednio stymulować rozwój dziecięcego umysłu oraz rozwijać możliwości percepcyjne i poznawcze dziecka. Wychodząc naprzeciw specyficznym potrzebom maluszków, w oparciu o dorobek psychologów rozwojowych z całego świata powstała Seria Dobra Książeczka. Jej autorką jest Agnieszka Starok, współzałożycielka Wydawnictwa Tekturka, prywatnie mama dwóch synów. Cały cykl stworzony został specjalnie z myślą o najmłodszych dzieciach w przedziale wiekowym od 0 do 3 lat i składa się z 7 książeczek dostosowanych do etapów rozwojowych dziecka (0-3 miesięcy, 3-6 miesięcy, 6-12 miesięcy, 1-1,5 roku, 1,5-2 lat, 2-2,5 roku oraz 2,5-3 lat).

Dwie pierwsze książeczki złożone się z samych obrazków przystosowanych do słabego wzroku dziecka. Książeczka dla niemowląt od 0 do 3 miesięcy zawiera duże ilustracje skomponowane na zasadzie kontrastu pomiędzy bielą a czernią, uzupełnione czerwienią i zielenią. Ostrość widzenia maluszka w wieku od 3 do 6 miesięcy w dalszym ciągu jest słaba, jednak dziecko coraz żywiej reaguje na barwy i wzory. Właśnie dlatego w następnej książeczce znajdziemy więcej kolorów, choć ilustracje nadal pozostaną proste.

Ponieważ w okresie pomiędzy 6 a 12 miesiącem niemowlę zaczyna gaworzyć i naśladować dźwięki, książeczka przeznaczona dla dzieci w tym wieku będzie stanowiła wstęp do nauki mówienia. Dziecko pozna tutaj zwierzęta i odgłosy przez nie wydawane, a dzięki pomocy rodzica zrozumie znaczenie poszczególnych wyrazów.

Dalsze książeczki zawierają już fabułę i pierwszych bohaterów. Tekst jest krótki, złożony z prostych zdań. Obrazki są bardziej szczegółowe i ilustrują wydarzenia codzienne bliskie dziecku (ubieranie się, spacer, gry na placu zabaw). Ponadroczne dziecko jest ruchliwe i potrzebuje dostarczania wielu nowych bodźców, dlatego też opisywane czynności nabierają dynamiki oraz mają na celu zapoznanie i integrację malucha z otoczeniem.


Książeczka dla dzieci w wieku od 2-2,5 lat opisuje bardziej złożoną historię i zawiera rozbudowane dialogi pomagające poszerzać słownictwo, zaś ostatnia - przeznaczona dla najstarszych dzieci - opowiedziana jest w formie bajki, której akcja dzieje się w magicznej krainie Patut. Pobudza ona wyobraźnię poprzez wprowadzenie fikcyjnych postaci i nierzeczywistych zdarzeń oraz rozwija myślenie przyczynowo-skutkowe.


Na tylnej okładce książeczek znajdziemy praktyczne porady dla rodziców odnoszące się do prawidłowego korzystania z każdej z nich. Seria Dobra Książeczka wydana jest na grubym tekturowym papierze. Wykonanie nie tylko zachęca dziecko do dotykania i samodzielnego przewracania stron, ale także wytrzymuje pierwsze dziecięce testy organoleptyczne, gdyż jak wiemy maluchy lubią pakować różne rzeczy do ust i nie zawsze obchodzą się z przedmiotami zbyt delikatnie.


Serię Dobra Książeczka wyróżnia dbałość o szczegóły oraz zróżnicowane podejście do dziecka na każdym etapie rozwojowym. Księgarniane półki obfitują w pozycje przeznaczone dla dzieci od 0 do 3 lat, jednak żadna z nich nie jest dostosowana do tak wąskich przedziałów wiekowych. Jako mama dobrze wiem, że półroczne dziecko reaguje zupełnie inaczej niż dwulatek na bodźce dostarczane przez otoczenie. Bardzo cieszę się, że na naszym rodzimym rynku wydawniczym powstały tak ciekawe książeczki, dodatkowo napisane przez osobę, która swą wiedzę czerpie nie tylko z podręczników, licznych badań i rozmów z psychologami, ale także z własnych obserwacji popartych doświadczeniem nabytym przy wychowywaniu dwójki dzieci.

 

Wszystkie tytuły z Serii Dobra Książeczka znajdziecie tutaj:



Tagi: dla dzieci
13:41, marcinkowska.katarzyna , Przeczytane
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 19 lipca 2016

Wydawnictwo Paperback

Liczba stron: 34

 

„Legendy polskie” to kilkudziesięciostronicowa, bogato ilustrowana książeczka, na którą składają się trzy różne, pisane wierszem podania: „Diabelska kręgielnia”, „Legenda o Strzale” oraz „Rów i skrzat”. Są to lokalne dolnośląskie legendy w nowej, odświeżonej przez Tomasza Duszyńskiego i jego żonę Monikę Łukasik-Duszyńską, wersji.

Pierwsza opowieść, „Diabelska kręgielnia”, dotyczy Czirna zwanego Janem, który to zawarł pakt z diabłem. Bies obiecał mu spełnienie wszystkich życzeń, póki Jan będzie zdolny dźwigać podarowany przez czorta głaz.

„Oto kamień jest, mój Janie,

Z nim ci się już nic nie stanie.

Póki dźwigniesz go rękami,

Póty sypnie życzeniami”.

Jak to jednak z takimi diabelskimi układami bywa, tutaj także krył się pewnie podstęp.

„Życzeń  nasz Czirn miał nie miara

I spotkać miała go kara.

Bo kamień chowany w kieszeni

Zaczynał ciążyć ku ziemi”.

Każda podanie niesie ze sobą pewien morał. Legenda o Janie mówi nam o tym, abyśmy uważali na to, czego pragniemy, ponieważ nasze kaprysy przysporzyć nam mogą nie lada kłopotów.

Najbardziej do gustu przypadła mi opowieść o Annie zwanej Strzałką, która chcąc zostać łucznikiem przebrała się za chłopca i dopiero wtedy podjęła naukę w tym zawodzie.

„Dziewczę marzeń mieć nie może,

Nikt nam w życiu nie pomoże,

Bo nie talent się tu liczy,

Gorszy ten, kto jest w spódnicy”.

Legenda o Strzałce uczy nas wytrwałości w realizacji własnych marzeń.

„Talent, kunszt i ciężka praca

W życiu zawsze się opłaca”.

Ostatnia historia nosi tytuł „Rów i skrzat”. Prawi ona o młodym, ubogim Antku, który wpadł w niełaskę pana, ponieważ chciał związać się z pańską córką. Zły włodarz postanowił ukarać biednego chłopca trzymając go w niewoli. Po licznych błaganiach jedynaczki obiecuje jednak zwrócić mu wolność, jeśli tylko Antek zdoła wykopać własnoręcznie „rów szeroki niczym morze, koń przeskoczyć go nie może”.* Podanie to mówi o tym, że prawdziwa miłość jest w stanie pokonać wszelkie przeszkody oraz że złe uczynki zawsze zostają ukarane.

Ponieważ „Legendy polskie” to pozycja skierowana do dzieci, napisana jest ona łatwym i przystępnym językiem. W szybkim i rytmicznym czytaniu pomaga wierszowany zapis utworów. Krótkie czterowersowe zwrotki zachęcają do czytania na głos i odgrywania niektórych scenek.

Kilka osobnych zdań warto poświęcić samym ilustracjom. Są one miłe dla oka, bajecznie kolorowe i wyraziste. Ich autorem jest Artur Gulewicz, który poprzez współpracę z wieloma wydawnictwami od ponad dekady zapewnia oprawę graficzną licznym książkom dla dzieci.

Polecam Waszej uwadze tę niewielką objętościowo książeczkę. Dowiecie się z niej nie tylko trochę na temat Dolnego Śląska, ale także zapewni Wam ona świetną zabawę. Jest to lektura idealna do wspólnego czytania z własnymi pociechami.

 

*Wszystkie cytaty pochodzą z:Legendy polskie, Tomasz Duszyński, Monika Łukasik-Duszyńska, Wydawnictwo Paperback.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 28
Tagi

facebook instagram pinterest

E-mail: uzaleznieniodczytania@wp.pl

stat4u

Teraz czytam

Głosy Pamano